DŻOK legenda o psiej wierności

DŻOK legenda o psiej wierności

Wpis z 13 lipca 2007 roku. Przypominam go, bo wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Kundelka 🙂

Kiedy zobaczyłam okładkę tej książki, od razu przypomniałam sobie weekend, który spędziłyśmy w Krakowie ze Środkową z moich córek przed dwoma laty. Pojechałyśmy tylko we dwie – to miał być czas tylko dla niej, spędzony tak, jak chciała. Odpuściłam więc sobie cały program turystyczny, szczególnie że najważniejsze zabytki zaliczyłyśmy przy okazji poprzedniej bytności w Krakowie. Wtedy, we trzy z Najstarszą wędrowałyśmy śladami babci Brygidy z książki Doroty Terakowskiej.

Tym razem nasz plan składał się z trzech punktów:

* spotkanie z pewną moją internetową znajomą, równie jak ja zakręconą na punkcie książek;

* jazda na rolkach nad Wisłą, bo poprzednim razem bardzo żałowałyśmy, że tyle tam pięknych asfaltowych dróżek, a my niestety na piechotę 😦 ;

* karmienie gołębi na Rynku czyli ulubione krakowskie zajęcie mojej córki (edit: wtedy to było jeszcze legalne 😉 ).

Wszystko udało się nadzwyczajnie – spędziłyśmy niezapomniane popołudnie Beą i jej rodziną (pozdrawiamy wszystkich !!! 🙂 ). Rolkowanie z widokiem na Wawel w piękne niedzielne przedpołudnie też było fantastycznym przeżyciem, a przy okazji, zupełnie nieoczekiwanie natknęłyśmy się na ten oto pomnik (zdjęcie z Wikipedii – nie mogę znaleźć naszego).

Przypomniałam sobie (przypadkiem zobaczoną kiedyś w telewizji) informację o jego odsłonięciu. Niewiele mogłam jednak powiedzieć Środkowej o tym piesku – tylko to, że niezmordowanie czekał na swojego zmarłego nagle pana w miejscu, z którego zabrała go karetka pogotowia. Dzięki książce Barbary Gawryluk, urokliwie zilustrowanej przez Iwonę Całą, wiemy już dużo więcej.

Kraków jest miastem obfitującym w legendy, a ta narodziła się niemal na naszych oczach. Dżok czekał przy rondzie na powrót swojego pana blisko rok i chyba nie było wtedy w tym mieście osoby, która by o nim nie słyszała. Nie dawał się złapać i odwieźć do schroniska, nie chciał stamtąd odejść z nikim. Zaufał dopiero starszej pani, która go przez ten czas dokarmiała i która zadbała dla niego o schronienie przed mrozem. Kiedy stracił już widać nadzieję na powrót pana Nikodema, uznał ją za swoją nową panią.

Dżok” to książka niewesoła. Poszyta jest ( jakże przecież typową dla Krakowa ) melancholią, ale znajdziemy w niej też dużo ciepła. Nieszczęścia, które spadały na Dżoka, zostają niedopowiedziane, bo patrzymy na nie niejako z jego punktu widzenia. Za to ludzie, których piesek spotkał na swojej drodze są bez wyjątku dobrzy i życzliwi.

Historia Dżoka, jak to w legendach bywa, nie ma ani początku, ani końca. Nie wiemy, co przeżył, zanim trafił do schroniska, skąd zabrał go pan Nikodem. Nie wiemy też, gdzie podziewał się po tym, jak uciekł na widok karetki, która znów miała zabrać bliską mu osobę. Przybył nie wiadomo skąd i odszedł nie wiadomo dokąd, ale pozostanie na zawsze symbolem wiernej miłości, jaką psy potrafią obdarzyć ludzi w zamian za okazane im serce.

Barbara Gawryluk „DŻOK legenda o psiej wierności”, ilustr.: Iwona Cała, wyd.: Literatura, Łódź 2007

Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza

Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza

Wpis z 14 marca 2015 roku:

Siedział sam w ostatniej ławce pod oknem. Często wyłączał się lekcji i gapił przez nie. W oddali widać było wypływające w morze statki. Coraz mocniej czuł, że chce znaleźć się na pokładzie któregoś z nich.

Teraz właśnie, w czasie długiej przerwy, obserwował wielki, biały prom z napisem „PRINCESSA”. Statek powoli wychodził w morze. Ivan miał wrażenie, że słyszy buczenie syreny i widzi ludzi machających z górnego pokładu…

Od pierwszych słów tej książki zazdrościłam jej bohaterowi tego, że mieszka w Gdyni i ma na co dzień morze na wyciągnięcie ręki. Choć obawiam się, że ja, mając taki widok z okna klasy, miałabym duże problemy z nauką 😉 Wzdychałam tęsknie towarzysząc mu podczas spaceru z psem po plaży czy kiedy obserwował statki ze szczytu redłowskiego klifu. A gdy w dodatku, dzięki tajemniczemu listowi sprzed lat, w czasie wakacji dotarł na Gotlandię, moja zazdrość niepokojąco wzrosła, bo tę wyspę znam tylko z serialu o Pippi i z serii kryminałów Mari Jungstedt.

Ivan jest Polakiem, a swoje nietypowe imię, które często bywa źródłem problemów, zawdzięcza tacie i jego marzeniom, że wychowa syna na tenisistę – następcę Ivana Lendla, Niestety – te ambitne plany szybko zniweczyła kontuzja barku. Chłopcu pozostało tylko sportowe imię i poczucie, że rozczarował tatę.

Poznaliśmy go w momencie, kiedy jego dotychczasowe życie zawaliło się. Rodzice zdecydowali się na rozwód, a tata wyprowadził się nie tylko z domu, ale także z Trójmiasta. W dodatku sytuacja materialna Ivana i jego mamy pogorszyła się radykalnie, co nie pozostało niezauważone przez jego kolegów. Czasem czuł, ze tęskni za ojcem, ale najczęściej był na niego wściekły. I na wszystkich, którzy stawali mu na drodze. Okazuje się jednak, że wszystko w życiu jest po coś, a każdy koniec jest zarazem początkiem.

Gdyby tata Ivana nie wyprowadził się z domu, koledzy chłopca nie mieliby powodu, aby mu dokuczać i nie doszłoby między nimi do bójki. Gdyby nie doszło do bójki, Ivan nie trafiłby do schroniska dla psów i w jego życiu nie pojawiłaby się Czarna…

Gdyby tata Ivana nie wyprowadził się z domu, jego mama nie musiałaby przyjąć sublokatora i Ivan nie poznałby Marka, który jest członkiem Błękitnego Patrolu i nie wiedziałby, co zrobić ze znalezioną na plaży foczką…

Gdyby…

Próbowałam zrobić listę ważnych tematów, które poruszane są w tej książce i okazało się, że jest ich, jak na jej niezbyt okazałe rozmiary, całkiem dużo. A więc: rozwód, przemoc szkolna, bezpańskie psy i schronisko, foki bałtyckie i fokarium na Helu (to chyba pierwsza polska książka, w której się one pojawiają !), morze i związane z nim niebezpieczeństwa, ale też marzenia o morskich podróżach i legendarny już jacht Zawisza Czarny, szwedzka pomoc dla Polski w trudnych powojennych latach i tajemnica zatonięcia statku Mount Vernon

Uff, to chyba wszystko 😉 Ale mimo to, że tych ważnych rzeczy jest tak wiele, autorce udało się uniknąć publicystyki i historię Ivana, Nikoli, Czarnej i Klifki czyta się z dużą przyjemnością.

Barbara Gawryluk „Czarna, Klifka i tajemnice z dna morza”, ilustr.: Magdalena Kozieł – Nowak, wyd.: Literatura, Łódź 2014