Przybysz

Przybysz

Wczoraj był Światowy Dzień Uchodźcy i z tej okazji przerwę na chwilę cykl o historii najnowszej, aby przypomnieć wpis z 4 lipca 2015 roku. „Przybysz” to nie jest książka o uchodźcach, pokazuje szerzej problem wszystkich, którzy z rozmaitych przyczyn opuścili swoje domy i ojczyzny, aby zacząć życie zupełnie gdzie indziej.

Okładka, która przypomina starą, oprawiona w skórę książkę, na niej zdjęcie w sepii. Na wyklejce sześćdziesiąt twarzy – jak ze zdjęć paszportowych. Ludzie wszystkich ras patrzą smutno, bez uśmiechu, niepewni swojej przyszłości. Dalej rozpoczyna się rozpisana na wiele obrazków opowieść o imigracji, o przyczynach dla których ludzie opuszczają miejsca swojego urodzenia i o problemach, jakie mają z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości.

„Przybysz” to książka uniwersalna, zrozumiała dla czytelnika w niemal każdym wieku, niezależnie od tego w jakim kraju, na jakim kontynencie żyje, jakim językiem i jakim alfabetem posługuje się na co dzień. To książka bez kolorów i słów, bo jedyne, jakie się w niej znajdują, to tytuł oraz końcowe podziękowania autora i tzw. blurby na ostatniej okładce.

Nie wiemy, kim jest jej bohater, jak się nazywa i jakiej jest narodowości, ale to nie jest ważne. Poznajemy go w dniu, w którym rozstaje się z żoną i córeczką, wsiada na statek i udaje się do świata całkiem obcego i odmiennego od tego, który zna. Żyją tam ludzie mówiący innym językiem i wszystko jest inne – domy, ulice, jedzenie, zwierzęta… Jego wiedza i doświadczenie życiowe przywiezione ze starego świata są tu kompletnie nieprzydatne. Nawet tak prosta wydawałoby się praca jak rozklejanie ogłoszeń, okazuje się trudna, kiedy nie zna się tamtejszego alfabetu i nie wie, gdzie jest góra, a gdzie dół tekstu. A jednak dzięki życzliwości innych ludzi udaje mu się stworzyć sobie nowe lepsze życie i sprowadzić do siebie rodzinę.

Special thanks go to Diego the parrot for inspiring most of the creatures in this book – napisał autor w moim, angielskim wydaniu tej książki, ale patrząc na zwierzęta na jej kartach zrozumiemy, że papuga była ich dość odległą inspiracją i można je określić jako nie tylko z twarzy podobne zupełnie do nikogo 😉

Tanowi udało się stworzyć świat, w którym każdy z czytelników niezależnie od tego, skąd pochodzi i gdzie mieszka, poczuje się obco i zrozumie, jak czuł się tam bohater tej opowieści. My, czytając (oglądając) pomyślimy zapewne przede wszystkim o naszych licznych rodakach emigrujących do Ameryki Północnej, ale Shaun Tan urodził się w Australii. Jego ojciec był pochodzenia malezyjsko – chińskiego, a matka – angielsko – irlandzkiego.

Język obrazów jest uniwersalny, nie wymaga umiejętności czytania, choć oczywiście im człowiek starszy i bardziej oczytany, tym więcej kontekstów kulturowych może w tej książce wyłapać. Skojarzy np. opowieści ludzi, napotkanych przez bohatera i domyśli się, skąd mogą pochodzić, ale nie jest to do zrozumienia całej historii niezbędne.

W Polsce „Przybysza” wydało dwukrotnie (edit: a nawet trzykrotnie !) wydawnictwo „Kultura gniewu”, niestety nakład jest już wyczerpany. Dostępne są jednak inne edycje, a bariera językowa w tym wypadku nie występuje . Mój „The Arrival” przybył do mnie niedawno z USA (Dziękuję, Ewa !!! :-), bo poprzedniego oddałam w prezencie, a potem przekonałam się, że już za późno na odkupienie go. Widziałam też egzemplarz przywieziony z Czech i tam ma on tytuł „Nowy świat”

„Przybysz” bywa uznawany za najważniejszą książkę dla młodzieży, jaka ukazała się w XXI wieku, ale nie jest ona adresowana jedynie do młodego czytelnika. Jej niezwykła na poły baśniowa atmosfera wciąga na długo i nie pozwala o niej zapomnieć.

Shaun Tan (scenariusz i rysunki) „Przybysz”, wyd.: Kultura Gniewu, Warszawa 2013