Śnieżna siostra

Śnieżna siostra

Ta książka określana jest jako kalendarz adwentowy, ale mam z nią podobny problem jak ten, o którym pisałam, kiedy przypominałam tu „Prezent dla Cebulki”. Na moim profilu na FB wywołało to małą dyskusję o tym, jaką książkę można takim kalendarzem nazwać ? Napisałam wtedy: czym innym jest „historia, którą można przeczytać w Adwencie”, a czym innym książka, która ma być kalendarzem adwentowym. Od tej drugiej oczekuję jednak jakiegoś związku z religijnym wymiarem Bożego Narodzenia (a w każdym razie – nie pomijania go), oraz takiej konstrukcji akcji, która wprowadzi czytelnika w nastój świąteczny płynnie, stopniując go z dnia na dzień. Być może chcę zbyt wiele, bo na razie nie spotkałam książki, która by te moje oczekiwania spełniła. Uprzedzając – nie spełniła ich także „Tajemnica Bożego Narodzenia” Gaardera, choć wydaje mi się, że była najbliżej.

Doświadczenie ostatnich lat uczy, że nie powinnam się tego spodziewać po książce skandynawskiej, więc nie miałam takich oczekiwań wobec „Śnieżnej siostry”. I słusznie, bo dzięki temu się nie rozczarowałam, za to odkryłam przepiękną historię, którą na pewno warto przeczytać – nie tylko w Adwencie. I naprawdę to, że jest ona podzielona na 24 rozdziały nie robi jeszcze z niej kalendarza adwentowego. Jest tak interesująca i wciągająca, że trudno mi sobie wyobrazić rozkładanie czytania na tyle wieczorów, bo kolejne części kończą się tak, że nie można jej tak po prostu odłożyć. Ja pochłonęłam ją na jeden raz, od pewnego momentu czytałam przez łzy, ale nie potrafiłam się od niej oderwać.

Jestem pewny, że dokładnie wiecie, jak powinny wyglądać święta. Z kim chcecie je spędzić, czym powinny pachnieć i co powinno wisieć na choince. I pewnie chcecie, żeby tak było co roku. Ja też tego chciałem…

W tym roku święta w domu Juliana, narratora tej historii, rzeczywiście stanęły pod znakiem zapytania. Kilka miesięcy wcześniej umarła jego siostra Juni i rodzice pogrążyli się w żałobie, kompletnie nie zwracając uwagi ani na niego, ani na jego młodszą siostrę Augustę. Miałem wrażenie, że przy stole siedzą kopie moich rodziców, które nie do końca wiedzą, jak się kiedyś zachowywali. (…) Nie byli sobą, tylko siebie przypominali. (…) Ale najbardziej brakowało mi Juni, mojej starszej siostry, Wszystkim nam jej brakowało, wiedziałem o tym. Chętnie wybrałbym się z rodziną na cmentarz, żeby ją odwiedzić, ale mama i tata nigdy tego nie chcieli. Nie wiedziałem dlaczego. Raz poszedłem tam sam. Grób był ciemny i pusty, bez żadnych ozdób czy zniczy. Juni leżała tam na dole. Podobno. Nie mogłem tego pojąć…

„Śnieżna siostra” to przepiękna, magiczna i wzruszająca opowieść o stracie, żałobie i pamięci, znakomicie wpisująca się w ten przedświąteczny czas. Czytając ją, cały czas miałam gdzieś w tyle głowy „Kolędę dla nieobecnych”: A nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie…

W jej nastrój i smutny, i świąteczny wpisują się też znakomicie miejscami mroczne, ale także urokliwe, a przy tym zdecydowanie nieprzesłodzone ilustracje Lisy Aisato.

To książka wymykająca się kategoriom, także wiekowym 😉 Myślę, że nie ma górnej granicy wieku czytelników. Dolną tez trudno mi określić – to zależy od osobistych możliwości udźwignięcia tej historii i smutku, który niesie. Nie bójmy się go ! Łzy wypłakane nad książką oczyszczają, pomagają uporać się z tym, co siedzi gdzieś głęboko i co czasem trudno nawet przed sobą nazwać…

Maja Lunde „Śnieżna siostra. Opowieść świąteczna” ilustr.: Lisa Aisato, przekł.: Milena Skoczko, wyd.: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019

Prezent dla Cebulki

Prezent dla Cebulki

Wpis z 17 listopada 2015 roku:

Oto Cebulka. Cebulka nie jest rzecz jasna prawdziwą cebulką. Jest chłopcem. I to wcale nie takim małym, jesienią zaczął chodzić do szkoły. Jednak kiedyś był mały, nowiutki i okrągły. Właśnie wtedy mama zaczęła nazywać go Cebulką. Choć tak naprawdę ma na imię Stig.

Mam problem z tą książką…

Właściwie nie z samą książką, ale z rolą, w której jest obsadzana, bo często pisze się o niej jako o kalendarzu adwentowym, a samo wydawnictwo tak to określa na okładce: Wzruszająca opowieść w 25 rozdziałach do czytania w każdy wieczór aż do Bożego Narodzenia, ale też o każdej innej porze roku.

Od kalendarza adwentowego oczekuję, że będzie nas dzień po dniu wprowadzał w atmosferę Świąt Bożego Narodzenia i zbliżał do zrozumienia ich sensu. Tymczasem akcja tej książka co prawda umieszczona jest w tym czasie, ale trudno znaleźć tam to, co zazwyczaj określamy jako świąteczną atmosferę. Święta pojawiają się tam tylko jako powód do zastanowienia się nad prezentem oraz do ubrania choinki. Kontekstu religijnego nie ma tam nawet w dalekim tle, bo trudno za takowy uznać koncert w dniu św. Łucji, który co prawda odbywa się w kościele, ale potraktowanym raczej jak sala koncertowa.

Jeśli przestaniemy patrzeć na „Prezent dla Cebulki” jak na książkę świąteczną, zostanie nam całkiem poważna i smutna historia małego chłopca, który marzy o tym, żeby mieć własny rower i własnego tatę. Na rower jego mamy nie stać, a tata…

Kiedyś, jak mama miała dwadzieścia sześć lat, pojechała do Sztokholmu na koncert. I spotkała na tym koncercie mężczyznę, z którym poszła do domu, a potem zaczął jej rosnąć brzuch. Tylko że wtedy mama zdążyła już wyrzucić kartkę z numerem telefonu tego mężczyzny i właśnie przez to Cebulka nie ma teraz taty. Mama pamięta tylko, że miał na imię Joppe i mieszkał na jakiejś długiej ulicy.

Kiedy to czytałam, Cebulka wydał mi się nieco podrośniętym bohaterem książki Tato” Sveina Nyhusa, która kilka lat temu bardzo mnie poruszyła. Tamten mały chłopczyk siedząc wieczorem w łóżeczku zastanawia się nad tym, gdzie jest i robi jego tato. Cebulka marzy o tym, że kiedyś pojadą z mamą do Sztokholmu i na jakiejś ulicy spotkają mężczyznę, który rozpozna w nim swojego syna. Mama nie chce, wie, że to nie byłoby takie proste i tłumaczy mu: Poznałam go po prostu w tamten weekend w Sztokholmie. A gdy się pożegnaliśmy wyrzuciłam do kosza karteczkę z numerem, bo… bo on właściwie wcale tak bardzo mi się nie podobał. (…) Ale gdy zrozumiałam, że mam ciebie w brzuchu, to bardzo się ucieszyłam. O niczym innym nie potrafiłam myśleć, tylko o tobie, tobie, tobie ! Tak bardzo chciałam cię mieć. Tylko że nie chciałam mieć tamtego mężczyzny. (…) Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo t y będziesz go chciał. Sądziłam, że je wystarczę. Wybacz mi, Cebulko. Myślałam tylko o sobie.

„Prezent dla Cebulki” to książka, która w szczególnie mocny sposób uzmysławia nam dorosłym naszą odpowiedzialność za to, do jakiego życia powołujemy na świat dzieci. Historia Cebulki kończy się szczęśliwie – chłopiec staje się posiadaczem roweru i znajduje sobie tatę, ale ten happy end podszyty jest goryczą. To książka, która pokazuje dzieciom życie bez retuszu i różowego filtru, tylko czy właśnie tego oczekujemy od lektur świątecznych ?

Frida Nilsson „Prezent dla Cebulki”, przekł.: Agnieszka Stróżyk, ilustr.: Maria Nilsson Thore, wyd.: Zakamarki, Poznań 2014

Wszyscy na Ciebie czekamy

Wszyscy na Ciebie czekamy

Wpis z 1 grudnia 2010 roku:

A nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie.

Uwierzymy kolejny raz w jeszcze jedno Boże Narodzenie…

Uzurpator nazywający siebie Świętym Mikołajem coraz bardziej zawłaszcza nam Święta Bożego Narodzenia i sprowadza ich sens niemal wyłącznie do PREZENTÓW. Podobnie dzieje się z Adwentem, który stał się przede wszystkim Czasem Wielkiego Kupowania.

Kalendarze adwentowe to tradycja u nas stosunkowo świeża. Pierwsze, jakie się pojawiły w sklepach razem z gospodarką wolnorynkową, to po prostu zbiór czekoladek z obrazkiem. A co na obrazku ? W 99 przypadkach na 100 (no, może w 98 😉 ) znajdziemy tam choinkę ze stosem prezentów oraz Uzurpatora (nazywającego siebie Świętym Mikołajem). W tym roku pojawiły się wersje z Królikiem Bugsem i Myszką Miki, natomiast niezwykle rzadkim zjawiskiem są takie, które przedstawiałyby jakiekolwiek sceny związane z narodzinami Jezusa. Zgodnie z ich przesłaniem Adwent to Czas Oczekiwania na Prezenty. Zauważyliście, że mają zawsze po 24 czekoladki ? A prawdziwy Adwent trwa różnie – od 28 do 22 dni… Ale przecież nie o prawdziwy Adwent tu chodzi tylko o to, żeby czekoladki nie sprzedane w jednym roku rzucić do sklepów w następnym.

Nazwa „Adwent” pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego przyjście albo zbliżanie się czegoś lub kogoś. W roku kościelnym Adwentem nazywamy czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Nie chodzi tylko o liczenie dni pozostałych do świąt, ani o planowanie, jak je spędzimy, lecz przede wszystkim o przygotowanie serc na cichy cud, jaki się może w nich wydarzyć.

„Wszyscy na Ciebie czekamy” to  kalendarz adwentowy, który ma pomóc nam przeżyć z dziećmi prawdziwy Adwent.

Kiedy ją przejrzałam, przypomniał mi się Adwent sprzed kilkunastu lat – Najstarsza z córek była wtedy jeszcze mała. W kościele, do którego wówczas chodziliśmy w pierwszą niedzielę ksiądz zaprezentował dzieciom miejsce, gdzie stanie szopka. Było tam brudno, wisiały pajęczyny, na podłodze leżały śmieci i deski. W następną niedzielę miejsce było już wysprzątane i puste, w następną – pojawiły się pierwsze elementy szopki, a w ostatnią – wszystko było gotowe, brakowało tylko Dzieciątka z żłobku i postaci Marii, Józefa i pasterzy, które pojawiły się w Wigilię.

„Wszyscy na Ciebie czekamy” to książka, która swoją opowieść zaczyna się od Adama i Ewy czyli od prawdziwego początku Oczekiwania na przyjście Mesjasza. Do książki dołączona jest plansza – plakat z grotą Narodzenia Pańskiego oraz zeszyt z figurkami do wycinania i przylepiania (oraz płyta z pieśniami adwentowymi).

Kupiłam ją bardziej z ciekawości niż z myślą o którejś z moich córek. Wydawało mi się, że nawet prawie jedenastoletnia Najmłodsza jest już na nią za duża. Tymczasem zainteresowała się nią i wyraziła chęć czytania i wycinania figurek do szopki. Tegoroczny Adwent rozpoczęłyśmy więc od zrobienia porządku na korkowej tablicy w jej pokoju – stare plakaty i obrazki ustąpiły miejsca szopce. A od niedzieli co wieczór pojawia się tam kolejna postać.

Jeśli szukacie pomysłu na wspólne z dziećmi przeżywanie Adwentu – jeszcze nie jest za późno, aby sięgnąć po tę książkę. Co prawda – zawiera ona 28 historii, ale można ich czytanie dopasować do czasu, który nam jeszcze pozostał do Świąt.  

Dobrego Adwentu !

Marek Kita „Wszyscy na Ciebie czekamy”, ilustr.: Dorota Łoskot – Cichocka, wyd.: Sykomora, Warszawa 2010