Z Bożej łaski Jadwiga, król

Z Bożej łaski Jadwiga, król

Jadwiga Andegaweńska była pierwszą postacią historyczną, którą poznałam bliżej, a stało się to za sprawą powieści „Jadwiga i Jagienka” Czesławy Niemyskiej – Rączaszkowej, jednej z ukochanych książek mojego dzieciństwa. Dzięki niej dowiedziałam się najpierw ja, a potem Najstarsza z moich córek o tym, co wiedzą teraz już wszyscy, którzy choćby zobaczyli okładkę książki Zuzanny Orlińskiej – że Jadwiga nie była królową, tylko królem Polski. Pamiętam rozpaczliwy telefon Najstarszej z wycieczki szkolnej do Krakowa i jej żądanie, żebym natychmiast wyjaśniła to pani przewodniczce, która nie uznała w jakimś konkursie jej odpowiedzi na pytanie o królów właśnie 😉

Sięgnęłam po „Z Bożej łaski Jadwiga, król” z pewnymi obawami, choć znając twórczość Zuzanny Orlińskiej mogłam przypuszczać (a nawet być pewna), że uda jej się sprostać tej konkurencji. Te obawy wzrosły nieco, kiedy stwierdziłam, że zaczęła swoją opowieść w tym samym momencie co Niemyska – Rączaszkowa czyli w czasie podróży Jadwigi do Polski. Poczułam się jednak trochę swojsko spotykając w jej orszaku dobrze znane osoby – jak Spytka z Melsztyna czy biskupa Radlicę. I też, podobnie jak w tamtej powieści, do orszaku Jadwigi ktoś w tej podróży dołączył. Tym razem jednak nie była to Jaga, córka Jamroża Króla z Lipnicy Małej, tylko Formoza – nieznająca swojego pochodzenia akrobatka z wędrownej trupy. Jak wspomina w przedmowie autorka, natknęła się w dokumentach na taką postać wymienioną jako: Formoza de Wanszwoja, niegdyś panna dworska przy boku naszym, teraz zaś narzeczona Stanisława Gamrata, której Jadwiga ufundowała posag. Na tej podstawie wymyśliła jej historię. Panna Formoza z fraucymeru królowej pojawiła się także w „Jadwidze i Jagience”, ale była tam tylko postacią w tle. Tytuł powieści Niemyskiej – Rączaszkowej pokazuje, jak ważny jest tam, opierający się na Jagience wątek ludowy. Czytając ją teraz, po latach i z moją obecną wiedzą, dostrzegłam wyraźnie, jak bardzo naznaczona jest przez czasy, w których powstała.

Jest w tych książkach więcej podobieństw, wynikających przede wszystkim z tego, że opisują te same wydarzenia. Zuzanna Orlińska poszerzyła akcję o wątek litewski, dzięki któremu czytelnicy wiedzą trochę więcej o kraju, z którego przybywa Jagiełło. Bardzo polubiłam jej Skirgiełłę, główną postać tego wątku, który trochę kojarzy mi się z panem Zagłobą 😉

Jest też tam wątek zupełnie nowy, drugi plan czasowy, w którym pojawia się postać prawie nieznana – Anna Cylejska, druga żona Jagiełły, którą ponoć sama Jadwiga do tej roli wskazała. Uważny czytelnik zauważy zresztą na kartach tej książki także jego trzecią żonę, ale ona pojawia się tylko na dalszym planie. Losy tych dwóch dziewczynek, kuzynek – Jadwigi i Anny, (wydawać by się mogło – księżniczek z bajki) uświadamiają nam, w jak niewielkim, mimo swego urodzenia, stopniu miały one wpływ na własne życie i jak bardzo było ono zależne od decyzji opiekujących się nimi mężczyzn.

Jadwiga jest także jedną z dam, dziewuch, dziewczyn w wydanej niedawno książce Anny Dziewit – Meller, do której miałam trochę zarzutów o ahistoryczność (oraz o opowiadanie o królu Polski per Jadźka 😉 ). Zuzanna Orlińska nie spoufala się ze swoją bohaterką, starannie odtwarza natomiast średniowieczny obyczaj, sposób myślenia i życie na dworze. Doceniła to także dr hab. Bożena Czwojdak – mediewistka i konsultantka historyczna tej książki pisząc: Autorka ukazała Jadwigę nie tylko jako poważną królową i świętą, ale jako zagubioną w zupełnie nowym świecie dziewczynkę, która dorasta do powierzonej jej roli. Zuzanna Orlińska odkryła przed nami ludzką twarz Jadwigi.

Z niecierpliwością czekam teraz na jej kolejną historyczną powieść, bo wiem, że powstaje, że także poprzedzona została solidną kwerendą i że zaprowadzi nas w czasy, w których jeszcze z tą autorką nie byliśmy 🙂

Zuzanna Orlińska „Z Bożej łaski Jadwiga, król” (seria: A to Historia), wyd.: Literatura, Łódź 2017

Czesława Niemyska – Rączaszkowa „Jadwiga i Jagienka”, ilustr.: Leonia Janecka, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 1967

Mówcie mi Bezprym

Mówcie mi Bezprym

Wpis z 5 września 2017 roku, napisany dla portalu „Ryms”:

Bohater tej książki był pierworodnym synem pierwszego polskiego króla, jednak nie wspomina o nim żaden z kronikarzy najwcześniejszych dziejów Polski – ani Gall Anonim, ani Wincenty Kadłubek, ani Jan Długosz. Nie wiadomo, jak miał właściwie na imię, nie ma pewności, kim była jego matka, a przede wszystkim – nie jest jasne, dlaczego został przez ojca pozbawiony następstwa tronu. Jeszcze w XIX wieku wątpliwości historyków budziło nawet jego istnienie. Dziś już tak nie jest, ale właściwie każdy fakt z jego życia może być rozmaicie, często sprzecznie interpretowany. 

Wystarczy zajrzeć do Wikipedii (tak, wiem, że nie jest to poważna publikacja, ale może to zrobić każdy, kto czyta moją recenzję) aby się o tym przekonać. Jeśli wspomina się o nim w szkole, to tylko w kontekście krótkiego okresu (1031 – 1032), kiedy odebrał władzę młodszemu bratu i rządził Polską. Podobno wykazał się przy tym niezwykła okrutnością – ale nawet i to nie jest pewne.

Grażyna Bąkiewicz opisuje czasy wcześniejsze, gdy Bezprym był dopiero dorastającym chłopcem. Rozpoczyna swoją opowieść jesienią 999 roku a kończy w roku 1002. Był to czas szczególny i dla Polski, i dla Europy – przełom tysiącleci, zjazd gnieźnieński, wielkie plany cesarza Ottona III, które przerwała jego śmierć. Autorka oparła się na śladach po Bezprymie, które zachowały się w kronikach niemieckich i wypełniła przestrzeń między nimi swoimi wyobrażeniami. „Mówcie mi Bezprym” to książka, która mocno skojarzyła mi się w twórczością Elżbiety Cherezińskiej, a szczególnie z „Grą w kości”, bo dotyczy tych samych wydarzeń.

Bezprym, którego poznajemy w tej książce, jest księciem (choć jego następstwo tronu nie jest pewne), ale jest też zwykłym nastolatkiem, chłopcem, który nie zna swojej matki, a o miłość ojca musi rywalizować z przyrodnim rodzeństwem. Jest najstarszy i to on towarzyszy Bolesławowi w powitaniu Ottona III w Polsce i w późniejszej podróży do Akwizgranu. Potem ojciec wysyła go z cesarskim orszakiem do Rzymu, powierzając mu ważną misję, które jednak okaże się zbyt trudna dla chłopca. Autorka starannie oddała realia historyczne czasów, w których rozgrywały się te wydarzenia, nie zdecydowała się jednak na stylizację języka, którym mówią jej bohaterowie. To zdecydowanie ułatwi lekturę współczesnym czytelnikom, choć mnie czasem zgrzytało w uchu, kiedy książę mówił „O kurczę !” 😉

Kiedy byłam w wieku adresatów serii „A to historia”, w ramach której ukazała się ta książka, jedną z moich ukochanych lektur była „Jadwiga i Jagienka” Czesławy Niemyskiej – Rączaszkowej – opowieść o Jadwidze Andegaweńskiej, początkach jej panowania w Polsce, koronacji na króla Polski i wydarzeniach, które doprowadziły do jej ślubu z Jagiełłą. Po latach, kiedy byłam już na studiach uświadomiłam sobie, że moja wiedza o tym okresie pochodzi przede wszystkim stamtąd i tylko w niewielkim stopniu została poszerzona w toku edukacji. Myślę, ze czytelnicy Grażyny Bąkiewicz też dobrze zapamiętają jak wyglądał zjazd gnieźnieński, o czym marzył młody cesarz i dlaczego Bolesław Chrobry koronował się dopiero 25 lat później, a korona przeznaczona dla niego znalazła się na Węgrzech. A jeśli kiedyś zobaczą posąg „śmiejącej się Polki” z katedry w Naumburgu, przypomną sobie być może, że małżeństwo siostry Bezpryma Regelindy z synem margrabiego Miśni też było efektem zjazdu gnieźnieńskiego. Tego nie da żaden podręcznik ani lekcja historii w szkole !

By Linsengericht – Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

Książka została wyróżniona w konkursie Książka Roku IBBY 2016 🙂

Grażyna Bąkiewicz „Mówcie mi Bezprym” (seria: A to historia !), ilustr.: Mikołaj Kamler, wyd.: Literatura, Łódź 2016

Detektywi z klasztornego wzgórza

Detektywi z klasztornego wzgórza

Wpis z 25 stycznia 2016:

Czerwińsk był tak bardzo niewyjątkowy… Można tu było znaleźć taki sam rynek, jak w każdej małej polskiej mieścinie, takie same niskie domki, chylące się ku ziemi, takie same błoto, w którym taplały się świnie i kaczki, takich samych biednych, zapracowanych ludzi, z trudem wiążących koniec z końcem.

Czerwińsk to mieścina jakich wiele, choć niezwykła. Położony nad Wisłą kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy czasy świetności przeżywał w średniowieczu, kiedy zbudowano tam ogromna kolegiatę i klasztor. Potem jego znaczenie malało, a po Powstaniu Styczniowym utracił prawa miejskie i został zdegradowany do roli wsi. Czy w takim niepozornym miejscu latem 1930 roku (też jakby niepozornego, z którym nie kojarzy się nic spektakularnego 😉 ) mogło wydarzyć się coś, co zainteresuje współczesnego czytelnika ?

Gromadka dzieci (i pies) wpada na trop tajemniczej afery, ale dorośli (jak to w takich książkach bywa) lekceważą ich odkrycia. Po co przybył do Czerwińska tajemniczy Trąbiszewski ? I po co mu rewolwer ? Czy chodzi o zbliżającą się wizytę Prezydenta RP czy o coś zupełnie innego ???

Przeczytałam „Detektywów” dwa razy. Za pierwszym razem po prostu śledziłam opisane wydarzenia i w napięciu czekałam na rozwiązanie tajemnicy. Za drugim – zachwycałam się kunsztem, z jakim Zuzanna Orlińska skonstruowała całą intrygę tak, że znalazło się w niej miejsce dla postaci historycznych, których miejsce jest raczej w podręcznikach historii, nie w kryminałach dla młodzieży, a które jednak całkiem tu pasują. Połączyć w jednej książce templariuszy, Wieniawę i Makuszyńskiego z Czerwińskiem i zrobić to w sposób prawdopodobny to naprawdę majstersztyk !!!

W książce jest wiele smaczków, które dostrzec i docenić mogą jedynie czytelnicy bardziej oblatani w historii Polski i literaturze (a szczególnie twórczości Makuszyńskiego). Zachwycił mnie sposób, w jaki służąca pana Kornela zaanonsowała mu wizytę Broni 😉 Ponieważ podobnie jak Autorka jestem absolwentką warszawskiego liceum im. Tadeusza Czackiego, nie mogłam nie ucieszyć się ze spotkania na kartach książki piętnastoletniego Jana Twardowskiego w gimnazjalnym mundurku i z tarcza Czackiego na rękawie. Przyszły ksiądz i poeta rzeczywiście kiedyś odwiedził Makuszyńskiego i jego wizyta wyglądała tak, jak to zostało opisane w książce, nie wspomniał tylko w swoim pamiętniku o tym, że na schodach spotkał pannę Bronisławę z psem 😉

Autorka wykazała się w tym wprowadzaniu na karty swojej książki postaci autentycznych takim rozmachem, że kiedy zabrakło jej czwartego do brydża nie zawahała się posadzić przy stoliku z panem Kornelem pradziadka własnych dzieci 😉 Wszystko jednak jest tam prawdopodobne i wszyscy oni pojawiają się tam, gdzie naprawdę byli albo mogli być. Pisząc, korzystałam z mnóstwa książek, dzienników, wspomnień, fotografii, stron internetowych i ówczesnej prasy. Zdarzało mi się sprawdzać w gazetach z maja 1930 roku prognozę pogody na kolejne dni – tak bardzo zależało mi, żeby wszystko wyglądało jak w rzeczywistości. – napisała w przedmowie do tej książki.

Dzięki rodzinnym koneksjom w Czerwińskiem opisała go tak plastycznie, że gdybyśmy przypadkiem przenieśli się w czasie do roku 1930, na pewno odnaleźlibyśmy się tam bez najmniejszego problemu (szczególnie że dysponujemy mapą na wyklejce). Nie tylko z resztą Czerwińsk, i nie tylko Warszawa doczekały się fantastycznego odwzorowania, także Wisła jakiej już nie ma – rzeka pełniąca rolę arterii komunikacyjnej, na której wiosną i latem panował ruch jak na zatłoczonej miejskiej ulicy. Pływały po rzece długie, smukłe baty, towarowe berlinki, wielkie holowniki i zwykłe łódki – pychówki. Ale najważniejsze oczywiście były parowce i jednym z nich przypłynął z Warszawy Kornel Makuszyński.

„Detektywi z klasztornego wzgórza” to książka bardzo makuszyńska w duchu, ale jednak współczesna, mimo osadzenia w realiach międzywojennych. Niestety książki Makuszyńskiego są dla nastolatków z XXI wieku trochę zbyt przegadane, męczące kwiecistością stylu – mam jednak nadzieję, że lektura „Detektywów” zachęci ich do sięgnięcia po tytuły, które w tak intrygujący sposób ta książka zapowiada.

„Detektywi z klasztornego wzgórza” znaleźli się w gronie dziesięciu nominowanych do zeszłorocznej nagrody Książka Roku IBBY. Kibicowałam im bardzo, ale moje kciuki nie wystarczyły nawet na wyróżnienie 😦

Zuzanna Orlińska „Detektywi z klasztornego wzgórza” (seria „A to historia !”), wyd.: Literatura, Łódź 2015