Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna

Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna

Książka wpisana na pokonkursową Listę BIS Polskiej Sekcji IBBY

Gdzie Dobroć, Miłość, Litość mieszka, tam Bóg ma swe mieszkanie…

Ten wiersz Wiliama Blake’a w przekładzie Stanisława Barańczaka, który znam dzięki „Noelce” Małgorzaty Musierowicz, przypomniał mi się, kiedy czytałam „Pięć choinek w tym jedną kradzioną”. Nie ma w tej książce żadnych odwołań religijnych w sensie, nazwijmy to, kościelnym, ale są tam właśnie Dobroć i Miłość, i Litość w dużych ilościach. Blake napisał tam jeszcze, a Barańczak nam to spolszczył, że żadnej zbłąkanej ludzkiej duszy te cnoty nie zawiodły i bohaterowie Barbary Kosmowskiej są tego przykładem.

Mam jeszcze jedno intertekstualne skojarzenie – konstrukcja tej książki przypomina mi film „Love actually”, którego akcja także umieszczona jest w okresie przedświątecznym. Podobnie jak w tym filmie, tu także nie ma jednego głównego bohatera i dominującego wątku. Mamy grupę pozornie przypadkowo dobranych ludzi żyjących w kilku miejscach w Polsce oraz w Nowym Jorku, których ścieżki życiowe krzyżują się w różnym sytuacjach, a w dodatku okazują się oni w rozmaity sposób powiązani więzami pokrewieństwa, przyjaźni czy dawnej znajomości. W ich codziennym zabieganiu nie dzieją się rzeczy niezwykłe, ale rozwiązując codzienne, zwyczajne problemy odruchowo czynią Dobro, kierując się Miłością i Litością. Nawet tytułowa kradzież choinki, z jakiej perspektywy by na nią nie spojrzeć, okazuje się wszechstronnie dobrym uczynkiem 😉

Bardzo podobają mi się ilustracje Joanny Rusinek, które towarzyszą tekstowi. Są takie miło świąteczne, ale nie przesłodzone i absolutnie nie kiczowate. Sympatyczna wyklejka ze świątecznymi akcesoriami, czerwona wstążka jakby z rozpakowanego (albo dopiero pakowanego ?) prezentu, która wije się dołem kolejnych stron, małe obrazki na początku każdego rozdziału (a każdy inny !) i sześć (a z okładkową – siedem) dużych, całostronicowych ilustracji – to wszystko tworzy atmosferę tej książki.

Ze wszystkich bohaterów, którzy się na jej kartach pojawili, najbliższa jest mi chyba Magda, zagoniona przedświątecznie mama trójki dzieci. Zobaczyłam w niej siebie sprzed lat, kiedy moje córki były młodsze, a ja tak bardzo chciałam, żeby Święta w naszym domu były może nie perfekcyjne, ale fantastyczne, choć czasem mi na to sił nie starczało. Potem córki dorosły i włączyły się w te przygotowania, a teraz przed nami pierwsze Święta, na których wszystkie trzy będą gośćmi, bo już z nami nie mieszkają. I choć jakoś tam się w te przygotowania włączą, to trochę mi szkoda, że w tym roku już nie uda nam się razem posiekać składników sałatki miło przy tym plotkując, każda nad swoją deską…

P.S. Z radością stwierdzam, że jest to kolejna publikacja świąteczna, w której prezenty nie stanowią sedna Świąt 🙂

Barbara Kosmowska „Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna”, ilustr.: Joanna Rusinek, wyd.: Literatura, Łódź 2021

Jak ratowaliśmy Wigilię

Jak ratowaliśmy Wigilię

Od ośmiu lat Wydawnictwo Zakamarki wydaje co roku kolejny książkowy kalendarz adwentowy. Nie wszystkie przypadły mi do gustu, większość odbiegała od moich oczekiwań związanych z takimi książkami. „Jak ratowaliśmy Wigilię” ukazało się w zeszłym roku, ale w pandemicznym zamieszaniu dotarło do mnie już za późno, żebym go przed świętami umieściła na półce Małego Pokoju z Książkami. A szkoda, bo akurat ten podoba mi się bardzo.

Dziś jest pierwszy grudnia!

Czekałem, czekałem i w końcu jest. Pierwszy dzień świątecznego miesiąca ! Nareszcie zaczynają się światełka, przyjemności, tajemnice, pieczenie, dekorowanie.

Mnóstwo ludzi lubi Boże Narodzenie, jednak nikt nie kocha tych świąt tak bardzo jak ja. Bo ja uwielbiam wszystko, co się z nimi wiąże !

W zerówce Tima od pierwszego grudnia codziennie będzie losowane dziecko, które zerwie z magicznego kalendarza kolejną kartkę. Chłopiec bardzo chciałby, żeby na niego wypadła kartka wigilijna, która ma być zerwana ostatniego dnia przed feriami. Pani powiedziała, że ten, komu przypadnie Wigilia, będzie musiał bardzo pilnować swojej kartki aż do momentu, kiedy Boże Narodzenie zostanie porządnie odświętowane. A co jeśli kartka się zgubi ? Pani powiedziała ze śmiechem, że wtedy nie będzie Wigilii.

Warto czasem zastanowić się nad żartami, które mówimy w obecności dzieci i do nich, bo nie zawsze rozumieją przenośnie czy humor absurdalny. Od tego (w przekonaniu ich wychowawczyni Ammi – niewinnego) żartu, który dzieci potraktowały absolutnie poważnie, bierze się wszystko, co wydarzy się potem. Tim postanawia zaopiekować się wigilijną kartką, a kiedy ją traci, zaczyna razem ze swoją przyjaciółką Esme zastanawiać się, co mogą zrobić, żeby uratować Święta…

Mam na ogół opory przed sięganiem po książki i filmy, które mają w tytule ratowanie świąt. Na ogół chodzi w nich o jakieś problemy z dostarczeniem prezentów na czas, tak jakby tylko o nie chodziło w tych świętach. A tutaj w ogóle nie ma mowy o prezentach, ani o tym, kto je przynosi ! Dla Tima najważniejsze w czasie Świąt jest to, że jest to jedyny moment w roku, kiedy jego rodzina jest razem, bo przyjeżdża wtedy jego starsza, mieszkająca na stałe w Australii siostra Ewa. Tymczasem zaraz po tym, jak zginęła wigilijna kartka z kalendarza, Ewa zadzwoniła, żeby powiedzieć, że nie przyjedzie, bo nie dostała urlopu.

Czy Timowi i Esme uda się mimo wszystko uratować Święta ???

„Jak ratowaliśmy Wigilię” zostało przetłumaczone przez Annę Czernow – zwróćcie uwagę na jej przeróbkę kolędy, dopasowaną do znanych polskim czytelnikom realiów ! Ta książka skojarzyła mi się z obejrzanym parę dni temu na Netflixie nowym polskim filmem „Dawid i elfy”, który bardzo mile mnie zaskoczył. Jest równie dowcipny co wzruszający, a w dodatku (mimo że akcja toczy się wokół Świętego Mikołaja i jego elfów) też nie chodzi tam o prezenty, a o miłość i spotkanie z najbliższymi. To dobry pomysł na adwentowy albo świąteczny rodzinny wspólny seans filmowy 🙂

Ellen Karlsson (tekst), Cecilia Heikkila (ilustr.) „Jak ratowaliśmy Wigilię”, przekł.: Anna Czernow, wyd.: Zakamarki, Poznań 2020

Święta na świecie

Święta na świecie

„Święta na świecie” to książka bardzo podobna do „Wszyscy świętują” zarówno w pomyśle, jak i w układzie. Różni je tylko jeden szczegół. We „Wszyscy świętują” mamy opis rozmaitych świąt z całego świata i z całego roku, ale z wyjątkiem Bożego Narodzenia, natomiast „Święta na świecie” opowiadają wyłącznie o zwyczajach bożonarodzeniowych. No, niezupełnie wyłącznie, bo na końcu są jeszcze strony poświęcone przypadającym w tym samym czasie świętom innych religii.

24 kraje z całego świata ułożone alfabetycznie – od Anglii po Włochy (i Polskę na końcu) przez Australię, Etiopię, Filipiny czy Islandię. Z każdego rozdziału dowiadujemy się, jak w tym kraju obchodzone jest Boże Narodzenie. Co się wtedy je i którego dnia ? Kto przynosi tam prezenty i jakim sposobem przybywa ? Czy ubiera się choinkę, czy może stawia w domu szopkę ? I wreszcie – jak w różnych językach mówi się Wesołych Świąt ?

„Święta na świecie” to nie jest lektura od jednorazowego przeczytania i odstawienia na półkę. To kompendium świątecznej wiedzy, do którego będzie się wracać co roku, jeśli tylko będzie pod ręką. Może też być kalendarzem adwentowym – taką przedświąteczną podróżą dookoła świata niekoniecznie w kolejności alfabetycznej, unaoczniającą, jak pięknie możemy się różnić świętując to samo.

Sofie Maria Brand „Święta na świecie”, ilustr.: Rasmus Juul, przekł.: Edyta Stępkowska, wyd.: Znak Emotikon, Kraków 2021