Łazienkowe pytania

Łazienkowe pytania

Wpis z 11 sierpnia 2014 roku:

Chciałam stworzyć książkę, która byłaby wsparciem dla rodziców. Doświadczenia w mojej rodzinie kolejnego pokolenia potwierdziły, że codzienne obowiązki związane z higieną najpierw trudne, potem nudne, bywają problemem. A gdyby spojrzeć na nie jak na przywilej? Luksus, który tworzyły zastępy wynalazców? (z wywiadu)

„Łazienkowe pytania” to debiutancka autorska książka Krystyny Lipki – Sztarbałło, którą dotychczas znaliśmy wyłącznie jako wspaniałą ilustratorkę, dlatego sięgnęłam po nią z dużym zainteresowaniem, a przeczytałam z jeszcze większym zaskoczeniem 😉

Znając ilustracje do „Snu, który odszedł” czy „Żółtej zasypianki” spodziewałam się raczej czegoś baśniowego, poetyckiego, a tu… Piękna książka na prozaiczny temat – jak napisała na okładce Joanna Olech. Prawdziwie KRÓLEWSKA, bo mówi o miejscach, „gdzie król piechotą chodzi” – o wychodkach, toaletach, łaźniach i łazienkach… O cebrzykach, nocnikach i grających, perfumowanych sedesach… O tym, jak radzili sobie z higieną nasi przodkowie i jaki postęp dokonał się w tej dziedzinie. Mnóstwo pożytecznych informacji autorka spakowała zręcznie w kształt przejrzystych rysunków, schematów i sugestywnych obrazów.

U dorosłych może budzić to zdziwienie, a nawet opór, bo co to za temat na książkę ? Łazienka to taka zwyczajna, codzienna rzecz. Niemal wszyscy wychowywaliśmy się w domach, w których one były – większe, mniejsze, mniej lub bardziej eleganckie, ale codzienna toaleta była dla nas rzeczą oczywistą, nie wymagała żadnych specjalnych starań. Problem zaczynał się dopiero wtedy, kiedy np. przy okazji wakacyjnych wyjazdów musieliśmy sobie radzić bez niej…

Ileż ciekawych, a często nawet mrożących krew w żyłach opowieści na tematy okołotoaletowe zdarzyło nam się opowiadać naszym córkom – o budowaniu latryn na obozach harcerskich i związanych z tym perypetiach z Sanepidem… o tym, jak sobie radziliśmy żeglując w czasach, kiedy toalety chemiczne na jachtach pozostawały z sferze science fiction… Toalety publiczne w różnych krajach i patenty w nich zastosowane to też temat – rzeka w rozmowach globtroterskich 😉 Pisząc to, uświadomiłam sobie, że też mogłabym napisać o tym książkę, ale większość materiału, którym dysponuję, nie nadaje się jednak do publikacji 😉 Tym większy mój podziw dla autorki za sposób, w jaki poradziła sobie z tematem.

Książka, w podtekście edukacyjna, powinna być intrygująca, zabawna i daleka od broszurowych standardów. Aby stała się przygodą wartą zapamiętania, powinna dać się czytać również dziecku jeszcze nieczytającemu. W wypadku „Łazienkowych pytań” to czytelnik jest gospodarzem. Struktura książki, wielowarstwowość tekstu i ilustracji pozwala przechodzić od pytań prostych do bardziej złożonych. Decyduje chęć i dociekliwość małego czytelnika. Chciałam, aby książka rosła wraz z dzieckiem. Była zabawna i dla małego, i dorosłego.(z wywiadu)

Myślę, że to się udało. „Łazienkowe pytania” to nie jest książka, którą czyta się raz, a potem odstawia na półkę. Można do niej wracać, można szukać odpowiedzi na kolejne pytania – czasem dla dorosłych zbyt oczywiste, żeby chciało im się na nie odpowiadać. Może też być wstępem do kolejnych pytań, a odpowiedzi na nie trzeba będzie szukać w innych książkach.

Krystyna Lipka – Sztarbałło (tekst & ilustr.) „Łazienkowe pytania”, wyd. Ezop, Warszawa 2014

Sen który odszedł

Sen który odszedł

Wpis z 30 kwietnia 2008 roku:

Przewracałem się z boku na bok i śledziłem przesuwające się po suficie smugi światła. Tak bardzo chciałem zasnąć, ze czułem, jak sen odchodzi ode mnie stanowczym marszowym krokiem. Potarmosiłem za uszy mojego przyjaciela, zająca Filipa.

– Filipie, chodź pójdziemy szukać snu.

I poszli. Najpierw szukali w domu, potem na ulicy i nad rzeką, potem wyruszyli w podróż pociągiem. W swojej wędrówce spotkali Policjanta, Kota, Sowy, Babcię i Pana w Kapeluszu, który pomógł im znaleźć pociąg powrotny.

Ta bajka jest jak sen. Taki, o którym mówimy po obudzeniu: śniło mi się coś dziwnego, dokądś jechałam, czegoś szukałam, a potem okazało się, że jestem zupełnie gdzie indziej… Zdarzają Wam się takie sny ? Najważniejsze jednak jest to, że każda noc i każdy sen (nawet te najczarniejsze) kończy się jasnym porankiem.

Sen jest wielką tajemnicą. We śnie możemy być królikiem, górą, muszelką albo wiatrem. We śnie wszystko może się zdarzyć. Dobre i złe – napisała w końcowym liście do czytelników autorka tej książki.

Niezwykłą, senną, magiczną atmosferę tej książki tworzą ilustracje Krystyny Lipki – Sztarbałło. Błękitno – szafirowo – granatowe, tajemnicze i czarodziejskie – mają w sobie coś fascynującego, choć mogą też wydawać się groźne i ponure. Pamiętam, ze zarówno Środkowa z moich córek, jak i później Najmłodsza, początkowo podchodziły do tej książki nieufnie, jakby trochę z lękiem. Jednak kiedy już dały się namówić na jej lekturę, były nią oczarowane i chętnie do niej wracały. Ja również.

Książka nagrodzona tytułem Książka Roku IBBY 2001

Anna Onichimowska „Sen który odszedł” (seria: Książka z zebrą), ilustr.: Krystyna Lipka – Sztarbałło, wyd.: Ezop, Warszawa 2001

Moje – nie moje

Moje – nie moje

Wpis z 10 kwietnia 2006 roku. Wtedy ta książka miała inną, czerwoną okładkę, a potem ukazało się wznowienie, które nadal można kupić 🙂

Wszystko zaczęło się od jajka. Rzec można – ab ovo 😉

Jajko było piękne – srebrzyste w złote kwiatuszki. Leżało sobie w lesie, samotne i bezpańskie. Nic więc dziwnego, że wszyscy się do niego na wyprzódki przyznawali i wszyscy chcieli się nim opiekować. Zrobiła się z tego kłótnia na cały las i nie wiadomo, jak by się skończyła, gdyby nie Kangur i jego genialna w swojej prostocie propozycja – wychowajmy je razem. Tak się stało i odtąd jajkiem opiekowali się wszyscy po kolei. Było takie piękne – może nawet najpiękniejsze na świecie ? Kiedy wykluło się wreszcie z niego pisklę – chętni do opieki zniknęli. Został tylko Kangur.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Pisklę było… nie bójmy sie tego słowa – brzydkie, takie jakieś bure i krzywe. Moja Najmłodsza nazwała je Krzywaczek (bo ma wszystko krzywe, Mamusiu). Dlaczego Kangur nie uciekł jak wszyscy ? Nie wiem – może było mu żal biednego i bezradnego maleństwa, a może to była… przyzwoitość (takie trudne i odchodzące w zapomnienie słowo 😉 ). Z czasem litość przerodziła się w troskliwą czułość, a malec pod jej wpływem wypiękniał i rozszczebiotał się tak, że zachwycał swoim śpiewem wszystkich w lesie. Tych wszystkich, którzy wcześniej odwrócili się od burego, krzywego pisklaka.

Moje nie moje” to opowieść o miłości, która rodzi się z wzajemnej bliskości i powoduje, że nawet najbardziej niepozorne stworzonko rozkwita i pięknieje.

Na urok tej książki składają się: piękno historii, którą opowiada – jej prostota i czytelne przesłanie oraz uroda języka, którym jest napisana (spróbujcie zmienić choć jedno słowo, a od razu odczujecie dysonans), a także – last but not least – niezwykłe ilustracje pani Krystyny Lipki – Sztarbałło.

Jej nazwisko jest już dla mnie swoistym znakiem jakości. Widząc książkę przez nią ilustrowaną wiem, że mogę spodziewać się tam obrazków niezwykłych, znakomicie oddających nastrój opowieści i zawsze trochę innych, choć jednoznacznie kojarzących się z autorką. Są na tyle dokładne, że bez problemu odróżnimy pawia od perkoza i strusia od bociana ;-), a równocześnie niedopowiedziane w takim stopniu, że pozostawiają pole dla wyobraźni czytelnika. Nie spotkałam się nigdy z książką, w której ilustracje pani Krystyny Lipki – Sztarbałło upiększałyby tekst, który nie byłby tego wart.

Wyróżnienie literackie w konkursie Książka Roku IBBY 2004

Lilianna Bardijewska „Moje – nie moje”, ilustr. Krystyna Lipka -Sztarbałło, wyd. Ezop Warszawa 2004