Małe Licho i babskie sprawki

Małe Licho i babskie sprawki

Książka nominowana i NAGRODZONA w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: tekst !!!


Kiedy zakończyło się głosowanie w tegorocznym Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA i poznaliśmy jego wyniki, poczułam się… ciut rozczarowana. Ale tylko trochę 😉 Przyznam, że w kategorii: tekst kibicowałam innym tytułom, które wydawały mi się jakieś takie poważniejsze (żeby nie powiedzieć: ważniejsze), poruszające trudne tematy i niosące ze sobą przesłanie. Tymczasem okazało się, że vox populi przyznał zwycięstwo czwartemu już tomowi cyklu Marty Kisiel o Małym Lichu.

Kiedy ten cykl zaczął się ukazywać, miałam trochę wątpliwości, o których pisałam —>>> tutaj, ale teraz dochodzę do wniosku, że nie miałam racji. Kolejne tomy cieszą się ogromną popularnością i jak widać, czytelnicy nie mają problemu z zawiłościami świata stworzonego przez Autorkę.
Przeczytałam „Małe Licho i babskie sprawki” i chyba zrozumiałam werdykt internautów. Ważne sprawy są oczywiście ważne, ale (szczególnie w ostatnich, nienajłatwiejszych czasach) szukamy także lektur, które nas oderwą od problemów, otulą i ukołyszą. I takie właśnie są te książki 🙂

Zobaczcie sami, zaczyna się tak:
Ostatnie dni sierpnia, choć coraz krótsze, wciąż były ciepłe i beztroskie, słodkie tą późną słodyczą malin, jeżyn i śliwek – trochę cierpką, lecz wyborniejszą niż oczywista słodycz czerwcowych przysmaków. Pachniały mokrą trawą i sokiem z czarnego bzu, a smakowały złocistorubinowym kompotem z jabłek, rabarbaru i brzoskwiń o zamszowej skórce. Czyli dokładnie tak, jak koniec lata smakować powinien.
Tymczasem jesień już nadciągała, cicho i niepostrzeżenie. Rozsnuła się po świecie pasmami porannej mgły, rozproszyła kroplami rosy na trawniku, rozedrgała wieczornym chłodem, który przypominał wszystkim nie tylko o cudownym wynalazku zwanym kocykiem, ale też jakoś tak naturalnie skłaniał człowieka do szukania w szufladzie dawno zapomnianych skarpetek…

Prawda, że wciąga ???

Marta Kisiel umie pisać pięknie, malować słowami obrazy tak, że czujemy się tak, jakbyśmy byli tam, gdzie jej bohaterowie. Równocześnie tworzy postaci wyraziste, jedyne w swoim rodzaju, opisuje je soczyście, a za ich dialogami czasem trudno nadążyć. W tym tomie moimi absolutnymi faworytami są krasnoludki z ich paradygmatem 😉

Kiedy już dotrzemy z nimi do ostatniej strony, zorientujemy się, że wbrew pozorom także tutaj mamy do czynienia z Ważnymi Sprawami. Mimo całego zwariowanego, fantastycznego anturażu, mimo że bohaterowie stanowią baśniowo – ludzki miszmasz, mimo że dzieją się tam rzeczy, o których się filologom nie śniło, „Małe Licho i babskie sprawki” to książka o dorastaniu, o pierwszej miłości i o granicach, które każdy ma i których inni (szczególnie dorośli) nie powinni przekraczać.
Nawet jeśli są rodzicami. I nawet wtedy (a nawet – szczególnie wtedy) kiedy są rodzicami mocno nietypowymi 😉

Na okładce tej książki znajdziemy takiego blurba Przemka Staronia (przypomnę: jego książka „Szkoła bohaterów i bohaterek” była laureatką Lokomotywy 2020 a kategorii: fakt):
„Małe Licho” jest jak skarbiec literatury, w którym można znaleźć najcenniejsze artefakty. Świetna, wciągająca fabuła ? Jest. Niesamowicie wartka akcja ? Jest. Żywy, dynamiczny, plastyczny i przepiękny język ? Jest. Poczucie humoru ? Jest. Niemoralizująca mądrość, która otula swoją prostotą ? Jest. Do licha, tu jest wszystko, czego od książki oczekuje czytelnik i czytelniczka.

Do tak wyczerpującej opinii ja już nie mam nic do dodania 🙂


Marta Kisiel „Małe Licho i babskie sprawki”, ilustr.: Paulina Wyrt, wyd.: Wilga, Warszawa 2021


Kwiat paproci; Szklana góra; Dziwożona

Kwiat paproci; Szklana góra; Dziwożona

czyli trzy pierwsze z siedmiu napisanych przez Roksanę Jędrzejewską-Wróbel i zilustrowanych przez Mariannę Oklejak baśni, składających się na cykl Siedem szczęśliwych. Baśnie nie dość znane. Kolejne dwie ukażą się jesienią, a ostatnie w przyszłym roku.

Serię wydaje Wydawnictwo Bajka, a jego szefowa Katarzyna Szantyr-Królikowska we wstępie do towarzyszącego jej katalogu tak wyjaśnia powody, dla których ona powstała:

W 2017 roku w czasopiśmie „Science” opublikowano badania „Gender stereotypes about intellectual ability emerge early and influence children’s interests”, które przeprowadził zespół psychologów z trzech amerykańskich uniwesytetów. Wynika z nich, że już 6-letnie dziewczynki uważają się za gorsze od chłopców – mniej zaradne, mniej odważne, mniej decyzyjne.

Jeden z wielu przeprowadzonych w ramach tych badań eksperymentów polegał na przeczytaniu dzieciom bajki o „pewnej mądrej i dzielnej osobie”, przy czym nie powiedziano, czy to kobieta, czy mężczyzna. Na pytanie o płeć tej osoby wszyscy chłopcy i większość(!) dziewczynek odpowiedziała, że bohaterem opowieści jest… mężczyzna, bo „dziewczyna raczej by sobie nie poradziła. Amerykańskie badania dowodzą, że nierówność płci zaczyna się już w przedszkolu.

W tym katalogu znajdziemy też wywiad, który z obiema autorkami przeprowadziła redagująca całą serię Dorota Koman. Roksana Jędrzejewska-Wróbel opowiada tam:

Zaczęło się od tego, że wielokrotnie pytano mnie, czy zamierzam napisać kontynuację „Siedmiu wspaniałych (…)” czyli współczesne wersje starych bajek. Szukając klucza, pomyślałam o polskich baśniach ludowych. Podczas spotkań w bibliotekach zaczęłam pytać dzieci, czy mówi im coś „szklana góra”, „kwiat paproci, „żelazne trzewiczki”, „woda żywa”. I – ku mojemu zaskoczeniu – okazało się, że nic ! (…) To, na czym ja się wychowałam, okazało się nieznane współczesnym dzieciom. I właśnie dlatego postanowiłam spróbować im te baśnie, a raczej ich symbolikę, przybliżyć. Stąd podtytuł „Baśnie nie dość znane”.(…) Postanowiłam połączyć przeszłość z teraźniejszością, bo bardzo lubię łączyć, szukać punktów stycznych – w ludziach, tekstach, miejscach. I tak powstało „Siedem szczęśliwych” czyli taki literacki upcykling – tkanie nowego wątku na starej osnowie. Tkanina używana, a jednak nowa.(…)

Świadomie zdecydowałam, że bohaterkami wszystkich tych historii będą dziewczynki, chociaż w wersjach oryginalnych są to w większości chłopcy. Uznałam, że skoro całe pokolenia dziewczynek mogły się przez setki lat identyfikować się z chłopięcymi bohaterami, to nic się nie stanie, jeśli teraz karta się odwróci. Nie z chęci odwetu, tylko z naturalniej potrzeby równowagi. Ale oczywiście opowiadania adresowane są do dziewczynek i chłopców.

Szczęśliwa, bo mądra

Baśń tę dedykuję wszystkim, którzy nie czują się szczęśliwi

Była sobie raz dziewczynka imieniem Zosia, która mieszkała z mamą, tatą i psem Farfoclem w niedużym domku pod lasem. Zosia była zwyczajną, zadowoloną ze swojego życia dziewczynką, a to znaczy, że czasem była tak radosna, że miała ochotę skakać do góry, a czasami tak smutna, jakby zawisła nad nią czarna chmura. A to dlatego, że niekiedy życie było dla niej miłe, a niekiedy wręcz przeciwnie…

„Kwiat paproci” to baśń najbardziej unowocześniona z tych trzech, które się już ukazały. Jej bohaterka uwierzyła, że w znalezieniu szczęścia pomoże jej aplikacja w telefonie, ale dość szybko zorientowała się, że jest to (mówiąc kolokwialnie) ściema i naciąganie na zakupy. Zrozumiała też, że szczęście to nie jest coś, co można zdobyć (ani tym bardziej kupić), bo polega ono na zauważeniu tego, co się ma i cieszeniu się tym, a także na dzieleniu się z innymi. Szczęście to decyzja, trzeba mieć tylko odwagę, żeby ją podjąć.

Szczęśliwa, bo odważna

Baśń tę dedykuję wszystkim, którzy się boją

Była sobie raz dziewczynka imieniem Hania, która wszystkiego się bała. (…) Dlatego życie dziewczynki było trudne, a ona sama smutna i nieszczęśliwa, bo nigdy nie robiła tego, na co naprawdę miała ochotę…

W tej wersji „Szklanej góry” uderzyły mnie dwie rzeczy, których nie było w dawnej, męskiej wersji tej baśni. Po pierwsze (i jest to bardziej znak czasu niż kwestia płci, choć nie do końca) – strach przed światem, który odczuwa bohaterka, jest w dużym stopniu indukowany jej przez mamę. I to właśnie ona, choć przedtem nadmiernie ostrożna, jako pierwsza musiała przełamać swój strach, że nie zatrzymywać córki, kiedy zdecydowała się wyruszyć. To bardzo ważna lekcja dla rodziców i dobrze byłoby, gdyby te baśnie czytali razem z dziećmi.

Po drugie – w swojej wędrówce na Szklaną Górę Hania wcale nie pozbywa się strachu, bo też nie na tym polega odwaga ! Odwaga to nie znaczy brawura ! Mądrze używany strach pomaga uniknąć prawdziwych niebezpieczeństw, ostrzega i mobilizuje. Tylko patrząc mu prosto w twarz jest się naprawdę odważnym.

Szczęśliwa, bo wolna


Baśń tę dedykuję wszystkim, którzy boją się być sobą

Była sobie raz dziewczynka imieniem Madzia, bardzo grzeczna i bardzo uśmiechnięta. Uśmiechała się od rana od wieczora i od wieczora do rana. Tak, tak ! Czasami uśmiechała się nawet w nocy. Można więc powiedzieć, że uśmiech nigdy nie schodził z jej ślicznej buzi…

Nie znałam wcześniej Dziwożony, nie trafiłam na nią w żadnych baśniach, ale paradoksalnie ta bohaterka rodem z ludowych opowieści podhalańskich i czeskich bardzo wpisuje się we współczesny ruch body positivity. Ta historia uczy, że jesteśmy w porządku tacy, jacy jesteśmy i nie znajdziemy szczęścia usiłując wpisać się w cudze oczekiwania. Każdy z nas ma swoją własną drogę. Szukając jej wolno się zgubić, popełniać błędy. Nic nie szkodzi ! Błędów nie popełnia ten, kto niczego nie próbuje.

Ilustracje Marianny Oklejak znakomicie dopełniają to, co napisała Roksana Jędrzejewska-Wróbel. Cała seria jest bardzo starannie domyślona. Każda z bohaterek jest inna, każda część ma inną gamę kolorów i swoje motywy, dopasowane do nastroju opowieści i odróżniające ją od pozostałych.

Szkoda, że na kolejne tomy z tej serii musimy czekać do jesieni. Ale może to i dobrze ? Przyjemność czytania, odkrywania i smakowania tych pięknych i mądrych baśni będzie trwała dłużej 🙂


Roksana Jędrzejewska-Wróbel „Kwiat paproci” („Siedem szczęśliwych. Baśnie nie dość znane”), ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Bajka, Warszawa 2022
Roksana Jędrzejewska-Wróbel „Szklana góra” („Siedem szczęśliwych. Baśnie nie dość znane”), ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Bajka, Warszawa 2022
Roksana Jędrzejewska-Wróbel „Dziwożona” („Siedem szczęśliwych. Baśnie nie dość znane”), ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Bajka, Warszawa 2022

Wróg

Wróg

Doczekaliśmy się niestety takich czasów, że bardzo aktualne stało się pytanie: jak rozmawiać z dziećmi o wojnie ? Odpowiedź na nie jest równie prosta co skomplikowana: w sposób odpowiedni do potrzeb tego konkretnego dziecka. Odpowiedni do jego wieku, wiedzy i sytuacji, odpowiedni do tego, co wie i tego, czego się obawia. Nie ma uniwersalnych schematów takich rozmów i nie ma też jednej, odpowiedniej dla wszystkich książki, która może w tej rozmowie pomóc.

Może nią być (ale nie musi) „Wróg”.

Davide Cali i Serge Bloch stworzyli kameralną i lapidarną, ascetycznie ilustrowaną historię, która bardzo mocno uświadamia czytelnikom bezsens wojny. Wojny, rzec można – w stanie czystym, wyabstrahowanej z przyczyn, ideologii, krzywd i win.

Ta książka atakuje nas od razu, bez bufora w postaci strony tytułowej – tak jak wojna atakuje bez uprzedzenia. Choć może nie do końca tak jest – ludzie po prostu do ostatniej chwili nie przyjmują tego uprzedzania do wiadomości i odsuwają od siebie myśli, że jednak może wybuchnąć.

Cali i Bloch sprowadzili w niej wojnę do dwóch samotnych żołnierzy, z których każdy przekonany jest o tym, że słuszność jest po jego stronie, bo z instrukcji dowiedział się, że to ten drugi: jest dziką bestią. Nie zna litości. Zabija kobiety i dzieci. Zabija bez powodu. (…) Wróg nie jest człowiekiem. Potrzebują czasu, żeby zobaczyć w sobie nawzajem ludzi. Ale czy to wystarczy, żeby skończyć wojnę ?

Ta historia skojarzyła mi się z tym, co w Boże Narodzenie 1914 roku wydarzyło się na froncie zachodnim pierwszej wojny światowej. Na jednym z jego odcinków nastąpiło, można powiedzieć, spontaniczne zawieszenie broni. Żołnierze niemieccy i francuscy wyszli z okopów, spotkali się na pasie ziemi niczyjej pomiędzy nimi, śpiewali kolędy i częstowali się papierosami. Niestety wtedy trwało to tylko tę jedną noc. Potem wrócili do swoich pozycji, a wojna (nie tylko) w tym miejscu trwała jeszcze długie cztery lata. Na Zachodzie bez zmian…

„Wróg” to jedna z tych książek, które z pozoru wyglądają, jakby były dla małych dzieci, jednak niosą ze sobą głębokie treści i nie powinno się z nimi zostawiać dzieci samych. Ta książka to może i powinien być wstęp do rozmowy z dzieckiem, ale o tym, kiedy jest o no na nią gotowe, musicie zdecydować sami.

Davide Cali (tekst), Serge Bloch (ilustr.) „Wróg”, przekł.: Katarzyna Skalska, wyd.: Zakamarki, Poznań 2014

P.S. Jeśli zastanawiacie się, jak rozmawiać o obecnej wojnie z dziećmi, posłuchajcie, co mówią o tym dwie mądre babcie: