Dokąd iść ? Mapy mówią do nas

Dokąd iść ? Mapy mówią do nas

Trafiłam wczoraj na taki film na YouTube. Znakomita ilustratorka Krystyna Lipka – Sztarbałło opowiada w nim o swoich związkach z pismem „Świerszczyk”, do którego sama mam ogromny sentyment, bo miał w nim miejsce mój debiut prasowy, kiedy miałam chyba 7 lat 😉

Uświadomiłam sobie, że nie wstawiłam jeszcze na półki nowego Małego Pokoju żadnej książki, którą ilustrowała Krystyna Lipka – Sztarbałło. Niesłychane niedopatrzenie !!! Spieszę więc przypomnieć jedną z nich, o której pisałam 2 maja 2013 roku:

Mapy z patyków i muszelek mieszkańców Oceanii, wykuty w marmurze starożytny plan Rzymu, mapy nieba, plany metra, mapa ludzkiego genomu… Jeszcze zanim powstało pismo, ludzie tworzyli mapy. Każda z nich to unikalny obraz świata widzianego oczami jej twórcy i próba odnalezienia w nim drogi.

Kiedy byłam w wieku moich córek, mapy były moją codziennością. Obozy harcerskie, rajdy, zajęcia z terenoznawstwa, mapy turystyczne i wojskowe, szkice terenu, azymuty, parokroki…

Co prawda mapy służyły wówczas bardziej zmyleniu przeciwnika niż orientacji w terenie i nieraz bywało tak, jak w tej anegdocie, o dziecku krzyczącym zza płota: Mamo, Mamo, harcerze z mapą idą, będę się o drogę pytać !!!, ale jakoś w końcu zawsze docieraliśmy do celu, choć może niekoniecznie najkrótszą drogą. Zdarzało nam się odkrywać, że miejscowość, która na mapie leżała przy szosie, którą szliśmy, w rzeczywistości była od niej oddalona o dobry kilometr, niemniej stanowiło to interesujący przyczynek, do obrazu świata, w którym żyliśmy 😉

Moich córek przygoda z harcerstwem była zdecydowanie krótsza niż moja i skończyła sie już jakiś czas temu, więc nie wiem – czy harcerze nadal używają map (które obecnie są zdecydowanie bliższe rzeczywistości) czy w swoich wędrówkach korzystają z urządzonek, które miłym damskim lub męskim głosem instruują ich: „Za 100 metrów skręć w prawo” ?

„Dokąd iść ? Mapy mówią do nas.” to książka intrygująca. Na pierwszy rzut oka robi wrażenie adresowanej do całkiem małych czytelników, ale po bliższym poznaniu okazuje się, że zawiera w sobie wiedzę interesującą także dla sporo starszych.

Stworzył ją duet polsko – koreański, więc nie jest europocentryczna, jak zapewne byłaby, gdyby autorka pochodziła z naszych okolic – pokazuje różne punkty widzenia świata i dawne mapy, które za jego środek mają to miejsce, w którym żyli ich twórcy.

O tym, że autorka ilustracji jest Polką świadczyć może choćby podrasowana ciut mapa warszawskiego metra, uwzględniająca już także jego drugą linię, i to w wersji, na którą przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Ale rozumiem panią Krystynę – w porównaniu z metrem w Seulu dzisiejszy plan naszego metra wygląda bardzo prosto. Za to trudno jest się w nim zgubić 😉

„Dokąd iść?” nie jest ani atlasem, ani historią znaków graficznych, ani zbiorem ciekawostek. Autorki robią coś znacznie trudniejszego: pokazują, w jaki sposób świat zmienia się w znak graficzny. Pokazują, że mapa w tej formie, jaką znamy, wcale nie jest oczywista. Pokazują również, że żadna z tych metamorfoz rzeczywistości w znak nie jest przezroczysta, ponieważ mapa jest zawsze interpretacją i to na kilku poziomach. Zawsze jest wyborem jakichś elementów i pominięciem innych. I zawsze kryje się w niej idea, która organizuje mapę, pomagając człowiekowi odnaleźć się w labiryncie świata.
Wytłumaczenie dziecku, jak te idee się pojawiają i transformują poprzez wieki, wymaga ogromnej dyscypliny intelektualnej – i to od obu autorek, bo w „Dokąd iść?” tekst i obraz idealnie się dopełniają. Kto by pomyślał, że książka o mapach może okazać się tak oszałamiającą podróżą poprzez historię idei. (Anna Brzezińska, Wirtualna Polska)

Heekyong Kim „Dokąd iść ? Mapy mówią do nas.”, przekł: Jiwone Lee, ilustr.: Krystyna Lipka – Sztarbałło, wyd.: Entliczek, Warszawa 2012

Atlas wysp odległych

Atlas wysp odległych

Wpis z 12 kwietnia 2015 roku:

Kartografia powinna w końcu zostać uznana za rodzaj literatury, a sam atlas za gatunek poetycki, nie bez racji nazywani go przecież pierwotnie Theatrum orbis terrarum – „teatrem świata”…

„Atlas wysp odległych” to jedna z tych książek, które pozornie wyglądają jakby były przeznaczone dla dzieci (bo przecież mają dużo obrazków), ale są zdecydowanie dla dorosłych. Jakiś czas temu popełniłam na ich temat artykuł, który ukazał się w Kontakcie. Joanna Rzyska z Wydawnictwa Dwie Siostry powiedziała mi wtedy: Ciągle spotykamy się z pomyłkami – jednak ten stereotyp działa. Książka z obrazkami ? W wydawnictwie dziecięcym ? To na pewno dla dzieci. Zdarzyło nam się, że bibliotekarze proponowali nam poprowadzenie warsztatów dla dzieci na temat „Atlasu wysp odległych”, bo skoro poprzednio wydałyśmy „Mapy” i one są dla dzieci, to „Atlas” zapewne też.

Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę…

Judith Schalansky wykorzystała formę atlasu geograficznego, żeby opowiadając historie o niemal nikomu nieznanych wyspach stworzyć parabolę świata, zastanowić się nad człowiekiem i nad tym, co wnosi on do miejsca, w którym żyje.

Bo wyspy są przecież tylko małymi kontynentami, kontynenty zaś jedynie bardzo wielkimi wyspami

„Atlas Wysp Odległych” to pięćdziesiąt opowieści – przypowieści o odległych (przynajmniej z naszej perspektywy), odludnych i niegościnnych skrawkach lądu. Opowieści z których wyraźnie wynika, że zdecydowanie lepiej jest im bez ludzi, które poprzedza fascynujący wstęp – esej autorki . Zatytułowany jest „Raj jest wyspą. Piekło też” i opowiada o sensie i bezsensie podróży, iluzji odkrywania świata na jego antypodach oraz o tym, że mapy przy całym swoim obiektywizmie wcale nie oferują odbicia rzeczywistości, lecz jedynie jej śmiałą interpretację.

Odległe wyspy są nieosiągalne w dwojakim sensie. Trudno do nich dotrzeć, trudno do nich przybić (o ile jest to w ogóle możliwe) i nawet, gdy próby kończą się powodzeniem, wytęskniony kraj okazuje się – jakby nie było tego wiadomo wcześniej – pustynny i nieprzydatny.

Dla badaczy każda wyspa jest świętem, prawdziwym laboratorium natury; przedmiotów badań nie trzeba tutaj mozolnie wyszukiwać, rzeczywistość jest uchwytna i policzalna przynajmniej dopóty, dopóki fauna i flora nie zostaną zniszczone przez napływowe zwierzęta albo ludność nie wymrze na skutek przywleczonych chorób.

Na skraju niekończącej się kuli ziemskiej nie ma żadnego dziewiczego, rajskiego ogrodu. A przybywający z daleka ludzie sami stają się potworami, które z takim trudem przepędzili z map, gdy dokonywali odkryć.

Wyspa Samotności, Thule, Possesion, Napuka, Wyspa Zwodnicza czy Amsterdam…

Spośród pięćdziesięciu wysp wymienionych w tej książce znałam wcześniej (w sensie: wiedziałam, że istnieją i jeszcze coś więcej) tylko dwie – Św. Helenę i Wyspę Wielkanocną. Z zaskoczeniem odkryłam także trzecią, której nazwa brzmiała znajomo – Tristan da Cunha. Przypomniał mi się wiersz Mariana Hemara, pierwszy raz przeczytany niemal 30 lat temu w Londynie – podobnie jak wszystkie napisane na emigracji przesiąknięty bolesną tęsknotą do Polski. Poświęcony jest on wydarzeniu, które Judith Schalansky tylko zaznaczyła na osi czasu historii tej wyspy – ewakuacji jej całej, niezbyt licznej ludności z powodu wybuchu wulkanu w latach 1961 – 1963 i ich późniejszemu powrotowi do niewielkiej, skalistej ojczyzny. Podobnie jak dla autorki „Atlasu” także dla Hemara, tytułowa egzotyczna wyspa, której nazwę znał wcześniej ze znaczka pocztowego w klaserze, jest tylko pretekstem – do opowieści o jego własnych smutkach i tęsknotach

Pamiętam znaczek pocztowy,

Duży błękitny prostokąt,

Kosztował dziesięć centów.

Marzyłem – którędy – dokąd

Droga na taką wyspę ?

Jaka ona szczęśliwa,

Że tak się pięknie nazywa,

Że tak się dźwięcznie nazywa –

Tristan da Cunha” – jak gdyby

Dźwiękła harfa eolska.

Nie tak zwyczajnie jak u nas –

Galicja… czy Lwów… czy Polska…

Judith Schalansky (tekst i ilustr.) „Atlas Wysp Odległych. Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę”, przekł.: Tomasz Ososiński, wyd.: Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013