Dziura

Dziura

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA – książka dla niedorosłych w kategorii – Od A do Z !!!

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam „Dziurę”, przypomniała mi się historia, którą kiedyś gdzieś czytałam. Pamiętam tylko, że było to dawno i że generalnie chodziło w niej o zastosowanie filozofii w normalnym życiu. Była to opowieść o kłopotach z produkowaniem na większą skalę rurek kapilarnych, zdaje się, że na potrzeby lotów kosmicznych. Nie będę wyjaśniać, czym jest taka rurka – jak ktoś nie wie, może zrobić użytek z wyszukiwarki 😉 W największym skrócie – bardzo cienka rurka z jeszcze cieńszą dziurką w środku. Ponieważ były z tym problemy, zorganizowano konferencję naukową, na którą zaproszono naukowców różnych specjalności technicznych oraz kilku filozofów, bo zostały wolne miejsca.

W czasie tych obrad, kiedy inżynierowie bez większych efektów głowili się nad technicznym aspektami dziurki w rurce, o głos poprosił jeden z filozofów. Powiedział tak: z punktu widzenia logiki formalnej są dwa sposoby zrobienia rurki z dziurką. Pierwszy to taki, że się bierze rurkę i robi w niej dziurkę i drugi odwrotny – trzeba wziąć dziurkę i owinąć ją rurką. Część słuchających parsknęła śmiechem, ale jeden z inżynierów stwierdził, że już wie, jak to zrobić. Trzeba puścić promień lasera i na nim zrobić rurkę. I po problemie.

Bardzo lubię tę historię, choć nie znam się na technologii produkcji rurek kapilarnych. Nie wiem więc, czy jest ona prawdziwa, ale jeśli nie, to dobrze wymyślona 😉

Przypomniała mi się, bo „Dziura” robi wrażenie, jak tak właśnie powstała. Najpierw była dziura, a potem wokół niej powstała książka. Jej bohater wprowadza się do nowego mieszkania i nagle zauważa, że w ścianie jest… dziura właśnie. W dodatku ta dziura zmienia położenie. Szuka więc pomocy…

Cała fabuła jest przede wszystkim pretekstem uruchomienia wyobraźni i zabawy formą. Mimo że tytułowa dziura dziurawi książkę od pierwszej strony okładki do ostatniej i na każdej stronie jest w tym samym miejscu, to równocześnie zmienia położenie 😉 Raz jest na ścianie, innym razem na podłodze, raz w środku pomieszczenia, innym razem gdzieś w kącie. Kiedy bohater wychodzi z domu, jest dziurą w ulicy, światłem samochodu albo dziurką w nosie przypadkowego przechodnia. Ta zabawa wciąga, przekładając kartkę z ciekawością oczekujemy tego, czym będzie dziura na kolejnej stronie.

„Dziura” to książka bardzo starannie dopracowana i wydana, mimo że na to nie wygląda. I tak ma być. Robi wrażenie, jakby była zeszytem – szkicownikiem, którym autor bawi się, bo go przypadkiem czymś przedziurawił. Ma grubą tekturową okładkę z żółtym naklejonym grzbietem, w środku szorstkie kartki, a na nich pozornie niestaranne ilustracje i bardzo niewiele kolorów.

Kiedy wydaje nam się, że jej sensem jest li i jedynie zabawa dziurą, docieramy do końca i… zostajemy z pytaniem, że może jednak chodzi w niej o coś więcej ?

Oywind Torseter „Dziura”, przekł.: Justyna Czechowska, wyd.: Format, Wrocław 2020

Gdzie jest moja córka ?

Gdzie jest moja córka ?

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA – książka dla niedorosłych w kategorii – obraz !!!

„Gdzie jest moja córka ?” to jedna z tych książek Iwony Chmielewskiej, które najpierw ukazały się w Korei, a dopiero później w Polsce. Czekała na swoja polską edycję dziewięć lat, a kilka lat temu jej autorka powiedziała w wywiadzie: Polskie wydawnictwa chyba się jej boją.

To zdanie przypomniało mi się niedawno, kiedy wreszcie mogłam ją obejrzeć i przeczytać, i kiedy doszłam do jej puenty. Jak zwykle w takich sytuacjach mam problem, bo chyba nie da się powiedzieć o niej tego, co chciałabym, nie zdradzając, o co chodzi, a więc odbierając czytelnikowi przyjemność odkrywania jej do końca.

Umówmy się więc, że dalej dalej czytają tylko ci, którzy już lekturę tej książki mają za sobą, dobrze ? Albo tacy, którzy przyjmują do wiadomości, że zdradzam zakończenie i wchodzą na własną odpowiedzialność 😉

Biała przejrzysta organza i wszystkie szmatki, z których uszyta jest ta książka, były zbierane latami. Pochodzą ze sklepów z używaną odzieżą. Organza wisiała nie wiadomo gdzie jako firana. Fragmenty męskich gatek, poszewek na poduszki, zasłonek, chustek, piżam,wielkich spódnic i dziewczyńskich sukienek, które gdzieś, nie wiadomo gdzie, komuś, nie wiadomo komu, kiedyś służyły, zostały zszyte w tej książce w jedną całość…

„Gdzie jest moja córka ?” nie jest pierwszą książką Iwony Chmielewskiej, której ilustracje zastały uszyte, ale chyba pierwszą, w której zaglądamy także na ich drugą stronę. Patrząc na nie od spodu widzimy nie tylko lewą, tę z założenia brzydszą i nie przeznaczoną do pokazywania stronę materiału, ale także szwy, podwinięte brzegi, supełki i plątaninę nitek.

Moja córka jest radosna jak ptak, ale czasem jest smutna jak foka.

Moja córka jest spokojna jak królik, ale czasem jest gwałtowna jak krokodyl.

Widzimy też rzeczy nieoczekiwane, których nie zobaczylibyśmy oglądając je tylko z wierzchu – na przykład, że ptak jest także foką, a królik krokodylem. Każdy awers ma swój rewers i odwrotnie, więc dopiero patrząc z obu stron możemy zrozumieć.

Moja córka jest dla mnie wszystkim.

Ostatnia ilustracja kryje w sobie niespodziankę i buduje kolejny kontekst tej książki. Dziewczynka, której buzię widzimy przez organzową szybę w drzwiach (w tym przypadku można powiedzieć, że najpierw oglądamy spód ilustracji, ale tak naprawdę ma ona dwa wierzchy), siedzi na wózku inwalidzkim. Czy w tym momencie okazuje się, że jest to książka przede wszystkim o niepełnosprawności ??? Nie, ten wózek jest po prostu jedną z wielu cech córki. Czymś, co w żaden sposób nie wpływa na miłość, którą matka do niej czuje.

Pisząc to uświadomiłam sobie, że narratorem nie musi wcale być matka, a tak podświadomie założyłam czytając i utożsamiając tę osobę z Autorką. Potraktowałam tę książkę jak kontynuację „Dwojga ludzi”, bo tam przecież naturalną konsekwencją miłości są narodziny kolejnego człowieka. Może to więc być także ojciec, ale „Gdzie jest moja córka ?” to, trochę wbrew tytułowi, opowieść uniwersalna. O miłości – nie tylko rodzicielskiej. O miłości po prostu – uważnej, akceptującej i bezwarunkowej.

I jak to na ogół z książkami Iwony Chmielewskiej bywa – czyta się ją szybko, ale myśli o niej długo.

Iwona Chmielewska „Gdzie jest moja córka ?”, wyd.: Format, Wrocław 2020

Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach

Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach

czyli nietypowa książka Widłaka, z nietypowymi ilustracjami Pawlaka i raczej nie dla dzieci –  jak powiedział o niej sam autor.

Wpis z 28 grudnia 2008 roku:

Wygląda jak stary kajet znaleziony gdzieś na strychu i pobieżnie oczyszczony z kurzu i pajęczyn. Czarna okładka, wytarta nieco na rogach, pożółkłe kartki, wyklejka w charakterystyczny, staroświecki wzorek, napisy w w kolorze starego złota… i tylko znaczki reklamowe na ostatniej okładce świadczą o tym, że rzecz jest całkiem współczesna.

A w środku – krasnale. W dziwnych nakryciach głowy – zupełnie nie przypominających czerwonych czapeczek do jakich przyzwyczaiły nas tradycyjne baśnie. Krasnale zadumane nad Sensem Wszystkiego. Krasnale tajemnicze – kryjące twarze pod rondami. Krasnale w Wielkich Kapeluszach.

Można je spotkać we Wrocławiu na fontannie przed Teatrem Lalek zaprojektowanej przez Pawła Pawlaka.

Zobaczyłem tę fontannę jeszcze przed jej uruchomieniem – powiedział Wojciech Widłak i zrozumiałem, że każdy z tych krasnali jest osobą, każdy z nich ma swoją historię. A ja poczułem, że muszę te historie spisać.

Tak jak umiałem, opisałem osobników w kapeluszach oraz wierzbę i kota, po czym wysłałem tekst do Pawła. Po jakimś czasie Paweł przysłał mi coś, co uważał za szkice ilustracji, natomiast ja od razu miałem poczucie, że to są już niemal gotowe ilustracje. Paweł dał się przekonać, wycyzelował je oczywiście, dodał smaczków, pokropił złotem i szkice w końcu znalazły się w książce. Moje opowieści też są właściwie szkicami – w tym sensie, że zapraszają czytelnika do dopowiedzenia sobie różnych różności.

Wierzbownik, Spragniony, Karmiący Ptaki, Puszczający Stateczki, Parasolnik, Ogrodniczka, Niewidzialnik, Rapsodnik nie są jedynymi krasnalami we Wrocławiu.  Można je tam spotkać na każdym kroku.

Nic dziwnego – w końcu Wrocław to miasto Pomarańczowej Alternatywy , a ona zaczęła się właśnie od krasnoludków. W stanie wojennym wszystkie antysocjalistyczne hasła na murach (w rodzaju: TV KŁAMIE albo WRONA SKONA) były starannie zamazywane białą farbą i straszyły plamami wyraźnie odcinającymi się od brudnych tynków. Któregoś dnia… na tych białych plackach pojawiły się krasnoludki. Trochę koślawe, w krzywych czapeczkach, zaskakujące i absurdalne. Od tamtego czasu i tamtych krasnali minęło 25 lat, a Krasnale w Wielkich Kapeluszach różnią się od nich właściwie wszystkim. Są po prostu z innej epoki.

Podobno zdarzają się tacy, którzy uważają, że wszystkie Krasnale w Wielkich Kapeluszach są jednakowe. Sądzą po pozorach ! Wielkie kapelusze zdają się im podstawowym wyróżnikiem, cechą najważniejszą, dominującą i skazującą krasnale na duchową, intelektualną i uczuciową szarość. Niech ten, kto tak sądzi, ma się jednak na baczności bo sam siebie osądza !

Każdy może znaleźć wśród nich Krasnala, z którym łączy go powinowactwo duchowe. Takie własne, krasnalowe alter ego. Dla mnie jest nim rzecz jasna Wierzbownik, z jego pasją przeczytania wszystkich książek świata 😉 A dla Ciebie ?

„Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach [opowieść o fontannie] * spisał Wojciech Widłak dzięki uprzejmości Pawła Pawlaka i krasnala Raspodnika, zilustrował Paweł Pawlak”, wyd.: Format, Łagiewniki 2008

Edit: Paweł Pawlak został nominowany do Nagrody ALMAAstrid Lindgren Memorial Award gratulacje !!!