Gra Bailey’a

Gra Bailey’a

Wpis z 18 czerwca 2006 roku – wtedy ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Ciekawa jestem, co by było, gdyby ją teraz wznowiono ?

Co takiego w nim było, że go tak nienawidzono ? Czy naprawdę aż tak bardzo różnił się od reszty dzieciaków ? Wtedy tak się wydawało. (…) Może to jego imię albo pulchna budowa, może rude włosy, może wysokie czoło lub jego ubrania, albo sposób w jaki nosił torbę – przewieszoną przez pierś na skos – może chodziło o drobiazgi. Nie było nic szczególnego, co dałoby się uchwycić, ale w jakiś sposób wszystkie te cechy razem wyróżniały go i czyniły celem żartów. A to, co zaczęło się jako kpiny i podśmiewania, skończyło się zaciekłą nienawiścią.

Zaczęło się niewinnie i nikt z tych, którzy zaczynali, nie przypuszczał, że zajdą w tej grze tak daleko. Taka zabawa wciąga, daje poczucie wyższości – jesteśmy MY, ci lepsi i ON, ten gorszy, właściwie sam sobie winien, że spotyka go to wszystko, skoro jest taki niefajny. Gra Baileya zaszła tak daleko również dlatego, ze pozwoliła na to szkoła – nie zauważając w trakcie i bagatelizując, kiedy było już po wszystkim.

Od tamtej pory minęło sporo czasu i dla większości uczniów Michael Bailey jest tylko legendą z przeszłości, a tamte wydarzenia obrosły w wiele mitów. Nikt już nie zastanawia się, jak było naprawdę – najłatwiej jest zapomnieć. Zapomnieć jednak nie można, bo gra powraca, ale tym razem jest to Gra Lauren. Wszystko jest tak samo, tylko Alex już nie potrafi przyglądać się obojętnie…

Gra Baileya zostawia ślad w psychice wszystkich jej uczestników – zarówno ofiary jak i prześladowców, dotyka także tych obojętnych, którzy pozornie nie stają po żadnej ze stron. Ta książka uzmysławia, jak niewiele trzeba, by stać się ofiarą grupy. Pokazuje również, jak trudno jest nie stać się prześladowcą i jak silny charakter potrzebny jest, żeby przeciwstawić się grupie.

To nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna. Klimat horroru, narastające napięcie – jest w niej coś, co nie pozwala o niej zapomnieć. Kiedy obejrzałam pierwszy raz „Ptaki” Hitchcocka, przez pewien czas czułam się nieswojo, gdy w pobliżu siadał ptak większy od wróbla. Po lekturze „Gry Baileya”, widząc dzieci wracające ze szkoły, nie mogłam się powstrzymać od rozważań – czy wśród nich też toczy się taka gra ? Czy koledzy i koleżanki moich córek byliby zdolni do takich zachowań ? Jak zachowałyby się w takiej sytuacji one same, czy raczej stałyby się ofiarami czy prześladowcami ? Czy ich szkoła, ich nauczyciele potrafiliby w porę zapobiec ? Nie wiem. Mogę tylko mieć nadzieję, że nigdy nie będę musiała poznać odpowiedzi na te pytania.

P.S. „Gra Baileya” to także jedna z największych napotkanych przeze mnie pomyłek wydawniczych. Przedziwnym zrządzeniem losu ukazała się w serii „Książki super” razem z perełkami typu: „Duch na luzie” czy „Mój nauczyciel jest wampirem”. Cała seria reklamowana jest jako: Najciekawsze, najśmieszniejsze i „najstraszniejsze” powieści dla fanów czarów i tajemnic, kosmicznych przygód i duchów, szkolnych kawałów i kryminalnych zagadek, zakręconych pomysłów i odlotowej zabawy ! Osoba, która podjęła taką decyzję, chyba nie czytała tej książki zbyt uważnie 😦

Ja sama nie trafiłabym na nią, gdybym wcześniej nie przeczytała niezwykłego  „Dziecka czarownicy” tej samej autorki. Ale o tym napiszę innym razem…

Celia Rees „Gra Baileya”, przekł.: Małgorzata Strzelec, wyd.: Amber, Warszawa 2002