Dzieje się je. Mała historia kuchni

Dzieje się je. Mała historia kuchni

Czytaj duszkiem albo smakuj z wyrafinowaniem !

Takim hasłem Wydawnictwo Bajka zachęca do lektury swojej nowej książki „Dzieje się je. Mała historia kuchni” Łukasza Modelskiego. Autor jest historykiem i dziennikarzem, w radiowej Dwójce prowadzi audycje kulinarno – literackie, a niedawno ukazała się także ich książkowa wersja – „Droga przez mąkę czyli literatura dla kucharek”. Przeczytałam ją z ogromną przyjemnością – to przegląd kulinarnych wątków w dziełach literatury światowej od starożytności do współczesności. Odkąd Wydawnictwo Bajka zapowiedziało jego książkę dla młodych czytelników, czekałam na nią z zainteresowaniem.

I nie zawiodłam się ! Kiedy trafiła w moje ręce, zgodnie z hasłem przywołanym na początku, najpierw (duszkiem 😉 ) przejrzałam ją od deski do deski, aby potem już na spokojnie oddać się smakowaniu szczegółów 😉 Ta książka to przegląd historii kuchni od starożytnego Egiptu po współczesność. Można powiedzieć, że jest to zbiór arcyciekawych ciekawostek kulinarnych, ale razem tworzą one kompendium wiedzy o tym, co i jak jadano na przestrzeni wieków i jak to się zmieniało w czasie. Plus przewidywanie na przyszłość czyli Siedem dań, które na pewno będziemy jedli. Z tym ostatnim rozdziałem mam najwięcej problemu, pocieszam się jednak, że może już tych zmian nie dożyję 😉

„Drogę przez mąkę” zilustrowała bardzo finezyjnie Zofia Różycka, natomiast ta książka nie istniałaby bez ilustracji Adama Pękalskiego, które są równie erudycyjne jak tekst 🙂 Podobnie jak w poprzednich ilustrowanych przez Niego publikacjach Wydawnictwa Bajka („Dawniej czyli drzewiej” czy „Mamie Gęsi”) zachwyca mnie z jednej strony staranność w doborze najdrobniejszych szczegółów, aby nic nie zgrzytało historycznie, a z drugiej – rozmach i swoboda kreski.

„Dzieje się je” to lektura na długo, tak wypełniona szczegółami i ciekawostkami, że nie da się poprzestać na jej jednorazowym przeczytaniu. Szkoda, że skutkiem ubocznym koronawirusa są także problemy z dotarciem do nowowydanych książek, bo ten czas przymusowych nieferii sprzyjałby zapewne niespiesznemu delektowaniu się nią. Ale także potem, kiedy już (mam nadzieję !) wrócimy do normalności, zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Jest po prostu ponadczasowa 🙂

Łukasz Modelski „Dzieje się je. Mała historia kuchni”, ilustr.: Adam Pękalski, wyd.: Bajka, Warszawa 2020

Łukasz Modelski „Droga przez mąkę czyli literatura dla kucharek”, ilustr.: Zofia Różycka, wyd.: Znak, Kraków 2019

Sztuka nie tylko dla dzieci

Sztuka nie tylko dla dzieci

Wpis z 30 sierpnia 2007 roku – od tego czasu sytuacja na naszym rynku książki zmieniła się diametralnie i naprawdę nie mamy już na co narzekać. Chyba, że na nadmiar ciekawych pozycji 😉

Po niedawnym powrocie z Londynu i odwiedzinach w tamtejszych przymuzealnych sklepach narzekałam, że brakuje u nas książek dla dzieci o sztuce. Okazało się, że jednak troszeczkę przesadziłam. Przegląd półek moich córek, jakiego ostatnio dokonałam, ujawnił jednak kilka takich pozycji. Dokładnie mówiąc – trzy, nawet w porywach do czterech, jeśli dwa tomy komiksu muzealnego uznamy za oddzielne pozycje 😉 Jedną z nich jest „Sztuka nie tylko dla dzieci”, którą Środkowa z moich córek znalazła pod choinką. To album przedstawiający 32 najrozmaitsze dzieła sztuki – różnych form, autorów i epok. Nie są ułożone chronologicznie – w odbiorze dzieła sztuki nie ma większego znaczenia, gdzie i kiedy owo dzieło powstało. Ważne jest tylko to, co czujemy obcując z nim.

Który z kształtów na obrazie Miró jest kobietą, a który ptakiem? Dlaczego płacze „Płacząca kobieta” Picassa ? Ilu żołnierzy walczy w „Bitwie Aleksandra Wielkiego” ? Dlaczego zwierzęta wchodzące na Arkę Noego są takie spokojne ? Jaką tajemnicę skrywa pod swoim uśmiechem Mona Lisa ? Czy przebieranie się można uznać za sztukę ?

W tym albumie nie znajdziecie odpowiedzi na te pytania – on je tylko zadaje. Odpowiedzi musimy poszukać sami – w swojej wyobraźni.

Oryginalny tytuł tej książki brzmi „The Art Book for Children”. Polski wydawca zmienił go – i słusznie ! Nie tylko dzieci, ale także dorośli znajdą tam wiele interesujących rzeczy. Dzięki niej możemy dostrzec w obrazach widzianych już wiele razy szczegóły i znaczenia, jakich się nawet nie domyślaliśmy.

To nie jest historia sztuki w obrazkach – nie trzeba jej czytać solennie od deski do deski. Można sięgać po nią w wolnych chwilach, otwierać na chybił trafił i oglądać. Zawsze znajdzie się tam coś ciekawego.

Sztuka nie tylko dla dzieci”, przekł.: Barbara Kęsek, wyd.: Znak, Kraków 2006

Jaki znak twój ? Wierszyki na dalsze sto lat niepodległości

Jaki znak twój ? Wierszyki na dalsze sto lat niepodległości

Wpis z 13 listopada 2018 roku, a książka została nagrodzona potem tytułem Książki Roku IBBY 2018 !!!

Zaczynamy kolejne stulecie niepodległości. Umilkły echa hymnu, rozwiał się dym z rac, rozpłynęły w powietrzu fajerwerki i można już zdjąć sprzed domu flagę, która wisiała tam od 3 maja. Życzę nam wszystkim teraz i kolejnym pokoleniom, żeby to nowe stulecie było naprawdę niepodległe, od początku do końca, bo w tym co się skończyło, jak bym nie liczyła, nie chce mi wyjść prawdziwej niepodległości więcej jak połowa.

Od kilku dni krąży po Facebooku film „Mój patriotyzm” udostępniony przez Powiat Strzelecko – Drezdenecki. Został on nagrodzony w konkursie z okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości, a biorą w nim udział niepełnosprawni uczniowie Ośrodka Rehabilitacyjno – Edukacyjno – Wychowaczego w Drezdenku. Film jest powszechnie chwalony, także za mądre słowa o patriotyzmie, które w nim padają. Obawiam się jednak, że niewielu z tych chwalących wie, że ich autorem jest Michał Rusinek, bo informacja o tym znalazła się na samym końcu napisów zamykających film. (Edit: filmu nie ma już na You Tube, więc nie mogę tutaj wstawić linka, można go znaleźć m.in. na Fan page’u Michała Rusinka na FB z datą 6 listopada 2018, ale nie jest to proste.)

„Jaki znak Twój ?”, z której pochodzą, to trzecia w ostatnich latach (po „Kto Ty jesteś ?” Joanny Olech i „A ja jestem Polak mały, moim krajem jest świat cały” Elizy Piotrowskiej) książka podejmująca próbę zredefiniowania pojęcia patriotyzmu w sposób zrozumiały dla dzieci i w dodatku odpowiadający realiom XXI wieku. Podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich, także w tej autor odwołuje się do „Katechizmu dziecka polskiego” – tym razem nie tylko nawiązując do niego tytułem, ale próbując ponownie odpowiedzieć na pytania postawione przez Władysława Bełzę.

Nie jest łatwo z tym patriotyzmem, niestety… Bełza pisał „Katechizm” jeszcze w XIX wieku. W kolejnym stuleciu, które de facto zaczęło się w 1914 roku, dwa totalitaryzmy wywróciły do góry nogami istniejący porządek świata. Teraz musimy na nowo, w zupełnie innych realiach nadać sens podstawowym pojęciom, zastanowić się, co one obecnie znaczą. I czy w ogóle jeszcze coś znaczą ?

Kto Ty jesteś ? Jaki znak Twój ? Gdzie Ty mieszkasz ? W jakim kraju ? Czym ta ziemia ? Czym zdobyta ? Czy ją kochasz ? A w co wierzysz ? Czym Ty dla niej ? Coś jej winien ? Na te pytania zadane w 1900 roku próbuje w 2018 odpowiedzieć Michał Rusinek. Z jakim skutkiem ?

No cóż… całkiem niezłym, choć do pełnego zachwytu tą książką trochę mi brakuje. Z jednej strony – w przeciwieństwie do Joanny Olech, Michał Rusinek nie ucieka od słowa „Polska”, ale już „ojczyzna” nie pojawia się tam ani razu, a wydaje mi się, że również to pojęcie powinno zostać odczytane na nowo. Czasem miałam też poczucie, że trochę przekombinowuje i zbytnio kluczy, że obawia się albo nie potrafi znaleźć jednoznacznych odpowiedzi na niektóre z pytań…

Nie mam na podorędziu żadnego dziecka w odpowiednim wieku, na którym mogłabym tę książkę wypróbować, ale pewne moje obawy budzi też jej forma. Czytałam ją na próbę na głos i zdarzały mi się problemy z rytmem wiersza oraz z dość ryzykownymi konstrukcjami zdań, przez które trudno było zrozumieć ich sens.

Ale spodobał mi się sposób, w jaki autor pisze o historii – tej wielkiej, i tej małej; tej z której możemy być dumni, i tej, z której może niekoniecznie… Podzielam też jego miłość do specyfiki polskiego alfabetu 😉

Gdybym była królową lub królem,

to nie wahałabym się w ogóle,

lecz wykorzystałabym swoją władzę

i wyszyć kazałabym na fladze

najlepiej nitką niebieską

„Z” z kropką oraz kreską,

„E” oraz „A” z ogonkami,

„N”, „S”, „C” i „O” z kreskami

oraz przekreślone „L”

– taki miałabym cel.

Choć przy tej okazji nie mogę uciec od smutnej refleksji, jak symboliczny jest fakt, że jedynym słowem złożonym wyłącznie z tych uroczych polskich liter jest ŻÓŁĆ 😉

Jaki znak twój ?” to książka ważna i choć nie w pełni podzielam przedstawione w niej rozumienie patriotyzmu, może (i powinna) stanowić dobry punkt wyjścia do rozmowy z dziećmi o tym. Bo tylko rozmawiając możemy dojść do tego, co on oznacza dla nas samych. Tu i teraz.

Michał Rusinek „Jaki znak Twój ? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości”, ilustr.: Joanna Rusinek, wyd.: Znak, Kraków 2018

Mały Książę

Mały Książę

Zbliża się Dzień Dziecka i jest to jedyny czas w roku, kiedy kultura dla dzieci staje się tematem nieco mniej niszowym. Wczorajszy „Pegaz” był w całości jej poświęcony – jeśli ktoś chciałby go obejrzeć, zapraszam tutaj 😉
Jednym z zaproszonych gości był dr Michał Zając, który polecał tam nowe wydanie „Małego księcia” w przekładzie Henryka Woźniakowskiego z ilustracjami Pawła Pawlaka. Mogę się pod tą rekomendacją podpisać oburęcznie 😉 

Wpis z 21 września 2018 roku:

W księgarniach kameralnych od jakiegoś czasu, a we wszystkich pozostałych od 3 października – „Mały Książę” w przekładzie Henryka Woźniakowskiego i (co najważniejsze !!!) z nowymi ilustracjami Pawła Pawlaka.

Nie widziałam nigdy tej książki z innymi ilustracjami niż autorskie, nie wiem, czy w ogóle były, bo do niedawna w ogóle nie było to możliwe. Twórczość Antoine’a de Saint-Exupery’ego od 2015 roku jest w domenie publicznej na całym świecie z wyjątkiem Francji, gdzie ma on status poległego za Francję, co wydłużyło ich ochronę do 2044 roku.

„Mały Książę” nie był nigdy moją ukochaną książką i zapewne dlatego nie mam problemów z zaakceptowaniem go w tej wersji, ale wiem, że nie wszystkim przychodzi to łatwo. Z drugiej strony: przyzwyczaiłam się uważać wersję Saint-Exupery’ego za dzieło autorskie – kompletne i skończone, a pewną nieporadność ilustracji za uzasadnioną i wynikającą z tekstu. Chyba nigdy wcześniej nie przyszło mi w ogóle do głowy, że można widzieć Małego Księcia inaczej niż w niebieskim płaszczu do ziemi, mimo że w książce jego wygląd nie został wcale opisany.

Odwagę Pawła Pawlaka, żeby się zmierzyć z tym kanonicznym wizerunkiem przyjęłam z zaskoczeniem, które potem zmieniło się w podziw. On sam tak mówił o tym w wywiadzie dla „Książek dla dzieci i młodszych dorosłych”, dodatku do dwumiesięcznika „Książki. Magazyn do czytania” :

– Bałeś się ?

Przeilustrować kanon ? Nie podjąłbym się zilustrowania „Muminków”. Podobnie jak „Kubusia Puchatka” – ilustracje Ernesta Sheparda czy Tove Jansson są nie tylko kanoniczne, ale też perfekcyjne.

– A w „Małym Księciu” nie ?

Muszę to powiedzieć, niezależnie od tego, jak to zabrzmi: to są złe ilustracje. Widzę w nich nieporadność, ale przede wszystkim brak emocji. Spójrz, oczy Małego Księcia są na nich puste. A przecież to emocje budują związek między oglądającym a książką.

– A jednak reprodukowane są przez pół świata – znajdziesz je nie tylko w książkach, ale także na notesach, koszulkach, a nawet butach.

Ale zwróć uwagę, że większość tych ilustracji jest uśliczniona. Kolory są mocniejsze, formy wyrazistsze, oczka bardziej niebieskie. Na stronie nowojorskiego Morgan Library & Museum, w którym jest przechowywany rękopis „Małego Księcia”, można obejrzeć oryginały Saint-Exupery’ego. One mają jeszcze słabsze, bledsze, bardziej bure kolory niż te, które znamy choćby z polskich wydań. (…)

Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie: kim mam być wobec tekstu ? Uznałem, że siłą rzeczy muszę zostać barbarzyńcą, który wyszturchnie Saint-Exupery’ego z jego własnej książki i nada jej całkiem inny charakter…

To się udało – ilustracje Pawła Pawlaka w żadnym miejscu nie kojarzą się z oryginalnymi, są zupełnie inne. Nawet wąż zamknięty, który u Saint-Exupery’ego wygląda jak kapelusz typu fedora, tutaj jest bardziej melonikiem 😉 Dominującymi kształtami są w nich trójkąty i koła. Te pierwsze, nieprzytulnie kanciaste są wszędzie tam, gdzie jest nieprzyjaźnie i groźnie. Drugie wiążą się z miłością i bezpieczeństwem. Okrągła jest piękna ukochana Księcia – róża, okrągłe są planety, przez które wędruje, w okrąg także wpisane jest uczucie, które połączyło pilota z chłopcem.

Dzięki temu, że są tak inne od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni, te ilustracje pozwalają spojrzeć inaczej na całą tę historię. Warto dać sobie na to szansę…

Antoine de Saint-Exupery „Mały Książę”, przekł.: Henryk Woźniakowski, ilustr.: Paweł Pawlak, wyd.: Znak, Kraków 2018

Edit: Paweł Pawlak został nominowany do Nagrody ALMAAstrid Lindgren Memorial Award gratulacje !!!