Logopedyczne prztyczki

Logopedyczne prztyczki

Ćwierć wieku temu, kiedy moje starsze córki był jeszcze małe (Najmłodszej z nich jeszcze nawet nie było w planach), a ja dopiero zaczynałam swoja dorosłą przygodę z literaturą dla dzieci, istniało w Warszawie wydawnictwo Plac Słoneczny 4. Istniało niezbyt długo, ale należało do ekskluzywnego grona małych wydawnictw, które rozpoczęły w Polsce tak zwaną lilipucią rewolucję i doprowadziły do odrodzenia się w naszym kraju rynku książek dla niedorosłych czytelników po zapaści początku lat dziewięćdziesiątych.

Wspominam je, bo to właśnie ono wydało nasze ukochane „Wierszyki łamiące języki” Małgorzaty Strzałkowskiej zilustrowane fantastycznie przez Elżbietę Wasiuczyńską. Był to nasz pierwszy kontakt z twórczością obu Pań, ale zdecydowanie nie ostatni. Obie mają już swoje własne pokaźne półki w Małym Pokoju z Książkami. Zapraszam —>>>> tutaj do Małgorzaty Strzałkowskiej, a —>>> tutaj do Elżbiety Wasiuczyńskiej – są tam jeszcze dwa ich wspólne tytuły 🙂

Z wierszyków zawartych w tym zbiorze najbardziej utkwił mi w pamięci ten muszce spod Łopuszki, a pochodzące stamtąd wezwanie Ruszże móżdżkiem a nie różdżką ! okazało się mieć zastosowanie wszechstronne 🙂

Kiedy Wydawnictwo Plac Słoneczny 4 przestało istnieć, „Wierszyki łamiące języki” ukazały się nakładem Wydawnictwa Media Rodzina i tym razem zilustrowała je kolażami sama Autorka.

Ta książka przypomniała mi się teraz z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jakiś czas temu dowiedziałam się o tym, że inne wydawnictwo wydało niedawno zbiór wierszy innej, nieżyjącej już poetki i opatrzyło go tym samym tytułem. Na list otwarty, w którym Małgorzata Strzałkowska zaprotestowała przeciw takim praktykom, odpowiedziało: Naszą intencją nie było wykorzystanie „czyjegoś pomysłu”, ale nawiązanie do istniejącego od wielu lat w języku polskim połączenia wyrazowego: „wierszyki łamiące języki”.

Nie ulega wątpliwości, że wiele powiedzeń, haseł reklamowych, tytułów audycji czy filmów z czasem wchodzi do współczesnej polszczyzny i żyje własnym życiem. Warto przytoczyć takie połączenia wyrazowe, jak: dialogi na cztery nogi, powtórka z rozrywki, biegam, bo lubię, mieć jasność w temacie, z pewną taką nieśmiałością… Przeglądając strony internetowe oraz analizując liczne publikacje opatrzone tytułem „Wierszyki łamiące języki” (zawierające rymowanki ćwiczące wymowę), uznaliśmy, że po 24 latach to połączenie wyrazowe funkcjonuje na prawach związku frazeologicznego i jego użycie nie narusza praw autorskich Pani Małgorzaty Strzałkowskiej. Tytuł ten potraktowaliśmy jako synonim określenia „rymowanki do ćwiczeń wymowy” – chcieliśmy też, by określał on rodzaj publikacji, tak jak: „Baśnie i legendy”, „Atlas zwierząt”, „Opowieści biblijne”, „Łamigłówki”.

No cóż – mimo, że od pierwszego wydania tych wierszy minęło już tyle czasu, dla mnie (i myślę, że nie tylko dla mnie) ten tytuł nierozerwalnie wiąże się z nazwiskiem Małgorzaty Strzałkowskiej. Podobnie mam z paroma innymi tytułami, często starszymi od tego.

Powód drugi natomiast jest taki, że właśnie ukazały się bardzo podobne do nich „Logopedyczne prztyczki”. Tym razem zilustrował je Piotr Rychel i zrobił to równie brawurowo jak przed laty Elżbieta Wasiuczyńska. Nie mogło być inaczej, bo te wierszyki nie tylko łamią języki – one je wyginają, pętlą i supłają w węzły bez mała gordyjskie.

Jest ich w tym zbiorze równo pięćdziesiąt i stanowią właśnie tyle absurdalnych asumptów do fantastycznej zabawy dla małych i dużych. Przyda się to każdemu niezależnie od wieku – także tym z dobrą dykcją. Spotkacie tam i gang wikingów, i Anastazego Długaśnego z Wierzchosławiczek, i dzierzby w wierzbach, i trzyszcza Teofila, że o czyżyku ze strzyżykiem nie wspomnę. W takim towarzystwie nie sposób się nudzić !!!

A mnie po tej lekturze przyszło do głowy, że Małgorzata Strzałkowska jest jedyną poetką, która potrafiłaby znaleźć w wierszu miejsce dla mojego ulubionego zamku Tropsztyn, który znajduje się w miejscowości Wytrzyszczka. Mam nadzieję, ze kiedyś to nastąpi.

(Edit: moje marzenie spełniło się szybciej, niż mogłam to sobie wyobrazić !!! Jeszcze tego samego dnia otrzymałam od pani Małgorzaty Strzałkowskiej taki wiersz:

W lasach Wytrzyszczki w pobliżu Czchowa
uroczy zamek Tropsztyn się chowa.
Uroczy zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce
brzmi szeleszcząco oraz prześlicznie,
a więc zobaczyć go nie omieszkam,
po czym w Tropsztynie sobie zamieszkam
i z wieży zamku będę wrzeszczała:
– W zamku w Wytrzyszczce mieszka M. Strzała!

To jest dowodem na to, że nie ma rzeczy, osoby ani miejsca, o których pani Małgorzata nie byłaby w stanie stworzyć wiersza 🙂 )

P.S. Wydawnictwo dodaje do tej książki trzy piękne zakładki – oto jedna z nich 😉

Małgorzata Strzałkowska „Logopedyczne prztyczki” ilustr.: Piotr Rychel, Wyd.: Bajka, Warszawa 2021

Wierzbowa 13

Wierzbowa 13

Zastanawiałam się, jaką książkę wstawić teraz na półki Małego Pokoju, ale kiedy dowiedziałam się, że dziś mija 20 rocznica śmierci Danuty Wawiłow, wybór mógł być tylko jeden.

Wpis z 19 marca 2006 roku:

Przy ulicy Wierzbowej stoi sobie blok – pozornie całkiem zwyczajny, taki, jakich wiele dookoła nas. Normalne ponure korytarze z pobazgranymi ścianami, normalna skrzypiąca winda, śmierdzący zsyp i lokatorzy też wydawałoby się zupełnie przeciętni. Od innych bloków odróżnia go tylko to, że oprócz zwykłych ludzi mieszkają w nim najrozmaitsze Straszydlaki rodem z odchodzących w zapomnienie podań ludowych – strzygi, nocnice, rusałki, wilkołak, bazyliszek.

Straszydlaki, tak jak w starej ludowej piosence: dobrym ludziom pomagają, a złym ludziom narobią szkody. Czasem trzymają się ich głupie żarty – nastraszą listonosza albo zaplotą w nocy warkoczyki wszystkim i na czym tylko się da. Z miłymi i sympatycznymi mieszkańcami potrafią się zaprzyjaźnić, a nawet uznać ich nieprzyjaciół za swoich. To za ich sprawą w terroryzującej sąsiadów nauczycielce matematyki Immogenie Gębockiej zachodzi przemiana i porzuca ona matematykę (oraz gnębienie uczniów) na rzecz Sztuki.

Dawniej na miejscu bloku była wieś i tam Straszydlaki były u siebie. Żyły sobie w opowieściach snutych podczas darcia pierza i opowiadanych dla zabicia czasu w długie zimowe wieczory. Dzisiejsze dzieci nie znają już tych historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie – one oglądają dobranocki albo słuchają trzydziestej trzeciej uwspółcześnionej wersji bajki o Czerwonym Kapturku. Znikają też z ich świadomości magiczne miejsca, gdzie żyli bohaterowie starych podań – rosochate wierzby na rozstajach dróg, zagracone strychy, kominy i studnie.

W czasach kaloryferów, wind i zsypów na śmieci Starszydlaki musiały znaleźć sobie inne miejsce do życia. Okazało się, że w bloku na Wierzbowej mogą się zadomowić równie dobrze jak w wiosce Wierzbowo, która była wcześniej w tym miejscu. Diabeł wietrzny przekwalifikował sie na Windziora i opowiada dzieciom bajki dostosowane do blokowych realiów. Rusałki kapią się tam w pralkach a Dytko pod nieobecność lokatorów wydzwania do Zegarynki, bo się w niej zakochał.

Kiedy moja Najstarsza chodziła do zerówki, właśnie ta książka była naszym dyżurnym prezentem urodzinowym dla dzieci z jej grupy. Przedszkole mieściło się na ponurym blokowisku – później dowiedziałam się, że mieszkała tam też Danuta Wawiłow (być może także z córką – Natalią Usenko), a więc tamtejsze bloki były zapewne pierwowzorem Wierzbowej.

Moje córki nigdy nie zaznały życia w bloku, ja – owszem. Pamiętam strach, jakim napawało mnie zejście do piwnicy i obawę, że coś wyskoczy na mnie ze zsypu. Dziewczyny znają bloki tylko z wizyt u dziadków i kolegów. Początkowo bały się jazdy jęczącą i skrzypiącą windą, ale po przeczytaniu “Wierzbowej 13” zaczęły każdy jej zgrzyt witać niemal jak pozdrowienie od Windziora.

Ta książka pomaga oswoić smutną blokową rzeczywistość, także dzięki wesołym ilustracjom Pawła Pawlaka. Nowsze wydanie “Naszej Księgarni” ma już inne obrazki, jednak robią takie wrażenie, jakby ich autor zapatrzył się na tamte. Jeśli można wybierać – my wolimy“Wierzbową 13” w wersji wydawnictwa “Plac Słoneczny 4”, ale także ta z obrazkami Żejmy warta jest przeczytania nie tylko przez dzieci z bloków.

Świat rusałek, utopców i innych Straszydlaków odchodzi powoli w zapomnienie. W kulturze masowej globalnej wioski nie ma już dla nich miejsca.

P.S. Przygotowując się do wstawienia tego wpisu dogrzebałam się informacji, że były jeszcze co najmniej dwie inne edycje tej książki nakładem wydawnictwa Egmont. Nie udało mi się znaleźć informacji o autorach ilustracji, ale widok okładek nie był specjalnie zachęcający 😦

Danuta Wawiłow, Natalia Usenko “Wierzbowa 13”, ilustr.: Paweł Pawlak, wyd. Plac Słoneczny 4, Warszawa 1996

Danuta Wawiłow, Natalia Usenko “Wierzbowa 13”, ilustr. Żejmo, wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 2004

Edit: Paweł Pawlak został nominowany do Nagrody ALMAAstrid Lindgren Memorial Award gratulacje !!!