Już, już !

Już, już !

Wiosną 2019 roku na portalu Gazeta.pl przeczytałam wstrząsającą rozmowę Anny Kaliny z mamą dziesięcioletniej Zuzi, dziewczynki, która trafiła na odwyk. Poraziła mnie siła uzależnienia behawioralnego, gdzie nawet w kochającej i uważnej rodzinie możliwa jest utrata czujności rodziców i wycofanie dziecka w świat gier. Wiedziałam, że muszę o tym napisać, ta historia stała się moim koszmarem we śnie i na jawie, przede wszystkim dlatego, że sama jestem mamą, a zagrożenie nigdzie się nie czai, tylko żyje sobie po pańsku pod każdym dachem. Opowieść o Zosi stała się luźną inspiracją. Tuż po ukończeniu powieści wybuchła epidemia koronawirusa, nastał czas powszechnej izolacji i nagle ogromna część codziennego życia przeniosła się do internetu – napisała w posłowiu Autorka.

Ja także jestem mamą i przy lekturze tej książki nie raz towarzyszyła mi myśl, jak bardzo cieszę się, że moje córki są już dorosłe. W czasach, kiedy one dorastały, zagrożenia, które obecnie czyhają na dzieci w internecie, dopiero raczkowały. Początkowo mieliśmy w ogóle tylko jeden komputer w domu, potem przez jakiś czas miały jeden na spółkę, a pierwszego laptopa Najstarsza z córek dostała na osiemnaste urodziny. Podobnie późno, jak na obecne standardy, stawały się posiadaczkami telefonów komórkowych, a poza tym były one nieporównywalnie słabiej wyposażone w gry i aplikacje. Dlatego, kiedy w odpowiedzi na wezwanie na obiad czy wyjście z pokoju w innej sprawie, słyszałam od którejś z nich tytułowe Już, już ! mogłam być prawie pewna, że albo się zaczytała w papierowej książce, albo najzwyczajniej w świecie gada z kimś przez telefon.

Oczywiście to się z czasem zmieniało, ale na szczęście w ich życiu był czas i na zajęcia dodatkowe, i na normalne życie towarzyskie z rówieśnikami, i na lekcje informatyki w szkole, na których dowiedziały się o wielu zagrożeniach zanim było za późno na ich uświadomienie.

Lula, bohaterka tej książki, ma dziewięć lat. Jest uzdolniona plastycznie, świetnie się uczy, chodzi na zajęcia sportowe, pamięta o obowiązkach domowych i odrabianiu lekcji – po prostu dziecko marzeń. Wszystko to jednak zmienia się, kiedy jej starsza siostra dostaje na urodziny laptopa. Wtedy jej stary komputer zostaje przeniesiony do pokoju Luli, żeby mogła z niego korzystać na potrzeby zadań szkolnych. Początkowo tak jest, dziewczynka przestrzega ustalonych z rodzicami reguł, ale potem (wzorem niemal wszystkich koleżanek z klasy) zaczyna grać w (na szczęście wymyśloną przez Autorkę, aczkolwiek całkiem prawdopodobną) grę Kryształowy zamek, stworzoną i dystrybuowaną w sieci przez (na szczęście wymyśloną przez Autorkę, aczkolwiek całkiem prawdopodobną) firmę o znaczącej nazwie Devil’s Media. I pomału zaczyna ją ten wirtualny świat wciągać…

Akcja tej książki to zaledwie parę jesiennych miesięcy, a Lula zdoła w tym czasie przejść wszystkie fazy uzależnienia. Zapytacie – jak to możliwe, że rodzice tego w porę nie zauważyli ? Niestety – może tak się zdarzyć. Tata Luli pracuje za granicą i w domu bywa od czasu do czasu. Bardzo się wtedy stara nadrobić zaległości rodzinne, ale przecież tak się nie da. Na co dzień Mama jest sama z trójką dzieci, psem, domem i pracą. Przyzwyczaiła się do tego, że w przeciwieństwie do starszej siostry i brata, najmłodsza z rodzeństwa nie sprawiała jeszcze kłopotów. Początkowo bagatelizowała więc różne (nazwijmy to) wybryki córki, przyjmowała przeprosiny i zapewnienia, że to się nie powtórzy, a potem było już za późno.

„Już, już !” to książka, o której jedna z jurorek Plebiscytu Blogerów Lokomotywa powiedziała, że powinna mieć na okładce apel do rodziców, aby koniecznie przeczytali ją razem z dzieckiem !!! Dorośli mogą w niej znaleźć wiele tematów do zastanowienia się i rachunku sumienia. Nie tylko rodzice, ale także nauczyciele, którzy niespodziewanie dla siebie musieli się zmierzyć z nauczaniem zdalnym. Ja mogłam się tylko (gorzko) zaśmiać, kiedy słyszałam o dzieciach robiących komputerowe prezentacje o rozmaitych dyscyplinach sportu… w ramach lekcji wychowania fizycznego lub oglądające na tych lekcjach filmy o szkodliwości zbyt długiego siedzenia przed ekranem, ale nie wiem, jak bym się znalazła w tej rzeczywistości, gdybym miała dzieci w wieku szkolnym.

„Już, już !” to bardzo dobrze skonstruowana i napisana opowieść. Rodzina Luli jest zupełnie zwyczajna, ale opisana bardzo prawdziwie – relacje między rodzeństwem, ojciec, który w czasie krótkich urlopów w domu aż za bardzo stara się nadrobić czas swojej nieobecności, babcia nie nadążająca za światem swoich wnuków i pies. Tak, wątek psa (a szczególnie ostatnia scena) wyjątkowo mnie poruszył. Poznajemy ich wszystkich pod koniec lata, na początku roku szkolnego i na razie wszystko jest porządku. Katarzyna Wasilkowska z aptekarską dokładnością, niemal jakby odmierzając je kroplomierzem, wprowadza w świat Luli niewielkie, początkowo wręcz niewidoczne gołym okiem zmiany i problemy. Długo jest tak, że kibicujemy jej i mamy nadzieję, że uda jej się (może nawet kosztem niewielkiego kłamstwa, ale jednak) wybrnąć z nich i że wszystko wróci do normy. W okolicach Bożego Narodzenia już jest na to za późno, choć (tu mały spoiler) zakończenie pozostawia jednak nadzieję dla niej i dla całej rodziny.

Zaczęłam od tego, co Autorka napisała w posłowiu, więc zakończę jej słowami otwierającymi tę książkę:

Najstraszniejsze w tej historii jest to, że dzieje się bez poważnej przyczyny. Nie było żadnego wypadku, nikt nie wygrał miliona w lotto ani nikt nie umarł. Nie spadł też meteoryt, nie przeprowadzono się do nawiedzonego domu, ani nie ujawniono mrocznego sekretu sprzed lat. Nie odkryto ani jednych tajemniczych drzwi.

Najstraszniejsze w tej historii jest to, że dzieje się naprawdę.

Katarzyna Wasilkowska „Już, już !” (seria: To lubię), ilustr.: Robert Konrad, wyd.: Literatura, Łódź 2021

Sabotaż w punkcie skupu i inne komiksy

Sabotaż w punkcie skupu i inne komiksy

Barbara Gawryluk jest twórczynią niebywale wszechstronną. Jej półka w Małym Pokoju z Książkami należy do najdłuższych i najbardziej urozmaiconych, mimo że zawiera tylko niewielką część jej dorobku. Stoją tam powieści dla czytelników w różnym wieku oraz książki non-fiction zarówno dla dzieci (tu czeka miejsce na „Tatry. Przewodnik dla dużych i małych”, których jest współautorką, a o których niebawem na pewno napiszę) jak i dla dorosłych (biografia Wandy Chotomskiej oraz „Ilustratorki, ilustratorzy”). Jest też sporo przekładów z języka szwedzkiego i właśnie za te ostatnie została niedawno przez Króla Szwecji odznaczona odznaczona Orderem Gwiazdy Polarnej czyli Nordstjärneorden. Otrzymała go (tu cytat z FB Wydawnictwa Zakamarki) za liczne zasługi na polu promowania i udostępniania szwedzkiej literatury i kultury w Polsce. Odznaczenie przyznawane jest obcokrajowcom, którzy w szczególny sposób zasłużyli się na rzecz Szwecji. (Z tej okazji Odznaczona udzieliła wywiadu swojemu macierzystemu Radiu Kraków w którym, notabene, prowadzi cykliczną audycję ‚Alfabet” poświęconą książkom dla niedorosłych czytelników. Można go posłuchać —>>> tutaj )

Informację o tym odznaczeniu Wydawnictwo Zakamarki zilustrowało zdjęciem obrazującym dorobek translatorski Barbary Gawryluk, a ja pozwoliłam sobie je pożyczyć.

Ten imponujący stosik (jaki stosik ? STOS !!!) powiększył się jeszcze, bo ukazał się właśnie pierwszy tom komiksów z serii „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai”, który zawiera cztery historie – tytułową, w której Lasse i Maja rozwiązują tajemnicę wiecznych awarii automatu do skupu puszek i butelek oraz trzy inne. Zachwyciło mnie użycie przez Tłumaczkę w tytule słowa sabotaż, bo bardzo rzadko się je ostatnio słyszy. Z oznaczenia Komiksy 1 w rogu okładki, dedukuję, że możemy spodziewać się następnych oraz że będzie je także tłumaczyć Barbara Gawryluk.

O kryminałach z serii „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” pisałam 12 lat temu —>>> tutaj i przyznam, że od tego czasu nie śledziłam kolejnych tomów zbyt uważnie. Ta seria należała do ulubionych lektur Najmłodszej z moich córek w czasach, kiedy zaczynała czytać samodzielnie. Potem powędrowała do kolejnych czytelniczek w naszej rodzinie i wiem, że dwie z nich mają ją już za sobą, a kolejna właśnie do tego etapu dorasta.

Komiksy z tej serii, które mam właśnie w ręku, mają wszystkie zalety wcześniejszych książek czyli ciekawą, wciągającą akcję i zagadkę, którą mogą rozwikłać czytelnicy z pierwszych klas szkoły podstawowej, różnią się od nich jedynie proporcją, w jakiej pozostają do siebie tekst i ilustracje. Komiksy traktowane są często przez dorosłych jako taki nieco mniej poważny rodzaj literatury, coś gorszego od zwykłych książek, ale niesłusznie !!! Dla początkujących czytelników może to być bardzo dobre doświadczenie, bo zawierają mniej tekstu niż typowe powieści, a duma z przeczytanej samodzielnie książki jest taka sama. Poza tym – świat, w którym żyjemy, jest coraz bardziej zdominowany przez obraz, ale w komiksie jednak nadal są litery. A kto już zaczął czytać, ten ma większą szansę na to, że kiedyś sięgnie z przyjemnością po coś bardziej poważnego.

Reasumując więc: lepiej jest czytać komiksy niż nie czytać wcale 😉

Martin Widmark (tekst), Helena Willis (ilustr.) „Sabotaż w punkcie skupu i inne komiksy”, przekł.: Barbara Gawryluk, wyd.: Zakamarki, Poznań 2021