Wigilia Małgorzaty

Wigilia Małgorzaty

Wpis z 29 grudnia 2015 roku:

Czyli kolejna nietypowa książka świąteczna, która ukazała się w zeszłym (edit: to znaczy – 2014) roku 🙂 W przeciwieństwie do „Prezentu dla Cebulki” – ta jest ewidentnie świąteczna, jej akcja rozgrywa się w Wigilię, ale jednak wymyka się temu, co zazwyczaj kojarzy się z tą tematyką.

Jej zeszłoroczna lektura poruszyła mnie bardzo, wręcz zabolała. W tym roku sięgnęłam po nią znów i tym razem, wiedząc już, co w niej znajdę, doceniłam jej mądrość i głębię. „Wigilia Małgorzaty” to jedna z najlepszych książek o starości, jakie znam.

Tytułowa bohaterka to starsza pani, która mieszka w ogromnym, eleganckim domu – sama, także w Święta Bożego Narodzenia. Ta sytuacja skojarzyła mi się z samotną Wigilią rybaka Elisa w „Wyspie Trolli”, ale życie Małgorzaty jest inne.

Wcale nie jest tak, że wszyscy ją opuścili i trzeba się nad nią litować. Ma dwoje dzieci i wnuki. Ale rodzinne święta ją męczą. Mimo to co roku mówi sobie, że musi się zdobyć na mały wysiłek, by dzieci nie czuły się winne, że świętują Boże Narodzenie bez niej. Zdają się nie dowierzać, gdy zapewnia, że nie ma nic przeciwko samotnej Wigilii.

Stale im powtarza:

Odpocznijcie ! Bawcie się dobrze ! Nie martwcie się o mnie, ja sobie przyjemnie spędzę wieczór.

Nie kłamie. Cieszy ją świadomość, że mają udane życie.

Postęp medycyny skutkuje wydłużeniem życia, ale tym, czego w nim przybywa najbardziej, jest starość – choć nie tylko, bo równocześnie wydłużył nam się czas młodości, a okres dojrzałości przesunął się nieco w czasie. Współczesne dzieci mają najczęściej jeszcze całkiem młode i aktywne życiowo babcie (i dziadków oczywiście też 😉 ). Kobiety pięćdziesięcio czy sześćdziesięcioletnie dalekie są jeszcze od stereotypowego wizerunku babci, który kojarzy się z siwizną, przygarbieniem, okularami oraz ograniczeniem aktywności do pieczenia ciast i opowiadania wnukom bajek. Babcie pracują zawodowo, prowadzą samochód, uprawiają sporty i często też… mają jeszcze rodziców, którzy są ich wnuków pradziadkami. W czasach mojego dzieciństwa posiadanie pradziadków należało wręcz do anomalii 😉 , ale teraz dzieci mają ich często kilkoro i to oni właśnie wpisują się w te babciowe i dziadkowe stereotypy.

Starość polskich pradziadków jest najczęściej trochę inna niż bohaterki tej książki. Małgorzata mieszka w dużym domu, stać ją na wynajęcie osób, które jej pomagają – sprzątaczki, firmy kateringowej dostarczającej jedzenie, a nawet regularnie odwiedzającej ją fryzjerki. Polscy emeryci nie opływają w takie luksusy, ale poza tym starość na całym świecie wygląda podobnie. Kolejno umierają najbliższe osoby – przyjaciele, rodzeństwo, małżonkowie, człowiek robi się coraz mniej sprawny, coraz więcej rzeczy zaczyna stanowić problem i pojawia się STRACH.

Choć od paru lat porusza się z coraz większą trudnością, wmawiała sobie, że to lenistwo, nic więcej, bo nigdy nie była amatorką ćwiczeń. Ale kiedy próbowała przyspieszyć, a ból kości ją powstrzymał, zrozumiała, że jej ciało się starzeje i już za nią nie nadąża.

By nie martwić swoich bliskich, nie podzieliła się z nimi tym odkryciem. Nie może jednak przestać o tym myśleć.

Od tamtej pory nie wychodzi.

„Poza domem” stało się dla niej synonimem zagrożenia. Mogłaby się poślizgnąć. Mogłaby złapać grypę. Mogłaby zostać potrącona na przejściu dla pieszych przez rozpędzonego kierowcę. Jakiś rzezimieszek mógłby wykorzystać to, że Małgorzata nie ma siły się bronić, i wyrwać jej torebkę albo nawet zadźgać ją nożem.

Dobrze jej u siebie. Kocha ten dom – pełen kojących wspomnień i znajomych zapachów. Tu czuje się bezpiecznie.

Tę Wigilię Małgorzata planowała spędzić jak zwykle – sama, w domu, przed telewizorem, ze smaczną kolacją dostarczoną przez firmę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie samochód, który właśnie przed jej domem wpadł w poślizg i utknął w zaspie…

To jest to miejsce w książce, od którego zaczynamy oczekiwać, że doprowadzi nas ona do typowego, świątecznego happy endu jak z reklam kawy czy czekoladek. Czy nastąpi ? Tego nie zdradzę, choć chyba nie trudno jest się domyślić, że byłoby to za proste 😉

„Wigilia Małgorzaty” to książka nie tylko dla dzieci. Także dorosłych czytelników zmusi do chwili refleksji nad sprawami, o których normalnie wolimy nie myśleć…

India Desjardins „Wigilia Małgorzaty”, ilustr.: Pascal Blanchet, przekł.: Jadwiga Jędryas, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2014

Wyspa Trolli

Wyspa Trolli

Wpis z 26 listopada 2006 roku czyli kolejna świąteczna książka, której już prawie nikt poza mną nie pamięta, wraca na półki Małego Pokoju 🙂

Święta coraz bliżej – w sklepach mamy już nie tylko świąteczne dekoracje, ale również Świąteczne Słodycze, Świąteczne Torebki do Prezentów, Świąteczne Książki oraz Świąteczne Wszystko, Co Tylko Może Być Świąteczne 😉

Te świąteczne książki można „z grubsza” podzielić na trzy kategorie:

Bożonarodzeniowe – w większym lub mniejszym skrócie streszczające historię Narodzenia Pańskiego czyli opowiadające własnymi słowami to, co blisko 2 tysiące lat temu napisał św. Łukasz;

Świętomikołajowe – opisujące najrozmaitsze perypetie św. Mikołaja w drodze do dzieci czyli sprowadzające sens tych świąt wyłącznie do prezentów;

Choinkowe – takie, których akcja osnuta jest wokół świątecznych przygotowań, ze szczególnym uwzględnieniem ubierania choinki. Ich bohaterami często gęsto bywają najrozmaitsze zwierzęta, tak jakby wieszanie bombek było to normalną czynnością wszystkich stworzeń na początku zimy 😉 Z tych książeczek podobała mi się ostatnio jedna, bodaj z serii „Amberki”, bo w niej myszki szykowały choinkę, dlatego, że podpatrzyły to u ludzi.

Przez ostatnie kilkanaście lat w naszym domu uzbierało się sporo takich świątecznych lektur. Jednak te, które pozostały w naszej pamięci i do których wracamy co roku, to takie, które nie należą do żadnej z tych kategorii – na przykład „Wyspa Trolli”.


Trollskar, wyspa Trolli to mała wysepka – szkier na północnym Bałtyku. Rodzina rybaka Elisa mieszkała na niej od pokoleń. Teraz pozostał już tam tylko on sam, za jedynego towarzysza mając psa o imieniu Poppe. Pewnego dnia w starym kufrze na strychu znalazł list swojego dziadka, z którego dowiedział się, że na ich wyspie mieszka krasnoludek…

Dlaczego zaliczam tę książkę do kategorii świątecznych, skoro opisuje okres od jesieni do wiosny a same święta zajmują zaledwie jeden rozdział ? Poza tym książki świąteczne są na ogół kolorowe i błyszczące, a ta ma skromne, monochromatyczne ilustracje. Może dlatego, że w tym okresie szczególnie potrzebujemy magii. Czym wiara w Świętego Mikołaja różni się od wiary w krasnoludki ?

Akcja „Wyspy Trolli” dzieje się w czasach, kiedy prababcie jej czytelników były jeszcze małymi dziewczynkami czyli… nie tak znowu dawno. Jednak nasze współczesne życie różni się diametralnie od tego, które wiedzie Elis. Wtedy żyło się zgodnie z rytmem pór roku, a codzienność była dużo bardziej absorbująca niż obecnie. Teraz ciepła woda leci z kranu, jedzenie kupujemy w sklepie, a w zimie ogrzewają nas kaloryfery. Pory roku też już nie mają takiego znaczenia. Sezon świąteczny zaczynamy przecież w listopadzie 😉 Zimą możemy bez problemu opalać się nad ciepłym morzem, latem jeździć na nartach, a truskawki jeść przez okrągły rok.

Co roku przed Świętami przeglądam różne pisma – czytam przepisy na wyszukane dania, zachwycam się obrazkami ukazującymi stół wigilijny w tonacji fioletowo-złotej czy choinkę ubraną w herbaciane róże. Oglądam je, ale i tak wiem, że jak co roku nakryję stół białym obrusem, postawię na nim te same potrawy co w zeszłym roku, a na choince zawisną od lat te same zabawki. Inaczej Święta nie byłyby Świętami. Dziewczynki już w październiku zaczynają pytać, czy upieczemy pierniczki na choinkę, czy będzie mak z bakaliami i czy Babcia zrobi karpia w galarecie 😉 W tym naszym pędzącym, zmieniającym się świecie potrzebujemy stałych punktów odniesienia, rytuałów powtarzanych co roku.

Boże Narodzenie to święto bardzo rodzinne, kojarzące się z zastawionym stołem i gromadą ludzi dookoła niego. Elis jest zawsze sam i to w sposób bardzo teraz rzadki. Współczesna samotność to samotność w tłumie jak bezdomni na Dworcu Centralnym czy ktoś w mieszkaniu w bloku – z telewizorem i obcymi ludźmi za każdą ścianą. Opis Wigilii Elisa, kiedy czyta on Biblię psu i razem z nim tańczy wokół choinki, jest szczególnie przejmujący. Nic dziwnego, że z taką radością powitał niespodziewaną informację o tym, ze na jego wyspie mieszka jeszcze ktoś.

Sceptyczny czytelnik może te rewelacje o krasnoludku potraktować podobnie jak książkowy Albin czyli uznać, że staruszkowi Elisowi pomieszało się w głowie od starości i samotności. Dla sceptycznego czytelnika mamy radę, której krasnoludek Harmon udzielił Elisowi: Twój problem polega na tym, że patrzysz, ale nie widzisz. Nie widzisz niczego poza tym, co ci podpowiada twój rozum, że możesz zobaczyć. Zacznijmy więc, tak jak nam radzi ta książka, rozglądać się uważnie, a może zauważymy całkiem blisko coś (lub kogoś) zupełnie niespodziewanego…

Carina Wolff – Brandt „Wyspa Trolli”, przekł.: Marta Rey, ilustr.: Inge Loeoek, wyd.: Bellona, Warszawa 2005