Podręczny Nieporadnik – Młotek

Podręczny Nieporadnik – Młotek

Wpis z 4 lutego 2010 roku:

Żyjemy w czasach, w których każde urządzenie zakupione w sklepie wyposażone jest w instrukcję we wszystkich językach świata, rozmiarów bez mała Encyklopedii Olgerbranda. Zawiera ona często tak doniosłe rady jak to, że nie należy wkładać kanapek do kieszeni na kasety video w odtwarzaczu 😉

Żyjemy w czasach, w których największy dział w księgarniach stanowią poradniki i nie ma chyba problemu, na który nie znalazło by się w nich antidotum.

Panowie Wojciech Widłak i Paweł Pawlak czyli duet autorski, którego pierwszym dziełem było „Sekretne Życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach”, poszli jeszcze o krok dalej i stworzyli dzieło nowatorskie – Podręczny Nieporadnik, poradnik a rebours czy też inaczej: Instrukcję Nieobsługiwania przyrządu wydawałoby się oczywistego.

„Młotek” to książka dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Począwszy od okładki, której skrzydełko posiada własną instrukcję obsługi, i skończywszy na stopce redakcyjnej. Spotkaliście się kiedyś z książką, w której stopka jest interesującą lekturą ? Nad całością unosi się Duch Dobrej Zabawy, a frajda, jaką Panowie W&P (vel Profesor Kurzawka i Adiunkt Kwas) mieli podczas jej tworzenia, wręcz się z jej kartek wylewa 😉

Z nadzieją czekam na, zapowiedziane pod koniec tej książki, kolejne Nieporadniki. (Edit: ukazały się jeszcze dwa – Grzebień i Rękawiczka oraz absolutne mistrzostwo świata w dziedzinie absurdu czyli „NIEkalendarz” (uniwersalny, pasuje do każdego roku i jeszcze można go kupić !!! 😉 ).

Wydawnictwo „Czerwony Konik” (kolejne bardzo obiecujące, małe wydawnictwo, które pojawiło się na naszym rynku !) wspólnie z portalem „Bajkopisarze” ogłosiło konkurs na kolejne Niezastosowania Młotka. Wydawać by się mogło, że twórcy Nieporadnika wyczerpali już wszystkie możliwości tego rodzaju, ale…

Na własne oczy mogłam się kiedyś przekonać, że Młotek Nie Służy do tłuczenia kotletów schabowych. Rzeczony kotlet, utłuczony z zaangażowaniem przez dziarskiego harcerza podczas obozowej służby kuchennej:

po pierwsze – trudno jest następnie oddzielić od deski;

po drugie – trudno jest go usmażyć;

po trzecie – może zawierać drzazgi i to w ilościach większych niż śladowe 😉

P.S.

W naszym domu ta książka zdecydowanie bardziej zainteresowała dorosłych niż dzieci – myślę, ze to ze względu na różnice doświadczeń związanych z młotkami i innymi tego rodzaju narzędziami. Dlatego zaliczam ją do książek wbrew pozorom – nie dla dzieci.

Książka nagrodzona tytułem Książki Roku IBBY 2009 za ilustracje i projekt graficzny.

Wojciech Widłak (tekst), Paweł Pawlak (ilustr.) „Młotek. Podręczny Nieporadnik Profesora Kurzawki & Adiunkta Kwasa”, wyd.: Czerwony Konik, Kraków 2009

Mama Gęś

Mama Gęś

Wpis z 30 stycznia 2019 roku:

Hen, z dalekich stron do dzieci

Mama Gęś na skrzydłach leci,

by snuć dziwne historyjki,

znane w świecie od stuleci…

Małgorzata Strzałkowska jest absolutną i niekwestionowaną mistrzynią języka – jak widać, nie tyko polskiego. Pamiętam sprzed wielu lat jej zwariowane „Wierszyki łamiące języki”, a niedawno zachwycałam się tym, jak w „Spacerkiem przez rok” fantastycznie ubrała w rymy nie tylko charakterystyki poszczególnych miesięcy, ale także wyjaśniła pochodzenie ich nazw. W swojej najnowszej książce równie mistrzowsko przyswoiła językowi polskiemu tradycyjne angielskie nonsensowne wierszyki, znane od kilkuset lat jako opowieści Mamy Gęsi.

Użyłam słowa przyswoiła, bo nie są to zwykłe tłumaczenia. Bardziej chodziło w nich o oddanie sensu i humoru, niż o dosłowność.

Ale nie tylko przetłumaczyła !!! Wykonała także ogromną pracę, aby wyjaśnić i opisać ich pochodzenie, sens i konteksty kulturowe, które im towarzyszą. Na tych wierszykach wychowały się pokolenia angielskich dzieci – w tym wielu znanych pisarzy, a ich echa znajdujemy w czytanej także dziś klasyce literatury angielskojęzycznej. Na nich ukształtował się tak zwany angielski humor, z nich wyrósł nie tylko Monty Phyton…

„Mama Gęś” to książka niejako podwójna 😉 Składają się na nią wierszyki, które podobać się będą czytelnikom (słuchaczom) w wieku 0+ czyli po prostu wszystkim (a im wcześniej zaczniemy dziecko poić tym humorem, tym IMO dla niego lepiej) oraz interesujące raczej dla nieco starszych noty na ich temat. Jak napisał w nocie na okładce profesor Grzegorz LeszczyńskiAutorka z pasją Sherlocka Holmesa tropiła fakty, zbierała ciekawostki, słuchała anegdot przekazywanych z ust do ust, czytała prastare księgi i wyblakłe rękopisy. Wszystko po to, by z tych wierszy wydobyć ich sens i skrywany głęboko klimat minionego czasu, a przede wszystkim – by poprowadzić czytelnika krętymi ścieżkami literackich zagadek.

Ilustracje Adama Pękalskiego znakomicie wpisują się w nastrój tej książki. Podobnie jak w „Dawniej czyli drzewiej” tej samej pary autorskiej, z niezwykłą erudycją towarzyszą tekstowi. Żadna postać na nich przedstawiona nie jest ubrana w sposób przypadkowy, a przedmioty, które im towarzyszą, także są dokładnie przemyślane i osadzone w kontekście. Kreska ilustratora nie infantylizuje tekstu. Razem tworzą całość, która może podobać się czytelnikom niezależnie od wieku.

A na wątpliwość profesora Leszczyńskiego: nie wiadomo, co bardziej fascynuje: lektura wierszy czy śledzenie efektów detektywistycznych prac tłumaczki, odpowiem:

jeśli o mnie chodzi – i to, i to bardziej 🙂

Małgorzata Strzałkowska „Mama Gęś” ilustr.: Adam Pękalski, wyd.: Bajka, Warszawa 2018

Książka nominowana w kategorii PRZEKŁAD w Plebiscycie Blogerów – Książka dla Niedorosłych – LOKOMOTYWA 2018