Dziewięć czerwonych iksów

Dziewięć czerwonych iksów

Książka nagrodzona Nagrodą Żółtej Ciżemki w kategorii: tekst

oraz nagrodzona nagrodą czytelników i wyróżniona w Konkursie Literackim im. Kornela Makuszyńskiego,

oraz nominowana do Nagrody im. Ferdynanda Wspaniałego i w konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY !!!

A teraz, uwaga, wszyscy patrzą w aparat i… LUBICIE DŻDŻEM DŻDŻOWNICOWY ?

PSTRYK!

Wszystko zaczęło się od zdjęcia. Takiego zwykłego, klasowego, zrobionego pod tablicą na zakończeniu roku szkolnego. Niby nic szczególnego – klasa może niezbyt liczna, bo rzecz dzieje się w malej miejscowości. Wszyscy uważają, że wyszli fatalnie i mieli głupie miny, więc w sumie: zdjęcie jakich wiele.

Natomiast to, co wydarzyło się potem…

… potem akcja tej początkowo beztroskiej, wakacyjnej historii skręca nagle w stronę horroru. Co prawda jej główna bohaterka Tosia bardzo lubi, kiedy razem z Tatą prowadzą swoje horrorozmówki, jednak czym innym jest wymyślanie takich strasznych historyjek na niby, a czym innym – kiedy kolejne osoby naprawdę znikają bez śladu. Do tego stopnia bez śladu, że nie ma ich już także na zdjęciu.

Tosia wpada na rozwiązanie tajemnicy, ale wie, że nie zostało jej wiele czasu. Musi znaleźć i powstrzymać fotowampira zanim zniknie także ona. Czy zdąży ???

„Dziewięć czerwonych iksów” to powieść z wciągającą, dobrze skonstruowaną akcją, mroczną atmosferą i nieoczywistym zakończeniem. Jest w niej też trochę niedopowiedzeń i zagadek, nad którymi się zastanawiałam (nie sama!), ale nie jestem na 100% pewna odpowiedzi. Paweł Beręsewicz (wspólnie z autorką okładki i ilustracji na wyklejkach – Moniką Pollak) zawarł w niej także nawiązania do innych swoich książek. Ja zauważyłam trzy, choć nie znam całej jego twórczości, więc mogłam coś przegapić.

Historia, którą tam znajdujemy, może być nieoczywistym wstępem do rozmowy z młodymi czytelnikami na temat różnych zagrożeń, które wiążą się z korzystaniem z internetu – o prywatności, o upublicznianiu zdjęć… a może także o sztucznej inteligencji i o tym, czym się ona karmi? Właśnie ta nieoczywistość – to że nie jest to historia z widocznym gołym okiem od pierwszej strony przesłaniem i topornym morałem – jest moim zdaniem największą zaletą tej książki.

P.S. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do wieku bohaterów, którzy kończą piątą klasę, a więc mają po 11-12 lat. Chyba najtrudniej było mi uwierzyć w postać Haczyka, a dokładniej w jego hakerskie umiejętności, szerokie znajomości w internetowym półświatku oraz posiadanie niezbędnego do takiej działalności sprzętu. Ja bym im dołożyła jeszcze dwie klasy, ale może to tylko moje dorosłe ograniczenia wyobraźni…

Paweł Beręsewicz „Dziewięć czerwonych iksów” (Seria z dreszczykiem), wyd.: Literatura, Łódź 2024

Książka, ktora czyta ci w myślach

Książka, ktora czyta ci w myślach

Prawda, że to nader intrygujący tytuł ??? I zachęcający do tego, żeby po tę książkę sięgnąć. Na ostatniej okładce jej autorka Marianna Coppo napisała:

Szanowna publiczności!

Przed wami książka, która potrafi czytać w myślach! Mam nadzieję, że będziecie się przy niej równie dobrze bawić, jak ja podczas jej ilustrowania i pisania.

Dziękuję, że ją wybraliście! A może to ona wybrała was?

Udanej zabawy!

A więc zajrzyjmy do niej 😉

„Książka, która czyta ci w myślach” była jednym z tytułów, dla których wybrałam się w tym roku na targi Mały Koneser, bo jej zapowiedź mnie zaintrygowała, a to ostatnio nie zdarza się często. Wydawnictwo zapowiadało, że to zaklęta w książce obrazkowej sztuczka iluzjonistyczna, która sprawia, że oczarowani czytelnicy rozdziawiają buzie ze zdziwienia. To książka, która z dzieckiem rozmawia – i zgaduje jego myśli!



W rzeczywistości to niezbyt skomplikowana gra paragrafowa, w której przy pomocy zaledwie dwóch ruchów rozwiązuje się zagadkę. Ale to nie znaczy, że obcowanie z nią nie jest ciekawe!!! Myślę, że dla dzieci dużą frajdą będzie samodzielne zrozumienie tego, jak to działa? A kiedy już zrozumieją, to:

po pierwsze – warto przeczytać znajdującą się na jej końcu opowieść pisarza i iluzjonisty Mariano Tomatisa i dowiedzieć się, co z tym wszystkim ma wspólnego Leonardo da Vinci;

po drugie – można nadal się z nią z zainteresowaniem bawić.

Widzę w niej wiele dalszych możliwości. Znakomicie nadaje się na analogową atrakcję przyjęcia (nie tylko) urodzinowego – zarówno takiego, w którym będą brać udział same dzieci, jak i jako wspólną zabawę z dorosłymi.

W dodatku zabawa z nią nie musi się ograniczać tylko do odgadywania postaci. Jest ich tam aż 36, bardzo różnych – jakie to pole to wymyślania historii o nich, ich przygód i wzajemnych interakcji !

I choć nie zwykłam namawiać dzieci do mazania po książkach, przyznam, że tu aż się prosi, żeby je pokolorować. Ale pst! Ja nic nie mówiłam! 😉
No i w dodatku – można na jej podstawie tworzyć własne, podobne gry.

„Książka, która czyta ci w myślach” nie służy do czytania – nie ma w niej żadnej historii, akcji przygód, ale za to można przy jej pomocy spędzać wspólnie czas. Wspólnie i unplugged, a to w naszych czasach bardzo cenna możliwość.

Marianna Coppo „Książka, która czyta ci w myślach”, przekł.: Ewa Nicewicz, wyd.: Wytwórnia, Warszawa 2026