Co mówią zwierzęta?

Co mówią zwierzęta?

Po tegorocznym konkursie PLANETA IZABELIN, w którym miałam przyjemność być przewodniczącą jury, pozostał mi lekki smutek. Związany jest on z tym, że dla kilku zgłoszonych książek, mimo że podobały mi się bardzo, nie znalazło się miejsce na podium. Pozazdrościłam jurorom konkursu Polskiej Sekcji IBBY, któremu od paru lat towarzyszy tak zwana Pokonkursowa Lista Bis. Trafiają na nią te tytuły, które nie zmieściły się w gronie nominowanych, ale zdaniem jury zasługują na zauważenie.

Pomyślałam sobie, że ja przecież też tak mogę 😉 Na mojej tegorocznej prywatnej pokonkursowej Liście Bis znalazły się trzy książki. Oto pierwsza z nich:

W poprzedniej edycji naszego konkursu triumfowała „Puszcza. Opowieści karpackich buków” Joli Richter-Magnuszewskiej. Napisałam: triumfowała, bo została nagrodzona podwójnie, także przez jury dziecięce. Jej kolejna autorska książka – „Co mówią zwierzęta?” nie wzbudziła aż takiego zachwytu, ale podobała się zarówno dorosłym, jak i niedorosłym jurorom. Gdybym chciała użyć kwantyfikatorów, które miały zastosowanie w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA, powiedziałabym, że „Puszcza” zdecydowanie zasługiwała na nominację w kategorii: Od A do Z, natomiast ta jest murowaną kandydatką do nominacji w kategorii: fakt.

Nasza planeta tętni życiem. Pełno go dookoła. Przypuszcza się, że na ziemi żyje ponad 8 milionów gatunków zwierząt. Tak różnorodnych i tak wyjątkowych.

Jedne są puchate, inne ledwo porośnięte włosami. Ogromne lub maleńkie. Z twardymi pancerzami, rogami i kopytami. Pływają, latają, pełzają, skaczą i biegają. Niektóre poruszają się głośno, inne bezszelestnie. Żyją samotnie, łączą się w pary, tworzą rodziny i większe grupy. Zamieszkują lądy, wody i podziemia. Są wszędzie. Dzikie i udomowione. Kontaktują się tylko z przedstawicielami swojego gatunku albo nawiązują relacje z innymi gatunkami. Milczą lub bardzo hałasują, jazgoczą i szumią. Śpiewają serenady, czują i okazują emocje.

My też należymy do królestwa zwierząt, ale często o tym zapominamy…

Od najmłodszych lat uczymy się, że kot miauczy, pies szczeka, wilk wyje a kura gdacze. Uważamy zazwyczaj, że to wszystko, co zwierzęta mają do zakomunikowania – sobie i nam.

Nie zastanawiamy się, co mogą oznaczać i do czego służą dźwięki wydawane przez różne stworzenia. Może dlatego, że nie wszystkie docierają do ludzkiego ucha, błędnie zakładamy, że nie istnieją? (…)

A gdyby tak zostać uważnym obserwatorem i odkryć, co mówią zwierzęta? Dzięki temu moglibyśmy uniknąć niespodzianek i wiele się nauczyć.

Tę książkę tworzą trzy składowe. Pierwszą jest dobrze napisany tekst popularno-naukowy o tym, jak rozumieć odgłosy i zachowania zwierząt – i tych domowych (bardzo ciekawe psie, kocie i końskie ABC!), i tych które możemy spotkać w lesie. Drugą natomiast – piękne ilustracje. Ciekawych i starannie zilustrowanych książek jest teraz wiele, ale „Co mówią zwierzęta?” mają jeszcze wartość dodaną czyli kody QR.

Przyznam, że trochę czasu zajęło mi rozkminienie, jak je odczytać przy pomocy telefonu. Nie wątpię jednak, że czytelnicy z grupy docelowej nie będą mieli z tym najmniejszego problemu. Dzięki tym kodom możemy usłyszeć to, czego się opisać nie da, bo nie da się tego na ludzki język przełożyć. Przenoszą nas one na stronę internetową, na której znajdziemy nagrania nie tylko różnych gatunków ptaków, ale także odgłosy niedźwiedzia, dzików czy borsuka.

Pamiętam, że w gronie jurorskim rozmawialiśmy o tym, że jednym z celow naszego konkursu jest odciągnięcie dzieciaków od ekranów i pokazanie im książki jako ciekawej rozrywki analogowej. Kody QR, które wymagają użycia telefonu, trochę się z tym kłócą, to fakt. Ale z drugiej strony – można ją czytać także bez tego i nadal będzie interesująca. Tak jak napisałam – jest to wartość dodana 😉

To nie jest pierwsza książka z kodami QR, która znalazła się na półce Małego Pokoju – w poprzednich dzięki nim można było posłuchać muzyki i zobaczyć dzieła sztuki. Bardzo jestem ciekawa, o co jeszcze można uzupełnić treść zawartą na papierze dzięki kompozycji kontrastowych kwadracików ???

Jola Richter-Magnuszewska (tekst & ilustr.) „Co mówią zwierzęta?”, wyd.: Kropka, Warszawa 2025

Felusia. Bardzo fajny patyk

Felusia. Bardzo fajny patyk

czyli trzecia książka z cyklu o Felusi – o pierwszych dwóch pisałam —>>>tutaj

Mam z tą książką pewien problem. Tylko jeden, ale za to poważny. Otóż – niewiele mogę o niej powiedzieć, bo wszystko co najważniejsze napisałam już przy okazji pierwszych dwóch części tego cyklu 😉

„Bardzo fajny patyk” to kolejna historia, która przydarzyć się może wszystkim rówieśnikom Felusi. Myślę, że nie ma dziecka, które choć raz nie znalazło takiego patyka, kamienia czy innej rzeczy, która z punktu widzenia dorosłych była zupełnie zwyczajna, ale dla niego – jedyna i niepowtarzalna. Ileż takich artefaktów przywędrowało do domu z moimi córkami! A następnego dnia okazywały się zupełnie zwyczajne i dzieci przestawały zwracać na nie uwagę… Oczywiście tylko do momentu, kiedy chciałam owo cudo wyrzucić, więc trzeba to było robić bardzo dyskretnie, kiedy zajmowały się czymś innym 😉

Podobnie jak było z poprzednimi częściami tego cyklu – również w tej rodzice mogą się czegoś nauczyć od Mamy Felusi. Kiedy widzi ona, że jej córeczka bawi się patykiem, nie reaguje w sposób typowy dla większości dorosłych, który ja nazywam odruchowym zakazywaniem. Zamiast wołać: Zostaw to! Krzywdę sobie zrobisz! upewnia się po prostu, że dziewczynka bawi się nim w sposób bezpieczny.

Zastanawiam się, skąd się w dorosłych bierze ten (tłumiący w dzieciach naturalną ciekawość świata) odruch zakazywania??? Dochodzę do wniosku, że po pierwsze – z wygody (bo zdejmuje to z nich obowiązek zadbania o to, żeby dziecko nauczyło się bezpiecznego posługiwania np. patykiem), a po drugie – z niewiary w to, że dzieci mają instynkt samozachowawczy i nie będą sobie intencjonalnie wsadzać owego patyka w oko. Jest jeszcze trzecia przyczyna – mianowicie taka, że jak się czegoś werbalnie zakaże, to w razie czego można powiedzieć: A nie mówiłam???

Zamiast puenty – jeden z moich ulubionych memów

Dziękuję Wydawnictwu Bajka za egzemplarze recenzenckie oraz zgodę na wykorzystanie zdjęć pochodzących z ich strony. Felusię na tych zdjęciach (wraz z kaloszami w lwy) wykonała Katarzyna Budyś czyli —>>>budka24.pl 🙂 Potrafi ona zrobić absolutnie wszystko!!!

Katarzyna Wasilkowska „Felusia. Bardzo fajny patyk”, ilustr.: Jona Jung, wyd.: Bajka, Warszawa 2026

Zapadły pałac

Zapadły pałac

Nie jestem szczególną koneserką literatury fantasy, ale bardzo lubię twórczość Marty Kisiel – niezależnie od gatunku, do jakiego można zaliczyć jej kolejne książki. Podoba mi się jej odjechany humor, niesamowite skojarzenia i zaskakujące zwroty akcji, które serwuje czytelnikom.

„Zapadły pałac” przeczytałam od razu, kiedy się ukazał, a więc pod koniec zeszłego roku. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała aż do ostatniej, znalazłam tam wiele rzeczy, które mi się podobały, ale na koniec… zostałam z poczuciem, że nie wiem, co o niej myśleć. I w takim pomieszaniu trwam do dziś.

Żeby to wyjaśnić muszę trochę zdradzić zakończenie, więc lojalnie uprzedzam, że czytając dalej jesteście na to narażeni i robicie to wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Odkąd Najmłodsza z moich córek szczęśliwie zdała maturę, co roku cieszę się, że nie muszę już mieć do czynienia z polskim systemem oświaty. Szczególnie współczuję rodzinom, w których ktoś kończy ósmą klasę i muszą zmierzyć się z rekrutacją do szkoły średniej. Maturzyści też nie mają łatwo, ale oni są już doroślejsi, a maturę można poprawić za rok. Ósmoklasiści tego luksusu nie mają, więc wynik, który osiągną na egzaminie i świadectwie, zdecyduje o tym, gdzie spędzą następne cztery lata.

Bohaterami „Zapadłego pałacu” są właśnie absolwenci szkoły podstawowej – tacy, którym w procesie rekrutacji powiodło się nie za bardzo . A właściwie – nie powiodło im się wcale. Nie dostali się do żadnej ze szkół, do których aplikowali i ich ostatnią szansą jest obóz rekrutacyjny do prywatnego liceum, w którym zostało już tylko siedem miejsc. Co to za szkoła i według jakich kryteriów dokonany zostanie wybór przyszłych uczniów ???

Trzynastka nastolatków zjawia się w wyznaczonym terminie w pałacu na odludziu. Z tej trzynastki tak naprawdę poznajemy trójkę, a kolejna siódemka jest w jakiś sposób rozpoznawalna w tle. Już w czasie ich podróży do pałacu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Na miejscu okazuje się, że przestają działać wszystkie urządzenia elektroniczne, nie ma tam nikogo dorosłego, a oni muszą się mierzyć z rozmaitymi wyzwaniami…

Jedną z rzeczy, które mi się w tej książce podobały, jest sposób, w jaki Marta Kisiel opisuje swoich bohaterów. Już z tego, że się znaleźli w tym miejscu, możemy się domyślić, że nie są poukładanymi i dobrze zorganizowanymi prymusami. Każde z nich ma jakiś problem ze sobą, ale musi z nim żyć – radzić sobie z tym, jaki jest, znaleźć swoje mocne strony i po prostu polubić się. Choć te ich problemy są łatwe do nazwania, Autorka unika tego. Dzięki temu czytelnicy widzą w nich ludzi, którzy nie składają się wyłącznie z tego czy tamtego spektrum. Mają swoje osobowości, uczucia, pragnienia i charaktery.

Gdzieś do połowy tej historii czytało mi się ją znakomicie. Samo zawiązanie akcji, przybycie do pałacu, spotkanie bohaterów i to, jak się poznawali i zaczynali tworzyć grupę było naprawdę ciekawe. I ten pałac z jego tajemnicami – trochę jak Hogwart ! Potem, kiedy zaczęły się ich próby, zaczęłam mieć problem z ta opowieścią. Nie bardzo rozumiałam, do czego zmierza. O co chodzi w tych próbach i jak właściwie sobie z nimi bohaterowi poradzili, poza tym że przeżyli? Miałam nadzieję, że zakończenie mi to wyjaśni…

Nie wyjaśniło. Ten tom kończy się w taki sposób, że co prawda dowiadujemy się, kto z nich dostał się do szkoły, a kto nie, ale ani my, ani sami bohaterowie nadal nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi.

Ciąg dalszy nastąpi.

Marta Kisiel na swoich mediach społecznościowych poinformowała, że kolejny tom ma powstać do końca tego roku. Mam nadzieję, że słowa dotrzyma i w końcu wszystkiego się dowiemy, bo naprawdę jestem ciekawa !!!

Zazwyczaj nie lubię kolorowych brzegów w książkach, ale tutaj pasują i nawet mi się podobają.

Marta Kisiel „Zapadły pałac” (cykl: „Trupia główka” t.1), ilustr.: Joanna Kencka, wyd.: Mięta, Warszawa 2025