Przekręt na Van Gogha; Skok na Rembranta

Przekręt na Van Gogha; Skok na Rembranta

Chłopak pojawił się znikąd.

Widział jego odbicie w szybie ochronnej osłaniającej niewielką rzeźbę. Dzieciak miał blond włosy w lekkim nieładzie, ale poza tym wyglądał zupełnie zwyczajnie. Był w niebieskiej bluzie, dżinsach i trampkach…

Dwunastolatek siedzący samotnie kilka godzin w muzeum (przez które przewijają się tłumy ludzi, bo to przecież Narodowa Galeria Portretów w Waszyngtonie) nie budzi na ogół niczyjego zainteresowania. To nie kilkulatek, żebyśmy zaraz zaczęli się rozglądać, gdzie się podziali jego rodzice. Na chłopca w sali 83 obsługa zwróciła uwagę dopiero wtedy, kiedy zbliżała się pora zamknięcia muzeum…

i wtedy okazało się, że nie wie, ani jak się nazywa, ani gdzie mieszka, ani co robił, zanim usiadł na ławce przed rzeźbą Czternastoletniej tancerki Degasa.

Kim jest ? Skąd się wziął w tym muzeum i dlaczego nie pamiętając swojego imienia, wie tak wiele o wiszących tam obrazach ? Co spowodowało jego amnezję ? I wreszcie – najważniejsze: dlaczego ścigają go przestępcy i czego od niego chcą ???

Kryminały młodzieżowe, które czytywałam, będąc w odpowiednim dla nich wieku, były takie nie do końca poważne. Z zagadką do rozwiązania przez bystrego siódmoklasistę, z przestępcami niezbyt rozgarniętymi i nie bardzo groźnymi, a jeżeli sprawa była z tych poważniejszych, to rozwikływał ją dorosły, który jeździł niepozornym samochodem z silnikiem Ferrari pod maską.

Historie, które opowiada Deron R. Hicks, są inne. Mamy w nich do czynienia z prawdziwym, poważnym przestępstwem dokonywanym przez prawdziwych (można powiedzieć – profesjonalnych) przestępców, którzy po prostu nie docenili dwójki nastolatków. Art i Camille są w takim wieku, że z jednej strony ich samotna obecność w miejscach publicznych nikogo nie dziwi, ale z drugiej – mogą wydawać się bezbronni w konfrontacji z dorosłym, uzbrojonym mężczyzną. Nic bardziej mylnego, choć przecież nie są uzbrojeni i nie dysponują żadnymi nadprzyrodzonymi mocami !

Jeśli początek tej książki przypomniał komuś „Tożsamość Bourne’a”, to jest to skojarzenie bardzo uprawnione. Jej akcja toczy się jak dobry film sensacyjny, nie zdziwiłabym się, gdyby niedługo została zekranizowana, bo potencjał jest 😉

„Przekręt na Van Gogha” był wydany po polsku po raz pierwszy w 2019 roku, a teraz został wznowiony, bo ukazała się kolejna część przygód Arta i Camille. Znów mamy próbę przestępstwa w Narodowej Galerii Portretów, znów chodzi o dzieła sztuki z najwyższej półki, znowu ktoś nie docenił dwójki dzieciaków i w dodatku w sprawę wplątana zostaje także królowa Elżbieta. Tak, ta sama, którą znamy z serialu „The Crown”.

Książki z tej serii nie mają ilustracji, a jednak stanowią coś w rodzaju albumu ze sztuką, ale takiego z XXI wieku 😉 W tekście znajdują się kody QR, które można skopiować telefonem albo tabletem i już ma się dostęp do obrazów i innych dzieł sztuki, o których jest tam mowa. Kiedy ja, będąc w wieku czytelników tej serii, czytałam wykłady Pana Samochodzika z historii sztuki, musiałam sięgnąć po encyklopedię albo jakiś album stojący na półce Rodziców, żeby wiedzieć, o czym opowiadał. Ale przecież nie wszyscy czytelnicy mieli pod ręku księgozbiór mojego Taty ! Teraz jest im łatwiej, a w dodatku jest to kolejna okazja do tego, żeby dzisiejsi nastolatkowie nauczyli się korzystać z internetu nie tylko do wstawiania memów na media społecznościowe.

Sprawdziłam – w tej serii, która ma wspólny tytuł „The Lost Arts Mysteries”, ukazał się jeszcze jeden tom. Tym razem Art i Camille tropią przestępców w Londynie i liczę na to, że niedługo będziemy mogli o tym poczytać po polsku.

Deron R. Hicks „Przekręt na Van Gogha”, przekł: Maria Kabat, wyd.: Widnokrąg, Piaseczno 2021

Deron R. Hicks „Skok na Rembranta”, przekł: Anna Klingofer – Szostakowska, Sara Monasterska, wyd.: Widnokrąg, Piaseczno 2021

Sztuka nie tylko dla dzieci

Sztuka nie tylko dla dzieci

Wpis z 30 sierpnia 2007 roku – od tego czasu sytuacja na naszym rynku książki zmieniła się diametralnie i naprawdę nie mamy już na co narzekać. Chyba, że na nadmiar ciekawych pozycji 😉

Po niedawnym powrocie z Londynu i odwiedzinach w tamtejszych przymuzealnych sklepach narzekałam, że brakuje u nas książek dla dzieci o sztuce. Okazało się, że jednak troszeczkę przesadziłam. Przegląd półek moich córek, jakiego ostatnio dokonałam, ujawnił kilka takich pozycji. Dokładnie mówiąc – trzy, nawet w porywach do czterech, jeśli dwa tomy komiksu muzealnego uznamy za oddzielne pozycje 😉 Jedną z nich jest „Sztuka nie tylko dla dzieci”, którą Środkowa z moich córek znalazła pod choinką. To album przedstawiający 32 najrozmaitsze dzieła sztuki – różnych form, autorów i epok. Nie są ułożone chronologicznie – w odbiorze dzieła sztuki nie ma większego znaczenia, gdzie i kiedy owo dzieło powstało. Ważne jest tylko to, co czujemy obcując z nim.

Który z kształtów na obrazie Miró jest kobietą, a który ptakiem? Dlaczego płacze „Płacząca kobieta” Picassa ? Ilu żołnierzy walczy w „Bitwie Aleksandra Wielkiego” ? Dlaczego zwierzęta wchodzące na Arkę Noego są takie spokojne ? Jaką tajemnicę skrywa pod swoim uśmiechem Mona Lisa ? Czy przebieranie się można uznać za sztukę ?

W tym albumie nie znajdziecie odpowiedzi na te pytania – on je tylko zadaje. Odpowiedzi musimy poszukać sami – w swojej wyobraźni.

Oryginalny tytuł tej książki brzmi „The Art Book for Children”. Polski wydawca zmienił go – i słusznie ! Nie tylko dzieci, ale także dorośli znajdą tam wiele interesujących rzeczy. Dzięki niej możemy dostrzec w obrazach widzianych już wiele razy szczegóły i znaczenia, jakich się nawet nie domyślaliśmy.

To nie jest historia sztuki w obrazkach – nie trzeba jej czytać solennie od deski do deski. Można sięgać po nią w wolnych chwilach, otwierać na chybił trafił i oglądać. Zawsze znajdzie się tam coś ciekawego.

Sztuka nie tylko dla dzieci”, przekł.: Barbara Kęsek, wyd.: Znak, Kraków 2006

Linnea w ogrodzie Moneta

Linnea w ogrodzie Moneta

Wydawnictwo Zakamarki obchodzi dziś w Poznaniu hucznie swoje 12 urodziny, a ja przypominam jedno z moich książkowych marzeń, które zrealizowało 🙂

Wpis z 22 listopada 2009 roku:

„Linnea w ogrodzie Moneta” to druga obok „Przygód Astrid – zanim została Astrid Lindgren”  książka Christiny Bjork, która ukazała się w Polsce. I znów, tak jak o tamtej, chciałoby się zawołać: Jakaż to urocza książka ! Od pierwszej chwili, od momentu, kiedy bierze się ją do ręki, wciąga czytelnika w swój świat. Tekst, ilustracje, okładka (a nawet jej wyklejka !) stanowią spójna całość.

Historia jest prosta: mała Linnea i jej sąsiad – przyjaciel pan Blomkvist wyruszają na wakacyjną wyprawę ze Szwecji do Paryża i podparyskiego Giverny. Dlaczego właśnie tam ? Dlaczego nie interesuje ich wieża Eiffla, Luwr i inne typowe, paryskie atrakcje turystyczne ?

Odpowiedź też jest prosta – oboje uwielbiają obrazy Moneta i chcą zobaczyć na własne oczy (a nie na reprodukcji w albumach) nie tylko ich oryginały, ale również miejsca, gdzie powstawały, miejsca na nich uwiecznione. Odwiedzają więc muzeum Mormottan i Oranżerię w ogrodach Tulliers oraz dom w Giverny, gdzie Monet ze swoją (mówiąc współcześnie) patchworkową rodziną spędził ponad 30 lat, uprawiając ogród i malując w nim obrazy.

Przy okazji, mimochodem, czytelnicy dowiadują się wielu interesujących rzeczy – o tym, czym był impresjonizm i dlaczego tak się nazywał, o tym, jak Monet malował swoje nenufary i o tym, dlaczego tak często malował ten sam mostek nad stawem, i o wielu innych rzeczach. Lubię (i lubiłam jako dziecko) książki, które tak właśnie przekazują wiedzę– bez silenia się na akademicki wykład i encyklopedycznego zadęcia.

W tej książce reprodukcjom obrazów Moneta i zdjęciom towarzyszą ilustracje Leny Anderson. Ilustracje, które bardzo mnie zdziwiły, kiedy pierwszy raz miałam ją w ręku (jeszcze w poprzednim wydaniu, z innym tłumaczeniem). Spodziewałam się czegoś… nie wiem, może.. bardziej w stylu Moneta. Później jednak doszłam do wniosku, że połączenie w jednej książce Mistrza i czegoś, co go naśladuje, wypadłoby zdecydowanie ze szkodą dla naśladowcy. A tak – Monet to jedno, a pozostałe ilustracje są w stylu… Linnei 😉 Polubiłam tę pyzatą dziewczynkę w słomkowym kapeluszu i sympatycznego staruszka w okularach – pana Blomkvista.

Mam nadzieję, że „Zakamarki” nie każą nam długo czekać na pozostałe książki Christiny Bjork 😉 (edit: potem ukazała się jeszcze „Linnea w ogrodzie” oraz „Księżniczki i smoki” i „Rycerze i smoki”)

Christina Bjork (tekst), Lena Anderson (ilustr.) „Linnea w ogrodzie Moneta”, przekł.: Agnieszka Stróżyk, wyd.: Zakamarki 2009