Jabłonka Eli

Jabłonka Eli

Wpis z 26 kwietnia 2009 roku, ktory uświadomił mi, jak wiele się przez te 11 lat w moim życiu zmieniło 🙂

Jakiś czas temu zauważyłam ze zdziwieniem, że rok dzieli się dla mnie nie na cztery, jak u wszystkich, tylko na dwie pory roku. Jest pora zimna, kiedy nasze życie rodzinne ogranicza się do domu i pora ciepła, która się właśnie zaczęła. Wtedy nasz dom jest od rana do nocy otwarty na przestrzał, taras staje się kolejnym pokojem, a moje córki (teraz już tylko Najmłodsza z nich) dzień cały spędzają na drzewie.

To drzewo to stary orzech rosnący przed domem – ogromny i rozgałęziony. Mój Mąż specjalnie poprzycinał jego gałęzie tak, żeby dzieciom łatwiej było się wspinać. Na orzechu wiszą rozmaite sprzęty do zwisania i bujania się. Fajne jest też siedzieć sobie gdzieś wysoko wśród liści i znienacka zagadywać do sąsiadów przechodzących ulicą 😉 Jeszcze fajniej – wspinać się razem z odwiedzającymi nas dziećmi. Liście na nim pojawiają się dość późno, najpóźniej ze wszystkich drzew w naszym ogrodzie, a opadają najwcześniej i wtedy jest sporo grabienia. Zimą buszują po nim wiewiórki.

Nasz orzech ma wiele wspólnego z jabłonką Eli. Posłuchajcie:

Ela mieszka w domu z ogrodem. To niewielki ogród z małymi rabatkami, po których nie wolno deptać. Ale są też w ogrodzie inne miejsca, gdzie Ela może się bawić. W drewnianej chatce, którą zbudował tata, albo na wielkim kamieniu, który nazywa własną Górką. Na środku ogrodu rośnie duża jabłoń i na niej Ela najbardziej lubi się bawić.

Olek też. Olek jest kolegą Eli. Oboje bardzo lubią wspinać się na jabłonkę. (…)Ela ma swoją własną gałąź, na której zawsze siedzi, a Olek swoją. Gałąź Eli jest bardzo wysoko, a Olka trochę niżej. Mogą sobie stamtąd popatrzeć przez te wszystkie kwiatki.

Jabłonka Eli” to książka, która opisuje odwieczny cykl życia, powtarzający sie nieodmiennie w każdym roku od wiosny do… następnej wiosny. Wiosną jabłoń robi się cała biała od kwiatów, które kwitną na jej gałęziach. (…) Latem drzewo zmienia się w zieloną grotę. (…) Jesienią zielone kwasidła zmieniają się w bardzo smaczne zółto – czerwone jabłka. Ela i Olek wspinają się na drzewo i zrywają wszystkie jabłka, do których udaje im się dosięgnąć. Zimą spada śnieg, a któregoś dnia przychodzi wichura i łamie jabłonkę. Wszystkim jest bardzo smutno z tego powodu, ale rodzice postanawiają, ze wiosną posadzą nowe drzewko na miejscu starego. Nowe drzewko jest oczywiście dużo mniejsze, ale poza tym wszystko jest tak samo. Na wiosnę zakwita, potem ma listki, a jesienią dojrzewa na niej pierwsze jabłko… I w następnym roku też tak będzie, i w następnym…

Jak wszystkie książki o Eli i Olku, także i „Jabłonkę Eli” napisała i zilustrowała Catarina Kruusval, a jej ilustracje na pierwszy rzut oka przypominają te autorstwa Ilon Wikland. Szczególnie obrazek na wyklejce ukazujący trochę z góry uliczkę, przy której mieszkają nasi bohaterowie. Przyjrzawszy im się dokładniej możemy stwierdzić, że kreska obu Pań różni się wyraźnie. Łączy je natomiast to, co lubię najbardziej czyli wyraźny duch skandynawski 😉

Update 2020: Znowu mamy, choć jakoś tak bez przekonania, kolejną wiosnę i znów mogę zaczynać dzień od otworzenia drzwi na taras. Wszystkie moje córki zdecydowanie wyrosły już z wieku, w którym się łazi po drzewach. Zresztą – mieszkamy już gdzie indziej, ale po tamtym orzechu, mam nadzieję, wspinają się dzieci kolejnych właścicieli naszego domu.

Z tamtych czasów zostało mi na pamiątkę tylko zdjęcie zrobione przez mojego Tatę w 2003 roku 🙂

Catarina Kruusval (tekst i ilustracje) „Jabłonka Eli”, przekł.: Katarzyna Skalska, wyd.: Zakamarki, Poznań 2009

Spacerkiem przez rok

Spacerkiem przez rok

Wpis z 16 listopada 2016 roku – remont co prawda się dawno skończył, ale za oknem dziś niezbyt sympatycznie, więc może znów schować się w książce ?

Za oknami szaro, buro i ponuro, z nieba siąpi coś jakby deszcz ze śniegiem, a w domu szaleje tajfun remontu. Jedynym schronieniem w takich warunkach jest książka.

Rok dwanaście ma miesięcy

oraz cztery pory roku,

więc odwiedźmy je spacerkiem,

pomalutku, krok po kroku…

„Spacerkiem przez rok” Małgorzaty Strzałkowskiej znakomicie się to takiego eskapizmu nadaje – głównie z powodu cudownych ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej, na których nawet szary listopad jest zdecydowanie przyjemniejszy niż w realu. Oglądając je, odnosi się wrażenie, że Ela użyła do nich (wydobytych z jakiegoś tajemnego schowka) specjalnych farb : miodowej, nocnej, deszczowej, szronowej czy fajerwerkowej 😉

Większość polskich nazw miesięcy –

poza marcem oraz majem –

to są stare polskie nazwy,

zgodne z dawnym obyczajem.

Od słów często zapomnianych

swój rodowód długi wiodą

i od niepamiętnych czasów

powiązane są z przyrodą.

To nie jest pierwsza tego typu książka, która miałam w ręku. Jak zawsze są w niej wiersze opisujące pory roku i kolejne miesiące, jest też kilka ekstra – o wiosennych zapachach czy nocy wigilijnej. Dużą niespodzianką były dla mnie te, które wyjaśniały znaczenie polskich nazw miesięcy. Nie jest rzeczą prostą zrobić to w sposób zrozumiały dla kilkulatka i w dodatku wierszem, ale Małgorzacie Strzałkowskiej udało się to wspaniale.

Małgorzata Strzałkowska „Spacerkiem przez rok”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2016