Wołek i osiołek. Powiastka tradycyjna

Wołek i osiołek. Powiastka tradycyjna

Pod względem ilustratorskim rok 2025 był dla mnie Rokiem Eli Wasiuczyńskiej!!!

Jedną z pierwszych książek, które stanęły w nim na półkach Małego Pokoju, była „Mała wiedźma Bazylka”. Lato upłynęło mi na zachwytach nad „Kroniką olsztyńską i innymi zielonymi wierszami” Gałczyńskiego, a grudzień niespodziewanie przyniósł tę uroczą książeczkę.

To była zupełnie nieoczekiwana adwentowa niespodzianka!!!

Pierwszy sygnał o tym, że coś się wydarzy, wydawnictwo Wołek i Osiołek umieściło na swoim fejsbukowym profilu 4 grudnia, a cztery dni później uchyliło rąbka tajemnicy. Wyglądał ów rąbek następująco 😉


Wtedy już nie miałam wątpliwości, że w tej zapowiadanej niespodziance maczała swoje czarodziejskie paluszki Ela Wasiuczyńska. Następnego dnia zostało to oficjalnie potwierdzone i rozpoczęła się przedsprzedaż, bo książka była jeszcze w druku. Wydawnictwo zaczęło ją wysyłać 18 grudnia i dzięki pomocy aniołków (dla niepoznaki przebranych za kurierów InPostu 😉 ) udało się jej dotrzeć do mnie jeszcze przed Świętami. Z radością zrobiłam sobie taki prezent i to w wersji wypasionej, w której książce towarzyszyły nie tylko kartki świąteczne z ilustracjami z niej ale także pyszne krówki, w papierkach zaprojektowanych przez Elę.

To prawdziwa uczta dla ciała i dla ducha!!!

Każdy anioł w Niebie, nawet ten najmniejszy, pamięta historię Bożego Narodzenia.

Ale mało który wie, jak to się stało, że spośród tak wielu zwierząt i zwierzątek to właśnie Wołek i Osiołek znaleźli się przy żłóbku…

I tego właśnie możemy dowiedzieć się z tej powiastki. To bardzo prosta historia, zrozumiała już dla najmłodszych czytelników, bo przeznaczona jest dla dzieci w wieku do 4 lat. W warstwie tekstowej nie jest ona szczególnie rozbudowana, można powiedzieć, że całą robotę robią tu ilustracje, które są po prostu zachwycające. Wszystko jest tam piękne – i anioły,

i zwierzęta,

i scena w stajence, z małym Jezuskiem smyrającym Wołka po pysku 🙂

„Wołek i osiołek” to wśród dziesiątków (jeśli nie setek) książek o tematyce świątecznej zjawisko rzadkie. Naprawdę, niewiele jest wśród nich takich, które umieszczają te święta w ich pierwotnym, religijnym kontekście. Właśnie ta luka rynkowa spowodowała, że kilka lat temu Julianna Wołek, mama (wówczas) pięciorga (a obecnie – dziewięciorga) dzieci, napisała opowiadanie „Cud Bożego Narodzenia”. A potem, żeby je wydać w wersji książkowej, razem z mężem rozpisali zbiórkę i założyli wydawnictwo, którego historię znajdziecie —>>>tu.

Potem powstało jeszcze oparte na „Cudzie Bożego Narodzenia” słuchowisko z muzyką męża Julianny – Jakuba Wołka. No i wreszcie tegoroczna adwentowa nowość – czyli „Wołek i osiołek. Powiastka tradycyjna”. Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że na tym się nie skończy. Bardzo czekam na kolejne nowości tego wydawnictwa 🙂

P.S. Wiem, że nie byłam jedyną osobą, której rozważania nad tym, jakie zwierzęta towarzyszyły Jezusowi w stajence, skojarzyły się z londyńskimi jasełkami z filmu „Love actually”. Tam w stajence znalazło się miejsce nie tylko dla ośmiornicy, ale także dla (niejednego) homara. Nie odmówię sobie przyjemności podzielenia się z wami jedną z moich ukochanych scen z tego filmu 😉

Cieszę się, że dzięki tej książce, nikt już nie będzie miał wątpliwości co do tego, kto tam był naprawdę i dlaczego 🙂

Julianna Wołek (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustr.) „Wołek i osiołek. Powiastka tradycyjna”, wyd.: Wołek i Osiołek, Kraków 2025

Cud Bożego Narodzenia

Cud Bożego Narodzenia

„Cud Bożego Narodzenia” to kolejna tegoroczna nowość w kategorii książek świątecznych, ale jest ona wśród nich nietypowa. Należy do tych najrzadszych, które nazywam bożonarodzeniowymi i które wpisują te święta w ich kontekst religijny. To paradoks, ale wśród dominujących na rynku książek świętomikołajowych (takich jak „Prezent gwiazdkowy dla Kornelusza Klopsa” czy „Milion miliardów świętych mikołajów”) i choinkowych (jak „Bombka z gwiazdką”) trudno jest znaleźć takie, które wyjaśniałyby dzieciom, skąd się w ogóle te święta wzięły i dlaczego je obchodzimy. Może dlatego, że coraz więcej osób stara się o tym nie pamiętać ? Jeśli już się jednak znajdą, to na ogół są… mówiąc najoględniej – takie sobie. Perełki w rodzaju „Wigilijnej opowieści” zdarzają się bardzo rzadko, więc „Cud Bożego Narodzenia” jest tutaj wyjątkowy podwójnie 🙂

Tę książkę autorka wydała samodzielnie, rozpisując wcześniej zrzutkę w internecie, a przy tej okazji wyjaśniając, jak do tego doszło:

Trzy lata temu, obserwując dziecięcy zachwyt nad szopkami bożonarodzeniowymi, napisałam książkę. Początkowo było to opowiadanie przeznaczone dla mojej rodziny i znajomych. W ubiegłym roku udostępniłam tekst bezpłatnie w Internecie. Odnotowaliśmy blisko 900 pobrań. Otrzymałam wiele bardzo pozytywnych wiadomości z życzeniami wydania książki w tradycyjny sposób. Dzisiaj, z pewną obawą, ale i radością, uruchamiam przedsprzedaż!

Być może przeoczyłabym tę książkę (a szkoda by było !), ale do sięgnięcia po nią zachęciła mnie okładkowa rekomendacja Wojciecha Widłaka. Warto było zaufać takiemu autorytetowi 🙂

Pod granatowym niebem powoli pustoszały ulice. Okna domów, bloków i kamienic rozpalały się ciepłym światłem. Migotały w nich kolorowe lampki, gdzieniegdzie płonęły świece. Przypominały małe latarnie, przywołujące ostatnich zbłąkanych przechodniów. I rzeczywiście, raz po raz ktoś znikał w bramie, by po chwili pojawić się w ciepłym, jasnym mieszkaniu. Miasto trwało w uroczystym oczekiwaniu.

Jak można się tego było spodziewać po tytule, akcja „Cudu Bożego Narodzenia” rozpoczyna się wieczorem 24 grudnia, a kończy następnego dnia. Anielka i jej Babcia nakrywają stół do wieczerzy wigilijnej i czekają na przybycie rodziców dziewczynki, którzy na co dzień pracują za granicą. Niestety, okazuje się, że nie dotrą oni na czas. Rozżalona dziewczynka wybiega z domu. Najpierw błąka się po opustoszałym (bo wszyscy siedzą już przy stołach i choinkach) mieście, a następnie chowa się przed wiatrem i śnieżycą w pustym kościele. I tam właśnie przydarza jej się coś niezwykłego…

Czy to był sen czy tytułowy cud ? Czy Anielka naprawdę przeniosła się w czasie do Betlejem w noc Narodzenia Pańskiego czy tylko przyśniło jej się to, kiedy zmęczona, zmarznięta i rozżalona zasnęła koło ruchomej szopki ?

„Cud Bożego Narodzenia” to książka, która przypomina nam o tym, dlaczego w ogóle obchodzimy te Święta. Pokazuje ich sens widziany z perspektywy rzadko obecnej w tego rodzaju książkach – perspektywy osób, dla których kościół to nie tylko zabytek i atrakcja turystyczna w zwiedzanym mieście, osób, dla których modlitwa jest potrzebą serca, a Pasterka najważniejszym przeżyciem tych świąt.

Dobrze, że ta książka, tak pięknie i niecukierkowo zilustrowana przez Sarę Tchorek, powstała. Dobrze, że możemy sięgnąć po nią w tym tak trudnym i nietypowym roku, w którym nadzieja jest na wagę złota.

Julianna Wołek „Cud Bożego Narodzenia”, ilustr.: Sara Tchorek, wyd.: Wołek i osiołek 2020