Ulica Awanturników

Ulica Awanturników

Pomyślałam, że lepiej będzie umieścić książki Astrid Lindgren z serii o Lotcie i jej rodzeństwie – Jonasie i Mii Marii razem w jednym wpisie. Teraz już można przeczytać je wszystkie, ale kiedy moje córki były małe, co jakiś czas ukazywała się kolejna, przyjmowana przez nas z radością część. Najmłodsza z córek była naszą rodzinną Lottą – to skojarzenie narzucało się nie tylko z powodu jej charakteru, ale też dlatego, że jej ukochaną przytulanką był misiowaty prosiaczek o imieniu Nisiek 🙂

W 2008 roku wybraliśmy się całą rodziną do Szwecji. Odwiedziliśmy wtedy Vimmerby, gdzie dzieciństwo spędziła Astrid Lindgren i gdzie mieści się „Świat Astrid Lindgren”. Stamtąd pochodzi to zdjęcie zrobione na ulicy Awanturników, na werandzie domu cioci Berg.

Od lewej córki: Środkowa, Najstarsza, Najmłodsza i oczywiście Nisiek 🙂

Wpis z 24 maja 2006 roku:

Rodzina Nymanów mieszka w żółtym domu przy ulicy Garncarzy. Kiedyś było to miejsce ciche i spokojne, ale, odkąd urodzili się Jonas, Mia Maria i Lotta, zmieniło się w ulicę Awanturników. Błogi spokój skończył się z chwilą, gdy Jonas stał się na tyle duży, by walić grzechotką w brzeg łóżka w niedzielne ranki, kiedy tatuś chciał jeszcze pospać. Mimo że cała trójka robi sporo zamieszania, wydaje się, że dorosłym to wcale nie przeszkadza. Bohaterowie tej książki rosną otoczeni miłością i życzliwą akceptacją wszystkich dookoła – rodziców, dziadków i sąsiadów. Jak sami opowiadają, ciocia Berg (sąsiadka, którą odwiedzają, przełażąc przez płot) cieszy się z ich wizyt nawet dwa razy – Najpierw, kiedy przyszliśmy, a potem, kiedy wychodziliśmy 😉 )

Mali Nymanowie to normalne rodzeństwo, które bawi się i kłóci na zmianę. Jak to często bywa przy trójce dzieci, role są podzielone: najstarszy Jonas (jedyny chłopiec, co też jest nie bez znaczenia) zawsze rządzi młodszymi siostrami (a przynajmniej usiłuje ;-), środkowa Mia Maria jest najmniej wyrazista, trochę wycofana i zdominowana przez skrajną dwójkę, zaś najmłodsza Lotta – z jednej strony wykorzystywana przez starszych i systematycznie robiona przez nich w bambuko (jak podczas zabawy w piratów), z drugiej jednak – wcale nie taka bezradna, w dodatku nadrabiająca sprytem, przedsiębiorczością i uporem (a jest uparta jak stary kozioł). Zupełnie jak moja Najmłodsza, która na ogół świetnie sobie radzi, a w najtrudniejszych momentach krzyczy: Mama, ONE MNIE TRAKTUJĄ !!! (dla niewtajemniczonych – traktowanie jest w naszym domu synonimem maltretowania przez starsze siostry 😉 )

Czytając dzieciom coraz dłuższe książki nieuchronnie dochodzimy do chwili, kiedy pozycje dające się przeczytać jednorazowo od deski do deski stają się zbyt krótkie i zbyt dziecinne. Przychodzi wtedy czas na książki na kilka wieczorów i tu „Dzieci” sprawdzają się znakomicie. Każdy rozdział opowiada oddzielną historię – bez problemu można przerwać lekturę i wrócić do niej następnego dnia. Spośród wszystkich książek Astrid Lindgren – ta skierowana jest do najmłodszych czytelników. Życie na ulicy Awanturników, takie spokojne i zwyczajne będzie zrozumiałe dla każdego malucha.

„Dzieci z ulicy Awanturników” to książka dużo mniej znana od swojej drugiej części czyli „Lotty z ulicy Awanturników”. Nie rozumiem, dlaczego tak jest, ale spotkałam sporo dzieci, które, znając i lubiąc „Lottę”, nigdy nie czytały pierwszego tomu. Zdarza się, że w bibliotekach też mają tylko drugą część tego cyklu.

„Lotta z ulicy Awanturników” opowiada historię trochę już starszej bo pięcioletniej Lotty, która narozrabiała (a może po prostu był to jeden z jej echowych dni ?) i w przypływie buntu wyprowadziła się z domu. Urządziła sobie mieszkanko na strychu u sąsiadki i świetnie się tam bawiła we własne gospodarstwo. Dopiero, kiedy zapadł zmrok, okazało się, że jednak zdecydowanie najbezpieczniejszym i najprzytulniejszym miejscem na świecie jest jej własne łóżeczko.

Kiedy czasem zdarzało mi się nazwać naszą Najmłodszą – Lottą (bo nie tylko ja widzę ogromne podobieństwo między nimi), ta nadymała się i mówiła: Nie jestem Lotta, bo ona ma Niśka. Ostatnio udało mi się znaleźć odpowiednią przytulankę – taką miśkową świnkę, która wyczerpuje wszelkie znamiona bycia Niśkiem.  Niedawno miała imieniny i od tego czasu mamy w domu stuprocentową Lottę. Możecie się do mnie zwracać – Pani Nymanowa 😉 )

Astrid Lindgren „Dzieci z ulicy Awanturników”, przekł: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 1994 (wyd. pierwsze)

Astrid Lindgren „Lotta z ulicy Awanturników”, przekł.: Maria Olszańska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 1997 (wyd. pierwsze)

Wpis z 8 listopada 2007 roku:

Moja Najmłodsza – jak już pisałam wcześniej – jest kolejną emanacją Lotty z ulicy Awanturników . Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Po pierwsze – jest uparta jak stary kozioł i jeśli czegoś chce, to nie ma dla niej przeszkód nie do pokonania. Zupełnie jak Lotta. Po drugie – ma Niśka, który jest jej ukochaną zabawką. Zupełnie jak Lotta. Nisiek jeździ z nami wszędzie, ostatnio żeglował po Mazurach. Nawet w nocy się nie rozstają.

Nasz Nisiek jest nieco bardziej wyględny od oryginału, który był dziełem rąk Mamy Nymanowej, ale równie mocno kochany. Niedawno udał się z Julką do szkoły i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że innym dzieciom hasło Nisiek nic nie mowi. Nie znają Niśka. Nie znają Lotty. Nic nie wiedzą o ulicy Awanturników. Jak to jest możliwe ???

Nasza pierwszoklasistka przyniosła właśnie pierwsze zaproszenie na urodziny do koleżanki z klasy. Nie mamy problemu z prezentem, bo ukazała się nowa książka o rodzinie Nymanów z ulicy Garncarzy (zwanej również ulicą Awanturników) – „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze”W sam raz na wieczorek zapoznawczy z Lottą 😉

Lotta kończy pięć lat i bardzo chce dostać na urodziny prawdziwy rower. Musi przecież udowodnić wszystkim, że umie na nim jeździć – szczególnie Jonasowi i Mii Marii, którzy uważają, że jest na to za mała. Bo przecież umie – po kryjomu. Ponieważ jednak roweru nie dostała, postanawia zwędzić na trochę stary rower, który widziała w szopie u cioci Berg…

Słucham ? Uważacie, że to się nie może dobrze skończyć ? A jednak może – w końcu napisała to Astrid Lindgren. U niej wszystko zawsze dobrze się kończyło.

Po obejrzeniu tej książki Najmłodsza stwierdziła, że Nymanowie z całą pewnością mieszkają po sąsiedzku  Peterem i Leną. Rzeczywiście – ilustracje w tych książkach są bardzo podobne, ukazujące wszystko ze specyficznej perspektywy, niemal z lotu ptaka. I te domki takie podobne… I ulica… I meble…

A uważny oglądacz może spotkać tam samą Astrid Lindgren sportretowana przez Ilon Wikland pod postacią…

figę z makiem – poszukajcie sami 😉

Astrid Lindgren „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Zakamarki, Poznań 2007

Wpis z 17 grudnia 2008 roku:

Ze mną to jest dziwnie. Ja tyle umiem. Skombinować choinkę i różne inne rzeczy. Tak, naprawdę umiem wszystko. (…) Chociaż oczywiście – dodała Lotta – nie umiem zjeżdżać slalomem !

Czy mogę powiedzieć o tej książce coś, czego nie powiedziałam o poprzednich ? Chyba niewiele. Może tylko to, że jest to książka bardzo zimowa, trochę świąteczna, a swoją atmosferą przypomina ostatni rozdział z „Dzieci z ulicy Awanturników”.

Są w niej wszyscy, którzy tam być powinni, a więc: rodzice Lotty, i Jonas, i Mia Maria, i ciocia Berg, i jej piesek Skotty, i Nisiek (który znajduje się w poważnych tarapatach). Jest też parę innych osób i oczywiście Lotta. Bez niej nie było by tej książki.

Bez niej i bez ilustracji Ilon Wikland – uroczych jak zawsze. Szwedzka zima, która nam podarowała, choć trochę wynagradza to, co mamy za oknem. Spójrzcie na te obrazki i porównajcie. Czy tak wygląda zima ???

Astrid Lindgren „Pewnie, że Lotta umie prawie wszystko”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Zakamarki, Poznań 2008

Wpis z 19 kwietnia 2009 roku:

– Teraz jestem zła – powiedziała Lotta. – Żebyście wiedzieli ! (...)

Może nie snuła się całe przedpołudnie, czekając na nich ? I może nie obiecali, że Lotta i Mia Maria, i Jonas przebiorą się za czarownice wielkanocne i w trójkę odwiedzą wszystkich mieszkańców ulicy Awanturników, żeby im zaśpiewać i dostać cukierki, tak jak zawsze w Wielki Czwartek ?

Pewnie, że Lotta jest wesołym dzieckiem” to książka wielkanocnie przedświąteczna 😉 Pojawiają się tam szwedzkie zwyczaje wielkanocne -przebieranki w Wielki Czwartek, słodycze od wielkanocnego zajączka w Wielką Sobotę.

Właśnie z tymi słodyczami jest problem, bo sklep ze słodyczami na ulicy Awanturników właśnie przestał istnieć. Jak powiedział Lotcie jego właściciel – Grek Vasilis: Wy w tym kraju jecie za mało cukierków. Tylko w sobotę ! Z tego się nie da utrzymać. Nie ma sklepu i Tatuś (jak się okazuje – zastepujący wielkanocnego zajączka) nie ma gdzie kupić słodyczy. Lotta nie byłaby jednak Lottą, gdyby nie znalazła rozwiązanie tego problemu 😉

Moja Najmłodsza zgłosiła reklamację po jej przeczytaniu: dlaczego nie ma w niej w ogóle Niśka ? Gdyby Astrid Lingren jeszcze żyła, pewnie napisałaby do niej list z prośbą o uzupełnienie tego braku 😉

Czytałyśmy tę książkę z pewnym smutkiem, mimo że wcale smutna nie jest. Nie może nam być jednak wesoło ze świadomością, że to już ostatnia historia o Lotcie. Koniec. Finito. The end 😦

Mimo wszystko jednak cieszę się, że nieocenione „Zakamarki” pojawiły się na naszym rynku w samą porę i wydały wszystkie te książeczki zanim ostatnia z moich córek zdążyła z nich definitywnie wyrosnąć.Chwała im za to i cześć !!!

I jeszcze małe podsumowanie 🙂

Spotykam się dość często z pytaniem o kolejność, w jakiej należy czytać książki tego cyklu. Odpowiedź jest prosta – wystarczy uważnie przyjrzeć się ilustracjom Ilon Wikland.

W  „Dzieciach z ulicy Awanturników”  Lotta to jeszcze trzy czy czteroletni maluszek z pulchnymi nóżkami. W „Lotcie z ulicy Awanturników” i  „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze” wyraźnie podrosła i jest zbuntowaną pięciolatką. W  „Pewnie, ze Lotta umie prawie wszystko” – to już całkiem spora panna, która dzielnie pomaga Mamie i Cioci Berg. A w ostatniej – „Pewnie, że Lotta jest wesołym dzieckiem” jeszcze urosła i wyleciał jej pierwszy ząb !

Astrid Lindgren „Pewnie, że Lotta jest wesołym dzieckiem”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Zakamarki, Poznań 2009

Na koniec, już w 2019 roku dodam, że pierwsze dwa tomy ukazały się razem jako „Przygody dzieci z ulicy Awanturników„, natomiast trzy ostatnie historie wyszły w jednym tomie pod tytułem „Lotta. Trzy opowiadania”

Astrid Lindgren „Przygody dzieci z ulicy Awanturników”, przekł: Maria Olszewska, Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2017

Astrid Lindgren „Lotta. Trzy opowiadania”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Zakamarki, Poznań 2013

3 myśli w temacie “Ulica Awanturników

  1. Uwielbiam książki Astrid Lindgren! O dziwo, nie poznałam Lotty, kiedy byłam mała! Dopiero kiedy mój Starszak był w wieku odpowiednim do zawarcia znajomości z dzieciakami z Ulicy Awanturników, trafiłam na pierwszą książkę i nich. Te w Zakamarkach ukazały się akurat wtedy, kiedy to Młodszy mógł ich słuchać na dobranoc:) Do dziś ciepło myślę o Lotcie i jej rodzeństwie:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s