
Nie jestem szczególną koneserką literatury fantasy, ale bardzo lubię twórczość Marty Kisiel – niezależnie od gatunku, do jakiego można zaliczyć jej kolejne książki. Podoba mi się jej odjechany humor, niesamowite skojarzenia i zaskakujące zwroty akcji, które serwuje czytelnikom.
„Zapadły pałac” przeczytałam od razu, kiedy się ukazał, a więc pod koniec zeszłego roku. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała aż do ostatniej, znalazłam tam wiele rzeczy, które mi się podobały, ale na koniec… zostałam z poczuciem, że nie wiem, co o niej myśleć. I w takim pomieszaniu trwam do dziś.
Żeby to wyjaśnić muszę trochę zdradzić zakończenie, więc lojalnie uprzedzam, że czytając dalej jesteście na to narażeni i robicie to wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Odkąd Najmłodsza z moich córek szczęśliwie zdała maturę, co roku cieszę się, że nie muszę już mieć do czynienia z polskim systemem oświaty. Szczególnie współczuję rodzinom, w których ktoś kończy ósmą klasę i muszą zmierzyć się z rekrutacją do szkoły średniej. Maturzyści też nie mają łatwo, ale oni są już doroślejsi, a maturę można poprawić za rok. Ósmoklasiści tego luksusu nie mają, więc wynik, który osiągną na egzaminie i świadectwie, zdecyduje o tym, gdzie spędzą następne cztery lata.
Bohaterami „Zapadłego pałacu” są właśnie absolwenci szkoły podstawowej – tacy, którym w procesie rekrutacji powiodło się nie za bardzo . A właściwie – nie powiodło im się wcale. Nie dostali się do żadnej ze szkół, do których aplikowali i ich ostatnią szansą jest obóz rekrutacyjny do prywatnego liceum, w którym zostało już tylko siedem miejsc. Co to za szkoła i według jakich kryteriów dokonany zostanie wybór przyszłych uczniów ???

Trzynastka nastolatków zjawia się w wyznaczonym terminie w pałacu na odludziu. Z tej trzynastki tak naprawdę poznajemy trójkę, a kolejna siódemka jest w jakiś sposób rozpoznawalna w tle. Już w czasie ich podróży do pałacu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Na miejscu okazuje się, że przestają działać wszystkie urządzenia elektroniczne, nie ma tam nikogo dorosłego, a oni muszą się mierzyć z rozmaitymi wyzwaniami…
Jedną z rzeczy, które mi się w tej książce podobały, jest sposób, w jaki Marta Kisiel opisuje swoich bohaterów. Już z tego, że się znaleźli w tym miejscu, możemy się domyślić, że nie są poukładanymi i dobrze zorganizowanymi prymusami. Każde z nich ma jakiś problem ze sobą, ale musi z nim żyć – radzić sobie z tym, jaki jest, znaleźć swoje mocne strony i po prostu polubić się. Choć te ich problemy są łatwe do nazwania, Autorka unika tego. Dzięki temu czytelnicy widzą w nich ludzi, którzy nie składają się wyłącznie z tego czy tamtego spektrum. Mają swoje osobowości, uczucia, pragnienia i charaktery.

Gdzieś do połowy tej historii czytało mi się ją znakomicie. Samo zawiązanie akcji, przybycie do pałacu, spotkanie bohaterów i to, jak się poznawali i zaczynali tworzyć grupę było naprawdę ciekawe. I ten pałac z jego tajemnicami – trochę jak Hogwart ! Potem, kiedy zaczęły się ich próby, zaczęłam mieć problem z ta opowieścią. Nie bardzo rozumiałam, do czego zmierza. O co chodzi w tych próbach i jak właściwie sobie z nimi bohaterowi poradzili, poza tym że przeżyli? Miałam nadzieję, że zakończenie mi to wyjaśni…
Nie wyjaśniło. Ten tom kończy się w taki sposób, że co prawda dowiadujemy się, kto z nich dostał się do szkoły, a kto nie, ale ani my, ani sami bohaterowie nadal nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi.
Ciąg dalszy nastąpi.
Marta Kisiel na swoich mediach społecznościowych poinformowała, że kolejny tom ma powstać do końca tego roku. Mam nadzieję, że słowa dotrzyma i w końcu wszystkiego się dowiemy, bo naprawdę jestem ciekawa !!!

Nie jestem wielbicielką kolorowych brzegów w książkach, ale tutaj pasują i nawet mi się podobają.
Marta Kisiel „Zapadły pałac” (cykl: „Trupia główka” t.1), ilustr.: Joanna Kencka, wyd.: Mięta, Warszawa 2025
