czyli trzecia książka z cyklu o Felusi – o pierwszych dwóch pisałam —>>>tutaj
Mam z tą książką pewien problem. Tylko jeden, ale za to poważny. Otóż – niewiele mogę o niej powiedzieć, bo wszystko już napisałam przy okazji pierwszych dwóch części tego cyklu 😉
„Bardzo fajny patyk” to kolejna historia, która przydarzyć się może wszystkim rówieśnikom Felusi. Myślę, że nie ma dziecka, które choć raz nie znalazło takiego patyka, kamienia czy innej rzeczy, która z punktu widzenia dorosłych była zupełnie zwyczajna, ale dla niego – jedyna i niepowtarzalna. Ileż takich artefaktów przywędrowało do domu z moimi córkami! A następnego dnia okazywały się zupełnie zwyczajne i dzieci przestawały zwracać na nie uwagę… Oczywiście tylko do momentu, kiedy chciałam owo cudo wyrzucić, więc trzeba to było robić bardzo dyskretnie, kiedy zajmowały się czymś innym 😉
Podobnie jak było z poprzednimi częściami tego cyklu – również w tej rodzice mogą się czegoś nauczyć od Mamy Felusi. Kiedy widzi ona, że jej córeczka bawi się patykiem, nie reaguje w sposób typowy dla większości dorosłych, który ja nazywam odruchowym zakazywaniem. Zamiast wołać: Zostaw to! Krzywdę sobie zrobisz! upewnia się po prostu, że dziewczynka bawi się nim w sposób bezpieczny.
Zastanawiam się, skąd się w dorosłych bierze ten (tłumiący w dzieciach naturalną ciekawość świata) odruch zakazywania??? Dochodzę do wniosku, że po pierwsze – z wygody (bo zdejmuje to z nich obowiązek zadbania o to, żeby dziecko nauczyło się bezpiecznego posługiwania np. patykiem), a po drugie – z niewiary w to, że dzieci mają instynkt samozachowawczy i nie będą sobie intencjonalnie wsadzać owego patyka w oko. Jest jeszcze trzecia przyczyna – mianowicie taka, że jak się czegoś werbalnie zakaże, to w razie czego można powiedzieć: A nie mówiłam???
Zamiast puenty – jeden z moich ulubionych memów
Dziękuję Wydawnictwu Bajka za egzemplarze recenzenckie oraz zgodę na wykorzystanie zdjęć pochodzących z ich strony. Felusię na tych zdjęciach (wraz z kaloszami w lwy) wykonała Katarzyna Budyś czyli —>>>budka24.pl 🙂 Potrafi ona zrobić absolutnie wszystko!!!
Katarzyna Wasilkowska „Felusia. Bardzo fajny patyk”, ilustr.: Jona Jung, wyd.: Bajka, Warszawa 2026
„Dziura w płocie” i „Pomarańczowe kalosze w lwy” czyli dwie pierwsze części nowego cyklu, w którym życie bohaterki o sympatycznym imieniu Felusia opisuje Katarzyna Wasilkowska, a wizualizuje je Jona Jung.
To zdjęcie zrobiłam sama na własnym płocie (choć bez dziury), wszystkie pozostałe pochodzą ze strony Wydawnictwa Bajka.
Na ogół podoba mi się to, co pisze Katarzyna Wasilkowska i dlatego posiada ona w moim Małym Pokoju swoją własną półkę z książkami całkiem słusznych rozmiarów. Niewiele jest dłuższych 😉 Stoją na niej i tytuły dla nastolatków, i dla młodszych czytelników – takich 6+. Teraz stawiam tam cykl z bohaterką jeszcze młodszą – książki o Felusi przeznaczone są dla jej rówieśników, a więc dzieci zaczynających dopiero karierę przedszkolną.
Przyznam, że na początku miałam pewien problem związany z jej imieniem. Wśród bohaterek opisywanych tu przeze mnie książek jest już jej imienniczka, tylko używająca innego zdrobnienia – to Felcia z autorskiej książki Pawła Pawlaka. Choć nadal zdarza mi się je pomylić i nazwać Felusię Felcią, cieszę się, bo może dzięki tym bohaterkom to imię stanie się znów modne? Ma przecież taki piękny źródłosłów – pochodzi od łacińskiego słowa felix czyli szczęśliwy, a mody związane z imionami zmieniają się często i zaskakująco.
Ten cykl to proste historie z codziennego życia trzylatki. Nie dzieje się tam nic nadzwyczajnego – ot, po prostu zwykłe zakupy, spacer przez park, zabawy w ogródku czy poznanie nowej sąsiadki zza płota (z dziurą)
W historyjkach o Felusi dziecko odnajduje swój świat, a w małej bohaterce rozpoznaje własne zachowania i emocje: radość, ciekawość, fantazję, ale też nieśmiałość, złość, frustrację czy strach. Czytanie o Felusi wycisza, łagodzi stres i napięcie – czytamy na okładce.
No właśnie – napięcie. Bardzo dużo jest go w naszym życiu, szczególnie kiedy mamy małe dzieci. Tymczasem tutaj go wcale nie ma – dzięki Mamie dziewczynki (Taty na razie nie poznaliśmy). W obu tych historiach jest potencjalna przestrzeń na stres i napięcie, ale jakoś udaje jej się ich uniknąć.
W historii poznania nowej sąsiadki bardzo podoba mi się brak presji wywieranej na dziewczynki. Nie ma tam namawiania ich, żeby się przywitały, bawiły razem czy… cokolwiek 😉 Po prostu mają czas, żeby pomału przełamać swoją nieśmiałość.
Historia z kaloszami przypomniała mi pewne rodzinne spotkanie wiele lat temu, kiedy byłam mała. Przyjechał wtedy z Australii dawno niewidziany kuzyn Mamy z żoną i córeczką w moim wieku. Kiedy o umówionej porze stanęli w drzwiach, wujek trzymał na ręku dziewczynkę… ubraną w płaszcz kąpielowy (dodam, że pogoda była podobna jak teraz 😉 ). Na zdziwienie mojej Mamy: dlaczego ona jest w szlafroku?, Wujek odpowiedział spokojnie: bo nie chciała się ubrać. Mając w perspektywie awanturę z dzieckiem, jego histerię oraz prawdopodobne spóźnienie, wybrali szlafrok. A Georgina, widząc, że ja jestem w sukience, bez problemu dała się ubrać w swoją i spędziłyśmy potem miły czas, mimo braku wspólnego języka. Jakoś sobie poradziłyśmy na migi 😉
Z podobnych powodów mama Felusi nie protestuje, kiedy córeczka chce iść na spacer w kaloszach, mimo że pogoda sugerowałaby raczej sandałki. Rozumie, dlaczego ona tak woli i kompletnie jej nie przeszkadzają komentarze przechodzących pań. Nie znaczy to jednak, że pozwala Felusi na wszystko, widzimy to w sklepie…
Ten cykl to nie tylko historie dla przedszkolaków, jest w nich, można powiedzieć, drugie dno. Myślę, że rodzice, czytając je z dziećmi, mogą się wiele nauczyć od mamy Felusi. Znajdziemy tam lekcje o tym, że nie warto się przejmować tym, co ludzie powiedzą, natomiast bardzo ważne jest, żeby rozumieć swoje dziecko. Oraz – żeby dać mu czas i przestrzeń na to, aby samo zrozumiało swoje potrzeby. A potem wystarczy już tylko porozumiewawczy uśmiech 🙂
Czekam z nadzieją i niecierpliwością na kolejne tomy tego cyklu !!!
Dziękuję Wydawnictwu Bajka za egzemplarze recenzenckie oraz zgodę na wykorzystanie zdjęć pochodzących z ich strony!!!
Felusię na tych zdjęciach (wraz z kaloszami w lwy) wykonała Kasia Budyś czyli —>>>budka24.pl 🙂 Potrafi ona zrobić absolutnie wszystko!!! Dziełem jej rąk (i szydełka) jest także moja ukochana Bromba, którą możecie zobaczyć —>>>tutaj
Katarzyna Wasilkowska „Felusia. Pomarańczowe kalosze w lwy”, ilustr.: Jona Jung, wyd.: Bajka, Warszawa 2026
Katarzyna Wasilkowska „Felusia. Dziura w płocie”, ilustr.: Jona Jung, wyd.: Bajka, Warszawa 2026