Dziura

Dziura

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA – książka dla niedorosłych w kategorii – Od A do Z !!!

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam „Dziurę”, przypomniała mi się historia, którą kiedyś gdzieś czytałam. Pamiętam tylko, że było to dawno i że generalnie chodziło w niej o zastosowanie filozofii w normalnym życiu. Była to opowieść o kłopotach z produkowaniem na większą skalę rurek kapilarnych, zdaje się, że na potrzeby lotów kosmicznych. Nie będę wyjaśniać, czym jest taka rurka – jak ktoś nie wie, może zrobić użytek z wyszukiwarki 😉 W największym skrócie – bardzo cienka rurka z jeszcze cieńszą dziurką w środku. Ponieważ były z tym problemy, zorganizowano konferencję naukową, na którą zaproszono naukowców różnych specjalności technicznych oraz kilku filozofów, bo zostały wolne miejsca.

W czasie tych obrad, kiedy inżynierowie bez większych efektów głowili się nad technicznym aspektami dziurki w rurce, o głos poprosił jeden z filozofów. Powiedział tak: z punktu widzenia logiki formalnej są dwa sposoby zrobienia rurki z dziurką. Pierwszy to taki, że się bierze rurkę i robi w niej dziurkę i drugi odwrotny – trzeba wziąć dziurkę i owinąć ją rurką. Część słuchających parsknęła śmiechem, ale jeden z inżynierów stwierdził, że już wie, jak to zrobić. Trzeba puścić promień lasera i na nim zrobić rurkę. I po problemie.

Bardzo lubię tę historię, choć nie znam się na technologii produkcji rurek kapilarnych. Nie wiem więc, czy jest ona prawdziwa, ale jeśli nie, to dobrze wymyślona 😉

Przypomniała mi się, bo „Dziura” robi wrażenie, jak tak właśnie powstała. Najpierw była dziura, a potem wokół niej powstała książka. Jej bohater wprowadza się do nowego mieszkania i nagle zauważa, że w ścianie jest… dziura właśnie. W dodatku ta dziura zmienia położenie. Szuka więc pomocy…

Cała fabuła jest przede wszystkim pretekstem uruchomienia wyobraźni i zabawy formą. Mimo że tytułowa dziura dziurawi książkę od pierwszej strony okładki do ostatniej i na każdej stronie jest w tym samym miejscu, to równocześnie zmienia położenie 😉 Raz jest na ścianie, innym razem na podłodze, raz w środku pomieszczenia, innym razem gdzieś w kącie. Kiedy bohater wychodzi z domu, jest dziurą w ulicy, światłem samochodu albo dziurką w nosie przypadkowego przechodnia. Ta zabawa wciąga, przekładając kartkę z ciekawością oczekujemy tego, czym będzie dziura na kolejnej stronie.

„Dziura” to książka bardzo starannie dopracowana i wydana, mimo że na to nie wygląda. I tak ma być. Robi wrażenie, jakby była zeszytem – szkicownikiem, którym autor bawi się, bo go przypadkiem czymś przedziurawił. Ma grubą tekturową okładkę z żółtym naklejonym grzbietem, w środku szorstkie kartki, a na nich pozornie niestaranne ilustracje i bardzo niewiele kolorów.

Kiedy wydaje nam się, że jej sensem jest li i jedynie zabawa dziurą, docieramy do końca i… zostajemy z pytaniem, że może jednak chodzi w niej o coś więcej ?

Oywind Torseter „Dziura”, przekł.: Justyna Czechowska, wyd.: Format, Wrocław 2020

Jak wsiadłam do Lokomotywy

Jak wsiadłam do Lokomotywy

Nie, to nie jest wpis sponsorowany przez Polskie Koleje Państwowe 😉 Chodzi o Plebiscyt Blogerów LOKOMOTYWA – książka dla niedorosłych, który niebawem rusza po raz trzeci.

Lokomotywa wjechała w moje życie dwa lata temu, w grudniu 2018 roku za sprawą Zosi Gwardyś, autorki bloga „Mała czcionka” i mojej koleżanki ze studiów podyplomowych o literaturze dla dzieci i młodzieży (a także z Polskiej Sekcji IBBY). To właśnie ona wymyśliła ten plebiscyt i zaprosiła nas do udziału w nim.

Pomysł jest prosty – dziesięcioro blogerów i sześć kategorii. Każde z nas nominuje po jednej książce w każdej z nich i w ten sposób powstaje pula sześćdziesięciu tytułów, które spodobały nam się w ostatnim roku (a dokładnie – od 1 grudnia roku poprzedniego do końca listopada). Wybieramy spośród pozycji dla czytelników niedorosłych, które ukazały się w tym czasie w Polsce po raz pierwszy. To jest jedyne ograniczenie. Poza tym – każdy z nas ma pełną swobodę wyboru. Nominacje to taki zapis naszych fascynacji, zachwytów i urzeczeń ostatniego roku.

O tym, kto ostatecznie zdobędzie naszą nagrodę decydują internauci. Głosowanie jest otwarte, każdy może zagłosować raz i nie trzeba wybierać we wszystkich, można zagłosować tylko w niektórych kategoriach.

Kim są osoby, które nominują ?

Kategoria bloger książkowy jest dość pojemna i często za pisanie o książkach biorą się ludzie, którzy, łagodnie mówiąc, robić tego nie powinni. Ale ci piszący o książkach dla dzieci i młodzieży to blogerów szczególna odmiana. Zajmowanie się książeczkami dla dzieci (jak się o nich mówi potocznie, a szczególnie wtedy, kiedy chce się mnie wkuropatwić 😉 ) nie jest ani zajęciem specjalnie prestiżowym, ani generującym niebywałe zasięgi i popularność. Dlatego trzeba do tego szczególnej pasji czy też zakręcenia, ale zapewniam – ludzie, którzy to robią, wbrew pozorom nie są zdziecinniali 😉 Z tej literatury najpierw się wyrasta, żeby potem do niej dorosnąć, spojrzeć z innej perspektywy i zobaczyć rzeczy dla dziecięcego oka niewidoczne.

Nominacje do Lokomotywy co roku przygotowuje 10 osób, ale ponieważ w kolejnych latach skład jurorów trochę się zmieniał, nasze grono liczy obecnie okrągły tuzin (edit: w 2022 roku dokooptowaliśmy kolejne dwie osoby, a w 2023 – kolejne trzy). Wszystkich ludzi Lokomotywy i ich blogi można poznać na stronie plebiscytu —->>>>> tutaj

Każde z nas nominuje po jednej książce w każdej z kategorii. Mimo że podpisujemy się pod nimi wszyscy, to nominacje są autorskie, nie odbywają się żadne głosowania nad nimi. Nie znaczy to jednak, że nie dyskutujemy o nich, nie mamy wątpliwości. Dyskusje w gronie jurorów bywają bardzo ożywione i to jest dla mnie najfajniejsza część Plebiscytu 😉

W jakich kategoriach przyznawana jest Lokomotywa ?

Kategorii jest sześć. Najbardziej oczywiste i nie budzące wątpliwości to tekst, obraz i komiks, pozostałym przyda się parę słów wyjaśnienia.

W ramach kategorii fakt przyglądamy się książkom non fiction, których ukazuje się coraz więcej i są coraz ciekawsze.

Najwięcej wątpliwości (także wśród nas) budzi kategoria przekład. Zdajemy sobie sprawę, że aby ocenić pracę tłumacza powinno się znać tekst oryginalny oraz dobrze posługiwać się językiem, w którym został napisany, aby zauważyć wszystkie niuanse. Chcielibyśmy jednak dostrzec i docenić rolę tłumaczy w przyswojeniu polskiemu czytelnikowi literatury obcojęzycznej, więc w swojej ocenie skupiamy się głównie na tym, jak ten utwór czyta się po polsku.

Kategorią szczególną, można powiedzieć – totalną, jest (wymyślona przez Alicję Szygułę, autorkę bloga „W Nieparyżu”) Od A do Z, bo tutaj oceniamy książkę jako całość – nie tylko treść przekazaną słowami i obrazem, ale także to, w jaki sposób została ona dopracowana od pierwszej strony okładki do ostatniej. Mieści się tu też praca redaktorów, korektorów, a także drukarzy czyli wszystkich, którzy nad nią pracowali.

Nasze nominacje ogłosimy w połowie stycznia i zaraz rozpocznie się głosowanie, które wyłoni sześć nagrodzonych książek. Niezależnie od tego, które z nich zostaną laureatkami, WSZYSTKIE nominowane są znakomite i warte poznania. IMO to właśnie ta pula sześćdziesięciu tytułów zauważonych przez blogerów jest największą wartością Plebiscytu.

A my pomału zaczynamy rozglądać się za kandydatkami do przyszłorocznych nominacji. Przyznam się Wam, że jedną mam już upatrzoną i jestem bardzo ciekawa, czy ostatecznie znajdzie się na liście 🙂

P.S. Autorem loga Plebiscytu jest Tomasz Samojlik – laureat nagrody w kategorii komiks w pierwszej i drugiej edycji.

Edit. styczeń 2024:

Tak wyglądało sześć pierwszych edycji naszego Plebiscytu, siódma będzie inna.

O kolędach. Gawęda

O kolędach. Gawęda

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA – książka dla niedorosłych w kategorii – Od A do Z !!!

Oraz wpisana na pokonkursową Listę BIS Polskiej Sekcji IBBY

Nie doceniłam Emilii Kiereś – stwierdzam to z ogromnym zadowoleniem, a nawet z radością 😉

Zainteresowałam się tą książką ze względu na ilustracje Marianny Oklejak, ale poza tym spodziewałam się, że będzie to coś w rodzaju świątecznego śpiewnika jakich wiele już widziałam – czyli teksty kolęd, nuty oraz krótki tekst informujący o historii każdej z nich. Tymczasem „O kolędach. Gawęda” okazała się publikacją nie tylko piękną wizualnie (co mnie absolutnie nie zaskoczyło), ale także zaskakująco interesującą 😉

Gdybym Was zapytała, o czym zwykle śpiewamy pod choinką, odparlibyście na pewno, że o narodzinach Jezusa. To prawda – większość kolęd mówi właśnie o tym. Ale na ile różnych sposobów ! Czy zauważyliście kiedyś, że każda kolęda ma inny nastrój, a betlejemska stajenka bywa opisywana z bardzo różnych punktów widzenia ? Zwykle nie zwracamy na to uwagi, bo przecież kolęd się nie czyta – tylko się je śpiewa. A kiedy śpiewamy, nie zastanawiamy się nad każdym słowem.

Ta książka służy właśnie temu, żebyśmy się nad nimi zastanowili. Oprócz nut, chwytów gitarowych i tekstów kolęd, zawierających także zwrotki obecnie już zapomniane, znajdziemy w niej również wyjaśnienie słów, które w nich występują, a które mogą być dla współczesnych czytelników nie do końca zrozumiałe. Opowieść, którą Emilia Kiereś snuje wokół tych dwudziestu kolęd, nie jest wykładem, a właśnie gawędą dotykającą wielu związanych z nimi tematów. Znajdziemy więc tam nie tylko wyjaśnienie tego, o czym każda z kolęd opowiada, z odwołaniem zarówno do realiów Palestyny z czasów narodzin Jezusa, jak też tego, w jaki sposób odbiły się w niej czasy, w których powstała. Znajdziemy również historię kolędowania oraz obchodzenia świąt Bożego Narodzenia w Polsce przez wieki, z nawiązaniami do tego, co w tej tradycji pozostało jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Wszystkie te wątki przeplatają się ze sobą, łączą z tekstami pieśni i z ilustracjami Marianny Oklejak jak w najstaranniej utkanej materii.

„O kolędach. Gawęda” nie jest książką do przeczytania na jeden raz. Podobnie jak kolędy, które przecież towarzyszą nam nie tylko wigilijny wieczór, ale śpiewa się je w kościołach do 2 lutego, ona także może być lekturą na niejeden świąteczny i poświąteczny wieczór.

Jest to także (druga już w tym roku!) książka osadzająca te święta w ich pierwotnym, religijnym kontekście, który coraz bardziej zagłuszany jest przez donośne pohukiwanie Uzurpatora, nazywającego siebie Świętym Mikołajem. Tymczasem żaden prezent wyjęty spod choinki nie może się równać z magią tej jednej w roku chwili, kiedy wszyscy stoimy wokół stołu, na którym leży opłatek, a jedna z córek czyta W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz… (oraz z tym momentem o północy, kiedy w ciemnym kościele nagle zapalają się światła, rozlegają organy i śpiewamy Bóg się rodzi, moc truchleje !).

I takich wzruszeń życzę wszystkim także w tym trudnym i dość smutnym roku !

Emilia Kiereś „O kolędach. Gawęda”, ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Kropka, Warszawa 2020

SILVER TV – moje propozycje książek świątecznych i prezentów pod choinkę

SILVER TV – moje propozycje książek świątecznych i prezentów pod choinkę

To jest wpis specjalnie dla widzów telewizji internetowej SILVER TV 🙂

Dziś czyli 6 grudnia rano byłam tam gościem telewizji śniadaniowej i polecałam lektury świąteczne oraz proponowałam książki, które moim zdaniem warte są tego, żeby dzieci w różnym wieku znalazły je pod choinką ——– >>>>>>>> tutaj można zobaczyć tę rozmowę 🙂

Obiecałam, że widzowie tej telewizji znajdą w Małym Pokoju z Książkami informacje o wszystkich książkach, które tam pokazywałam, więc zapraszam 🙂

Pakiet lektur świątecznych Wydawnictwa Dwie Siostry zawierał:

„Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa”

„Milion miliardów świętych mikołajów”

oraz „Wigilię Małgorzaty”

Propozycje książkowych prezentów dla dzieci w wieku przedszkolnym:

„Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki”

Atlasy stworzeń rozmaitych Ewy i Pawła Pawlaków:

Ptaków i Motyli

i „Mały atlas zwierzaków”

oraz książki pop-up Vojtecha Kubasty czyli: pokażmy dzieciom, co Babcia i Dziadek czytali, kiedy byli mali 🙂

Dla dzieci starszych również proponuję lektury naszego dzieciństwa, wznowione w ramach serii „Mistrzowie Ilustracji” – na przykład „Małą księżniczkę”

oraz dykcjonariusz czyli leksykon słów już nieco zapomnianych „Dawniej czyli drzewiej”

oraz leksykon historii kuchni i kulinariów „Dzieje się je. Mała historia kuchni”

Dla nastolatków – powieść typu verse novel „Kasieńka” oraz inne książki Sarah Crossan

oraz dwie książki, o których jeszcze nie pisałam, ale na pewno niebawem znajdą swoje miejsce na półkach Małego Pokoju z Książkami:

„Świat Mundka” Katarzyny Wasilkowskiej, wyd. Literatura (edit: którą już opisałam —->>>> tutaj )

„Nolens volens czyli chcąc nie chcąc. Prawie 100 sentencji łacińskich i kilka greckich” Zuzanny Kisielewskiej z ilustracjami Agaty Dudek i Małgorzaty Nowak, wydawnictwo Druganoga

To oczywiście są tylko wybrane propozycje, a w Małym Pokoju z Książkami znajdziecie wiele ciekawych lektur dla niedorosłych czytelników w różnym wieku. Zapraszam do przeglądania moich półek !!!

Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki

Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki

Książka wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej za rok 2020

Choć różnimy się od siebie, / to jest przecież bez znaczenia. / Każdy inny, wszyscy równi. / Jeden uśmiech świat odmienia.

Wpis poniekąd okolicznościowy, bo wczoraj były imieniny Barbary (także tej tytułowej), a w Mikołajki, które, jak wszyscy wiedzą, wypadają jutro, w przedszkolu jej imienia odbyło się spotkanie z patronką, na którym śpiewano tę piosenkę (której w wykonaniu Chóru Dziecięcego MILLE VOCI można posłuchać na stronie wydawnictwa czyli —–>>> tutaj ).

„Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki” to książka dla przedszkolaków i o przedszkolu, choć jest ono trochę nietypowe. Chodzą do niego nie tylko dzieci ludzkie, ale także dzieci – zwierzaki, dzieci – ptaki i (choć to może wydawać się niemożliwe) wszystkie one znakomicie się tam dogadują, mimo że przecież nie wszystkie mówią 😉 Poza tym jest tam tak, jak w normalnych przedszkolach, które jej czytelnicy znają z autopsji, więc na pewno poczują tam się swojsko i odnajdą wiele ze swoich własnych doświadczeń.

Niezależnie od gatunku, do którego należą, wszystkie przedszkolaki są tam jednakowo ważne i nawzajem uczą się dostrzegać i szanować swoje potrzeby. Bo jak napisała w swoim przesłaniu założycielka i patronka tego przedszkola:

Wszystkie dzieci są ważne. Te z dziupli, te z gniazd, te z domów i te z chaszczy.

Wszystkie dzieci powinny rozwijać skrzydła. Nawet jeśli nie są ptakami.

Wszystkie dzieci zasługują na przytulanie. Także jeże i żółwie.

Wszystkie dzieci mają mieć pełne brzuszki. I pełne serca.

Wszystkie dzieci są równe. Nieważne, na której gałęzi akurat siedzą.

„Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki” to książka, które raczej nie da się przeczytać na jeden raz. Jest podzielona na 22 rozdziały i ma wstążeczkę – zakładkę w nieprzypadkowo orzechowym kolorze. Dzięki niej nie będzie problemu ze znalezieniem miejsca, w którym przerwaliśmy lekturę. A po jej skończeniu, można zaznaczyć nią ulubiony fragment, do którego będziemy chcieli wrócić – na przykład cytowane powyżej Przesłanie Barbary Wiewiórki do dawnych, obecnych i przyszłych przedszkolaków. Bo warto do niego wracać, żeby nie zapomnieć.

P.S. „Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki” zostało nominowane w kategorii literackiej konkursu Książka Roku 2020 Polskiej Sekcji IBBY – trzymam kciuki !!!

Rafał Witek „Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki”, ilustr.: Aleksandra Fabia, wyd.: Bajka, Warszawa 2020

Cud Bożego Narodzenia

Cud Bożego Narodzenia

„Cud Bożego Narodzenia” to kolejna tegoroczna nowość w kategorii książek świątecznych, ale jest ona wśród nich nietypowa. Należy do tych najrzadszych, które nazywam bożonarodzeniowymi i które wpisują te święta w ich kontekst religijny. To paradoks, ale wśród dominujących na rynku książek świętomikołajowych (takich jak „Prezent gwiazdkowy dla Kornelusza Klopsa” czy „Milion miliardów świętych mikołajów”) i choinkowych (jak „Bombka z gwiazdką”) trudno jest znaleźć takie, które wyjaśniałyby dzieciom, skąd się w ogóle te święta wzięły i dlaczego je obchodzimy. Może dlatego, że coraz więcej osób stara się o tym nie pamiętać ? Jeśli już się jednak znajdą, to na ogół są… mówiąc najoględniej – takie sobie. Perełki w rodzaju „Wigilijnej opowieści” zdarzają się bardzo rzadko, więc „Cud Bożego Narodzenia” jest tutaj wyjątkowy podwójnie 🙂

Tę książkę autorka wydała samodzielnie, rozpisując wcześniej zrzutkę w internecie, a przy tej okazji wyjaśniając, jak do tego doszło:

Trzy lata temu, obserwując dziecięcy zachwyt nad szopkami bożonarodzeniowymi, napisałam książkę. Początkowo było to opowiadanie przeznaczone dla mojej rodziny i znajomych. W ubiegłym roku udostępniłam tekst bezpłatnie w Internecie. Odnotowaliśmy blisko 900 pobrań. Otrzymałam wiele bardzo pozytywnych wiadomości z życzeniami wydania książki w tradycyjny sposób. Dzisiaj, z pewną obawą, ale i radością, uruchamiam przedsprzedaż!

Być może przeoczyłabym tę książkę (a szkoda by było !), ale do sięgnięcia po nią zachęciła mnie okładkowa rekomendacja Wojciecha Widłaka. Warto było zaufać takiemu autorytetowi 🙂

Pod granatowym niebem powoli pustoszały ulice. Okna domów, bloków i kamienic rozpalały się ciepłym światłem. Migotały w nich kolorowe lampki, gdzieniegdzie płonęły świece. Przypominały małe latarnie, przywołujące ostatnich zbłąkanych przechodniów. I rzeczywiście, raz po raz ktoś znikał w bramie, by po chwili pojawić się w ciepłym, jasnym mieszkaniu. Miasto trwało w uroczystym oczekiwaniu.

Jak można się tego było spodziewać po tytule, akcja „Cudu Bożego Narodzenia” rozpoczyna się wieczorem 24 grudnia, a kończy następnego dnia. Anielka i jej Babcia nakrywają stół do wieczerzy wigilijnej i czekają na przybycie rodziców dziewczynki, którzy na co dzień pracują za granicą. Niestety, okazuje się, że nie dotrą oni na czas. Rozżalona dziewczynka wybiega z domu. Najpierw błąka się po opustoszałym (bo wszyscy siedzą już przy stołach i choinkach) mieście, a następnie chowa się przed wiatrem i śnieżycą w pustym kościele. I tam właśnie przydarza jej się coś niezwykłego…

Czy to był sen czy tytułowy cud ? Czy Anielka naprawdę przeniosła się w czasie do Betlejem w noc Narodzenia Pańskiego czy tylko przyśniło jej się to, kiedy zmęczona, zmarznięta i rozżalona zasnęła koło ruchomej szopki ?

„Cud Bożego Narodzenia” to książka, która przypomina nam o tym, dlaczego w ogóle obchodzimy te Święta. Pokazuje ich sens widziany z perspektywy rzadko obecnej w tego rodzaju książkach – perspektywy osób, dla których kościół to nie tylko zabytek i atrakcja turystyczna w zwiedzanym mieście, osób, dla których modlitwa jest potrzebą serca, a Pasterka najważniejszym przeżyciem tych świąt.

Dobrze, że ta książka, tak pięknie i niecukierkowo zilustrowana przez Sarę Tchorek, powstała. Dobrze, że możemy sięgnąć po nią w tym tak trudnym i nietypowym roku, w którym nadzieja jest na wagę złota.

Julianna Wołek „Cud Bożego Narodzenia”, ilustr.: Sara Tchorek, wyd.: Wołek i osiołek 2020

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa

Koronawirus koronawirusem, ale kalendarz nie próżnuje i oto znowu przyszedł ten czas, kiedy na rynku pojawiają się nowe książki świąteczne. Dziś pierwsza z tegorocznych nowości – w mojej autorskiej systematyzacji tej kategorii zalicza się ona do rodzaju: świętomikołajowe czyli takie, w których sens Świąt sprowadza się głównie do prezentów.

Zbliżało się Boże Narodzenie. Święty Mikołaj i renifery właśnie wrócili do domu. Byli okropnie zmęczeni, bo objechali cały świat, rozwożąc prezenty dla dzieci.

Zaczyna się ona tak, jak większość książek tego rodzaju – Święty Mikołaj w wersji: pękaty przerośnięty krasnal w przyciasnym wdzianku, sanie, renifery… Dlatego podeszłam do tej publikacji z pewną ostrożnością, a ona mnie miło zaskoczyła. To nie jest typowa historia o tym, że (o rety rety !!!) Świąt nie będzie, bo coś się z prezentami lub ich dostawą wydarzyło, jest w niej coś więcej…

W nogach łóżka leżał jego worek. A w worku najwyraźniej została jedna paczka. Okazało się, że to prezent dla Korneliusza Klopsa.

Święty Mikołaj dobrze znał Korneliusza Klopsa. Wiedział, że jego rodzice nie mają pieniędzy, żeby kupić mu coś na Gwiazdkę. Wiedział, że zawsze dostaje tylko jeden prezent – ten od Świętego Mikołaja.

Zwróćcie, proszę, uwagę na ostatnie zdanie. Ta książka, podobnie jak zeszłoroczne „Milion miliardów świętych mikołajów” tego samego wydawnictwa, daje dorosłym szansę na wybrnięcie ze świętomikołajowej ściemy z twarzą i bez brutalnego rozwiewania dziecięcych złudzeń co do tego, skąd się biorą ich prezenty 😉

I wiedział, że Korneliusz Klops mieszka w małym domku, który stoi na szczycie Marmoladowej Góry, a Marmoladowa Góra jest bardzo daleko stąd.

Święty Mikołaj był naprawdę zmęczony. Renifery spały, a jeden z nich źle się czuł. Ale przecież Korneliusz Klops musi dostać swój prezent !

Tak rozpoczyna się samotna, ciut szalona wyprawa Mikołaja na Marmoladową Górę, która trochę skojarzyła mi się z tegoroczną reklamą Coca-Coli. Najpierw leciał samolotem spotkanego przypadkiem pilota, ale zrobiła się zamieć i samolot nie mógł dalej lecieć. Potem przesiadł się do dżipa, który niestety wpadł w poślizg i ten etap podróży zakończył się na drzewie. Następnie podwiózł do motocyklista i narciarka, a na ostatnim podejściu na Marmoladową Górę pomógł mu wspinacz. Wydawać by się mogło, że ta podróż trwała bardzo długo, a jednak Mikołajowi udało się zdążyć z prezentem zanim Korneliusz się obudził…

W domku na szczycie Marmoladowej Góry, bardzo daleko stąd, mały chłopiec, który nazywał się Korneliusz Klops, zajrzał do skarpety wiszącej w nogach łóżka i wyjął swój prezent.

Ciekawe, co dostał.

Kiedy już do dotarłam do ostatniej kropki w tej opowieści, zdziwiłam się trochę, że nie jest ona znakiem zapytania. Zrozumiałam jednak, że nie jest on potrzebny, bo nie o to, co było w tej paczce, tak naprawdę w niej chodzi.

Sensem tej historii jest staranie i wysiłek wielu ludzi, którzy podjęli go po to, żeby zrobić przyjemność innej osobie. I właśnie w tym staraniu, w tej trosce o czyjąś radość mieści się sens prezentów, które sobie przy okazji Świąt robimy. Ich ilość, wielkość i wartość materialna nie mają tutaj zupełnie znaczenia.

John Burnigham „Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa”, przekł.: Dominika Cieśla – Szymańska, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2020

P.S. A dla tych, co nie widzieli, wspomniana tegoroczna reklama Coca-Coli 🙂

Na Jowisza ! Uzupełniam Jeżycjadę

Na Jowisza ! Uzupełniam Jeżycjadę

„Jeżycjada” pojawiła się w moim życiu ponad 40 lat temu, kiedy byłam jeszcze w szkole podstawowej. Do niedawna wydawało mi się, że zaczęłam od „Kwiatu kalafiora”, potem cofnęłam się do „Szóstej klepki” i „Kłamczuchy”, a poczynając od „Idy sierpniowej” już byłam na bieżąco z kolejnymi tomami, ale spojrzałam na daty i chyba to jednak nie było tak 😉 Od pewnego czasu po nowe części cyklu sięgam raczej z przyzwyczajenia i za każdym razem zastanawiam się, czy następnego już sobie nie odpuścić. Ale jakoś nie odpuszczam, choć potem lektura kończy się dla mnie rozczarowaniem, że to już nie to co kiedyś…

Jestem także uczestniczką (choć ostatnio tylko podczytującą) forum internetowego, które nazywało się kiedyś Fani Małgorzaty Musierowicz. Obecnie ma ono tytuł ESD, ale w podtytule powinno być: ROZCZAROWANI Fani MM. Ja nie jestem rozczarowana aż w takim stopniu i uważam, że jego uczestnicy w swojej krytyce bardzo często zapędzają się zbyt daleko. Niemniej doceniam ich stopień zaangażowania w literaturę, skoro chce im się tworzyć fanfiki oraz analizować business plan gospodarstwa Floriana i Partycji czy strukturę wydatków Gizeli w grudniu 1935 roku. Myślę, że (paradoksalnie !) autorka „Jeżycjady” powinna być dumna z jego istnienia, bo świadczy to o tym, że cykl doczekał się licznego grona nieobojętnych i uważnych czytelników 😉

Kiedy dowiedziałam się, że ma się ukazać książka będąca swoistym, autorskim uzupełnieniem cyklu, nie bardzo wiedziałam, czy będę chciała po nią sięgnąć. Znałam wcześniej autobiograficzne (i od dawna nie wznawiane) „Tym razem serio” oraz rodzinne wzmianki w książkach kulinarnych Małgorzaty Musierowicz, więc obawiałam się powtórzeń. Zaufałam jednak pozytywnym ocenom usłyszanym od dwóch kobiet, których wiedzy o literaturze ufam. I dobrze zrobiłam !!!

Nie ma tam zbyt wielu powtórzeń (a te, które są, musiały się tam znaleźć, żeby całość była zrozumiała także dla czytelników mniej w twórczości autorki oczytanych), jest za to sporo ciepłych rodzinnych historii. Są też autorskie uzupełnienia – wzmianki o postaciach, które pojawiły się w rozmaitych tomach na planach odleglejszych wraz z portretami obrazującymi, jak wyobrażała ich sobie autorka oraz (czasem) opowieściami o osobach, które były ich pierwowzorami. Pewnym rozczarowaniem było tutaj dla mnie jednak brak słynnej tabliczki na drzwiach z nazwiskami Żak-Hajduk-Kołodziej. Liczyłam, że będę mogła zobaczyć, jak ona wyglądała 😦

Wśród znajdujących się tam historii rodzinnych fantastyczne są przede wszystkim te, które dotyczą brata autorki – Stanisława Barańczaka. Szczególnie zachwyciła mnie opowieść o tym, jak trafili w antykwariacie na antologię dramatu amerykańskiego oraz wizytówki, które stworzył on dla mamy i siostry. Dzięki dwuwierszowi o działach zapamiętam też na zawsze, czym jest rym homonimiczny 🙂

Urzekająca jest także (choć nie zawiera w sobie Stanisława Barańczaka 😉 ), historia o słoikach z kapustą w prezencie gwiazdkowym dla syna autorki oraz przepis na sałatkę jarzynową jej mamy.

Reasumując: „Na Jowisza ! Uzupełniam Jeżycjadę” to urocza i ciepła lektura na długie jesienne i zimowe wieczory, ale wyłącznie dla czytelników (a raczej czytelniczek), które „Jeżycjadę” znają na wyrywki i uwielbiają (przynajmniej do pewnego jej momentu). A więc – dla osób, które się na niej wychowały i które z nią dorastały. Czyli: dla takich w moim wieku lub niewiele młodszych 🙂

Małgorzata Musierowicz (przy współpracy Emilii Kiereś) „Na Jowisza ! Uzupełniam Jeżycjadę”, wyd.: HarperCollins Polska, Warszawa 2020

Żadnej przemocy !

Żadnej przemocy !

Gdybym była Bogiem,

płakałabym,

nad ludźmi,

których stworzyłam

na swoje podobieństwo.

Jakżebym płakała

nad ich złem

i podłością,

i okrucieństwem,

i głupotą,

ich nieszczęsną dobrocią

i bezradną rozpaczą,

i smutkiem.

W 1978 roku Astrid Lindgren otrzymała Pokojową Nagrodę Księgarzy Niemieckich.

Nieduża książeczka pięknie wydana właśnie przez poznańskie Wydawnictwo Zakamarki zawiera w sobie oprócz przemowy, którą Astrid Lindgren wygłosiła na uroczystości wręczenia tej nagrody oraz jej wiersza Gdybym była Bogiem… także napisane w 2018 roku: przedmowę autorstwa Marty Santos Pais, Specjalnej Przedstawicieli Sekretarza Generalnego ONZ do Spraw Przemocy wobec Dzieci i posłowie Tomasa Hammarberga, Doradcy w Komitecie Praw Człowieka ONZ i członka pierwszego Komitetu Praw Dziecka. W tym posłowiu czytamy:

Tekst, który przygotowała i przekazała organizatorom, nie został dobrze odebrany i poproszono ją, by jednak nie wygłaszała przemówienia. Jego przesłanie uznano za zbyt kontrowersyjne. Lecz Lindgren tak łatwo się nie poddała. Oświadczyła, że jeśli nie będzie mogła przedstawić swojej wizji tego, jak stworzyć bardziej pokojowy świat wraz z dziećmi i dla dzieci, to nie zamierza w ogóle przyjeżdżać. Koniec końców organizatorzy ustąpili, autorka pojechała do Frankfurtu i wygłosiła swoją słynna mowę „Żadnej przemocy !”.

Powiedziała wtedy między innymi takie słowa:

Mówić o pokoju, to mówić o czymś, co nie istnieje. Prawdziwy pokój nie istnieje w naszym świecie i chyba nigdy nie istniał inaczej, niż jako cel, którego wyraźnie nie potrafimy osiągnąć. Odkąd człowiek żyje na tym globie, używa przemocy i rozpętuje wojny, a kruchy pokój, który czasem nastaje, jest nieustannie zagrożony. (…)

Może powinniśmy, po tylu tysiącleciach nieustannych wojen, zadać sobie pytanie, czy nie ma jakiegoś błędu konstrukcyjnego w ludzkiej naturze, skoro zawsze sięgamy po przemoc ?

Jej zdaniem przyczyną jest to, że od zarania dziejów przemoc jest częścią doświadczenia dzieciństwa, a dziecko wychowane w ten sposób, otrzymaną przemoc przekaże dalej – innym ludziom, w tym także swoim dzieciom. Powiedziała wtedy także:

A zatem – jeśli będziemy wychowywać nasze dzieci bez przemocy i surowego rygoru, czy rezultatem stanie się nowy rodzaj człowieka, który żyje w trwałym pokoju ? Tylko autorka książek dla dzieci może żywić tak naiwne nadzieje ! Wiem, ze to utopia. Bo oczywiście jest wiele innych rzeczy na tym nieszczęsnym chorym świecie, które muszą zostać zmienione, żeby zapanował pokój…

Od tamtego dnia minęło ponad 40 lat i w tym czasie na szczęście sporo się zmieniło – przynajmniej w kwestii stosunku do przemocy wobec dzieci. Ale przesłanie tej książki pozostaje nadal aktualne. To, jakie dzieciństwo każdy z nas stworzy swoim dzieciom jest naszym małym wkładem w pokój na świecie.

P.S. Co prawda wydaje mi się to oczywiste, ale na wszelki wypadek zaznaczę wyraźnie – to nie jest książka adresowana do dzieci !!!

Astrid Lindgren „Żadnej przemocy !”, ilustr.: Stina Wirsen, przekł.: Anna Węgleńska, wyd.: Zakamarki, Poznań 2020

Ściskam w pasie, kontrabasie !

Ściskam w pasie, kontrabasie !

Dziś poznamy instrumenty, życiorysów ich fragmenty oraz tłum ich właścicieli, od Zenona do Anieli, od Aliny do Leona.

Kto chce, niech się sam przekona !

„Ściskam w pasie, kontrabasie !” to zbiór czternastu króciutkich, dowcipnie spuentowanych i ciut absurdalnych opowiadanek Doroty Gellner napisanych prozą rytmiczną, a nawet rzekłabym – bardzo rytmiczną 😉 W każdej z tych historyjek jest jakiś człowiek oraz instrument. Instrumenty są raczej z tych dziś już mniej znanych i popularnych jak bałałajka, mandolina czy pianola, a ludzie… No cóż – z ich uzdolnieniami muzycznymi bywa różnie 😉 Niektórzy mają do tego talent, inni nie za bardzo, czasem nawet mają do tego dwie lewe ręce, są też tacy, którzy grają już tylko na starym portrecie…

Kiedy Majka była mała, z bałałajką się spotkała. Bardzo się zaprzyjaźniły, nierozłączne prawie były. Gdy się Majka czegoś bała, bałałajka jej śpiewała. Kiedy Majka się nudziła, bałałajka jej nuciła. Dzięki dźwiękom bałałajki, bajką było życie Majki.

„Ściskam w pasie, kontrabasie !” to nie tylko (fantastycznie zilustrowana przez Marcina Minora) zabawa słowem i rytmem, który sam niesie czytającego. To także żartobliwe wprowadzenie w świat instrumentów muzycznych i ludzi, którzy na nich grają – pokazujące, że nie zawsze bywa im łatwo, a początki gry są zazwyczaj trudne i dla grającego, i dla słuchających. Jeśli się ćwiczy i ma talent, wtedy wszystko gra, ale jeśli nie – lepiej dać spokój i sobie, i otoczeniu, że o instrumencie nie wspomnę 😉

Dorota Gellner „Ściskam w pasie, kontrabasie !”, ilustr.: Marcin Minor, wyd.: Bajka, Warszawa 2020