Południowa łąka

Południowa łąka

Wpis z 8 listopada 2010 roku

Nie tak dawno zapytałam na zaprzyjaźnionym forum rodzicielskim o skojarzenia, jakie przychodzą do głowy w związku z książkami Astrid Lindgren. Słowem, które powtarzało się najczęściej była beztroska.Tymczasem pierwszym określeniem, jaki nasunęło mi się, kiedy skończyłam tę książkę było: smutna. Nie: piękna choć smutna jak w przypadku „Braci Lwie Serce”, „Mio, mój Mio” czy „Ronii, córki zbójnika”, tylko: przejmująco, wręcz rozpaczliwie smutna.

Dawno, dawno temu w czasach wielkiej biedy…

… życie było bardzo trudne. Osierocone dzieci musiały ciężko pracować u gospodarza, który ich przygarnął. Wziął ich do siebie nie dlatego, ze mieli najbardziej jasne i szczere oczy pod słońcem i najsprawniejsze małe ręce, ani tez dlatego, że czuli bezbrzeżny smutek po śmierci swojej mamy, nie, wziął ich, żeby przynosili mu korzyść. Dziecinne ręce są w stanie pracować całkiem dobrze, jeśli tylko nie pozwoli im się na wyrzynanie łódek z kory i wycinanie świstawek, i budowanie na stokach domków do zabawy.

Dawno, dawno temu w czasach wielkiej biedy…

… osierocone dzieci, których nikt nie chciał przygarnąć trafiały do przytułku dla ubogich, jak mała Malin z opowiadania „Gra moja lipa, śpiewa mój słowik ?”. Taki przytułek był miejscem, gdzie nie było niczego co piekne, ani niczego, co radosne, a Malin tak mocno pragnęła piękna i radości… Cytat z tego opowiadania kończył „Portrety Astrid Lindgren” – bardzo chciałam je poznać, a teraz leży mi ono osadem na duszy.

Dawno, dawno temu w czasach wielkiej biedy…

… nawet te dzieci, które miały rodziców, chorowały i umierały dużo częściej niż teraz.

Dawno, dawno temu w czasach wielkiej biedy…

…Szwecja była zupełnie innym krajem niż teraz. Aż trudno uwierzyć, że to właśnie tam spędziliśmy cudowne wakacje dwa lata temu.

Dlatego właśnie zaliczyłam „Południową łąkę” do książek kontrowersyjnych – nie bardzo wiem, komu mogłabym ją zaproponować. Pokazuje świat jakiego na szczęście już nie ma, ani w Szwecji, ani w Polsce, świat, którego współczesne dzieci (w Wydawnictwo przeznaczyło ją już dla ośmiolatków) chyba nie są w stanie zrozumieć.

Ja nie potrafiłam zaproponować jej mojej niemal jedenastoletniej Najmłodszej, która przecież zna i lubi i Ronię, i Mio i Braci Lwie Serce (a ostatnie z opowiadań „Paź Nils z Dąbrowy” jest do nich podobne).

Mimo że dwa z czterech wchodzących do tego zbioru opowiadań kończą się właściwie dobrze (choć też nie do końca), całość po prostu zasmuca. W przeciwieństwie do tamtych książek w „Południowej łące” brakuje nadziei. I chyba słusznie, że towarzyszą jej tylko czarno -białe ilustracje, bo wszelkie kolory byłyby tu nie na miejscu.

Astrid Lindgren „Południowa łąka i inne opowiadania”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2009

2 myśli w temacie “Południowa łąka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s