Tkaczka chmur

Tkaczka chmur

Książka nominowana i nagrodzona w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: Od A do Z !!!

Oraz wpisana na pokonkursową Listę BIS Polskiej Sekcji IBBY i NAGRODZONA Nagrodą literacką m.st. Warszawy !!!

A także nominowana do szwedzkiej PUBLISHINGPRISET 2023 !!!

Śmierć – oj, nie lubimy tego słowa.

Jest szorstkie. Zgrzytliwe. Krótkie jest jak chwila między czymś, co było zawsze i co znaliśmy, a tym, co się nagle zjawia – zupełnie nowe i inne. Jak szybki wdech, po którym przychodzi długi, trwający miesiące i lata wydech… Za tym słowem wędruje nieprzyjemna, głucha cisza.

Śmierć mamy na wiele sposobów zrytualizowaną i sformalizowaną. W religii, w kulturze. I – w obecnych czasach – jest ona bardzo, bardzo odległa od naszej codzienności. Jesteśmy od niej oddzieleni, odgrodzeni. A przecież – poza narodzinami – jest jedynym co łączy wszystkie żyjące istoty. Nosimy ją w sobie – napisała Katarzyna Jackowska-Enemuo na stronie projektu Nieuchronne nam się zdarzy, którego częścią jest ta książka.

Śmierć jest tematem, od którego uciekamy i staramy się chronić przed nim dzieci. Ale przecież tak zupełnie uchronić ich się przed tym nie da. Nie możemy przewidzieć wszystkiego, co się zdarzy. I chyba zaczynamy to rozumieć, bo pojawia się coraz więcej książek dla niedorosłych, w których ten temat jest obecny. Wśród nominacji w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA znalazły się w tym roku aż cztery – oprócz „Tkaczki chmur” także „Stan splątania” , „Jestem życie / Jestem śmierć” i „Tyle miłości nie może umrzeć” .

Już się nam opowieść przędzie, / Co ma być, to właśnie będzie. / A co będzie, to ma być, / Już się przędzie losu nić.

Spośród wszystkich możliwych śmierci, najtrudniejsza do ogarnięcia jest sytuacja kiedy umiera dziecko. Wydaje nam się, że to zaburza naturalny porządek rzeczy, bo życie powinno trwać aż do starości. A przecież nie zawsze to było takie oczywiste.

Na cmentarzu w podwarszawskiej miejscowości, wśród innych grobów rodzinnych odwiedzam też taki, w którym pochowani są moi pradziadkowie. Oboje umarli w wieku słusznym, ale wraz z nim w tym grobie leży także dwóje z siedmiorga ich dzieci, córka i syn którzy nie dożyli dorosłości. Pochowane są tam także ich zmarłe w dzieciństwie wnuki, bo każde z ich dorosłych dzieci straciło jedno własne. To wszystko miało miejsce mniej niż 100 lat temu, już w XX wieku. Teraz śmiertelność w dzieciństwie jest dużo mniejsza, ale jednak przydarzyło się to Naomi – córce Katarzyny Jackowskiej-Enemuo.

Ta opowieść powstała tuż po śmierci mojej córki. Patrzyłam na jej znajomych i przyjaciół, tych niedużych, dziesięcioletnich, i widziałam, że stoją oko w oko z niepojętym, tak samo jak my wszyscy. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie znam żadnej, ale to żadnej historii dla dzieci, która opowiadałaby o śmierci. I o tym, co się dzieje z nami, kiedy zostajemy tutaj po śmierci kogoś bliskiego. Opowieści, w której śmierć byłaby nieuchronnym, choć wcale nie tragicznym zakończeniem. Pomyślałam: A co z dziećmi jeszcze młodszymi, które pojmują świat zupełnie nieintelektualnie ?

Trudno rozmawiać z dziećmi o nieuchronności, śmierci, chorobie, o tym, co wydaje się niesprawiedliwe i zupełnie bez sensu. Trudno rozmawiać z nimi o tym, co dzieje się z człowiekiem, który musi zmierzyć się z takim doświadczeniem. O tym, że zakończenia naszych historii są bardzo różne i nie zawsze jak z bajki. O emocjach, tych najtrudniejszych, które przecież są naturalne – napisała w posłowiu do „Tkaczki chmur”

Jest w tej historii dziewczynka, jest jej brat i są Zorze – takie słowiańskie Mojry albo Parki.

W pałacu Słońca, na samiuśkim końcu świata, mieszkają trzy siostry, trzy Zorze. Pierwsza z nich to Zorza Poranna, co włosy ma płomieniste i purpurową suknię. Druga z nich – Zorza Południowa, warkocze ma złote. Trzecia, najstarsza – Zorza Północna, włosy ma srebrzyste, a oczy ciemne jak noc.

Trzy Zorze ze słonecznego światła przędą nici losu i strzegą ich. Twojej, mojej, waszych… Zorza Poranna przędzie nić, Południowa dba o to, by się nić nie poplątała, by biegła jak trzeba. A Północna w odpowiednim momencie, właśnie wtedy, kiedy trzeba – tę nić przecina – bo nić losu nie ma końca, a bez końca nikt nie może żyć na świecie.

I kiedy rodzi się dziecko, trzy Zorze przychodzą i przędą nić jego życia, i troskliwie ją układają. I każdemu dziecku dają jakiś dar.

Jest w tej historii choroba i wyprawa po środek, który ma ją wyleczyć. W innych baśniach, tych które znałam wcześniej, trud Braciszka zostałby wynagrodzony wyzdrowieniem Siostrzyczki, jednak ta kończy się inaczej. Czy to znaczy, że kończy się źle ?

„Tkaczka chmur” to opowieść o żałobie oraz o towarzyszących jej: smutku, złości i zwątpieniu, ale także o tym, że należy znaleźć w sobie zaufanie do losu i zgodę na to, aby zdarzyło się to, co ma być. Nawet jeżeli wydaje nam się, że bardzo tego nie chcemy…

Złota losu nić ze słońca, / Nitka, która nie ma końca. / Już się nam opowieść tka, / I kończymy – raz i dwa!

„Tkaczkę chmur” przepięknie zilustrowała Marianna Sztyma. Jest w tych obrazach coś takiego, że nie mogę się na nie napatrzeć i za każdym razem znajduję w nich coś nowego. Katarzyna Jackowska-Enemuo powiedziała o nich: Gdy zobaczyłam te obrazy, pomyślałam, jaką niesamowitą wrażliwość ma Marianna. Bo to nie są po prostu ilustracje, to jest cała spójna opowieść. A nie znałyśmy się wcześniej, nie rozmawiałyśmy dużo. (…) Jedyną rzeczą, o którą poprosiłam Mariannę, była zmiana koloru nitki, która jest osnową obrazową całej książki – biegnie przez wszystkie ilustracje. Na początku była błękitna. Wyglądało to bardzo pięknie, ale coś mi się nie zgadzało. Powiedziałam do Marianny: „Słuchaj, ona wygląda jak woda. Jak łza. Ja bym chciała złotą, da się?”. A Marianna mówi: „Zobaczymy”. I zrobiła mi złotą.

Ta niesamowita spójność tekstu i obrazu zdecydowała o tym, że „Tkaczka chmur” została nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA w kategorii: Od A do Z, która jest przeznaczona właśnie dla takich książek totalnych – dopracowanych i dogranych w najdrobniejszych szczegółach. Docenili ją także głosujący internauci. W tym przypadku vox populi spotkał się także ze zdaniem fachowców 😉 bo właśnie te ilustracje znajdą się na Wystawie Ilustratorów podczas Bologna Children’s Book Fair – największego wydarzenia związanego z książką dla młodych czytelników (przynajmniej w naszej części świata). O udział w tej wystawie ubiegało się w tym roku 3873 ilustratorów z całego świata, a zaproszono do niej 78 artystów, w tym dwie Polki – Alę Florę i Mariannę Sztymę. Gratulacje !!!

Warto dodać jeszcze, że książka zawiera nie tylko posłowie Autorki, w którym dzieli się ona doświadczeniem w rozmawianiu z dziećmi o tej baśni, ale także nuty piosenek znajdujących się w jej tekście. Innych piosenek w wykonaniu Katarzyny Jackowskiej-Enemuo, które powstały dla projektu Nieuchronne nam się zdarzy, można posłuchać na jego stronie —>>> tutaj

Jest to także wśród naszych nominacji druga (obok „Stanu splatania”) książka, której autorka związana jest z bardzo ciekawą inicjatywą pod nazwą Instytut Dobrej Śmierci.

Katarzyna Jackowska-Enemuo „Tkaczka chmur”, ilustr.: Marianna Sztyma, wyd.: Albus, Poznań 2021

Katarzyna Jackowska – Enemuo była bohaterką audycji Magdy Mikołajczuk „Po drugiej stronie lustra” – rozmowa dotyczyła nie tylko „Tkaczki chmur” —>>> tędy proszę jeśli chcecie posłuchać 🙂

Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków

Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: Od A do Z !!!

Oraz wpisana na pokonkursową Listę BIS Polskiej Sekcji IBBY

To już czwarty atlas (po wcześniejszych: ptaków, motyli i zwierzaków) który stworzyła ta wspaniała małżeńska spółka autorska. Wszystkie zachwyty, które dotyczyły poprzednich, tu także maja zastosowanie. I jak za każdym razem nasuwa się pytanie – o czym będzie następny ? Nie wątpię w to, że niebawem się dowiemy 😉

Różni się on od poprzednich doborem bohaterów. W tamtych byli oni anonimowi i znani autorom raczej z daleka, można nawet powiedzieć, że niektórzy przelotnie – tutaj natomiast mamy do czynienia z domownikami.

Choć koty od tysiącleci żyją u boku człowieka, zachowują niezależność, poczucie własnej godności, a także cale mnóstwo sekretów. Przespacerujmy się więc – jeśli nam na to pozwolą – tajemniczymi kocimi ścieżkami.

Ewa i Paweł Pawlakowie są kociarzami od dawna. Nieraz dawali temu wyraz w swojej twórczości, ale najmocniej ujawniło się to w wydanej kilkanaście lat temu książce „Ja, Bobik, czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem”.

ilustracja z książki „Ja, Bobik”

Jej bohater już niestety bryka sobie za Tęczowym Mostem, ale nie mogło go zabraknąć także w tym atlasie – razem z innym kocimi współlokatorami Autorów oraz ich znajomych. Na okładce książki jest (bardzo ciekawa !!!) lista osób, które udostępniły im zdjęcia i historie swoich kociaków, żeby mogły się one na jej kartach znaleźć.

Powstała fascynująca galeria kocich ras i charakterów odwzorowanych malarsko, rzeźbiarsko oraz wyaplikowanych z materiałów. Są tam także dwie rozkładówki ekstra 😉 Jedna z nich stanowi swoisty słowniczek kociej mowy ciała, a druga opowiada do dalszych i dziko żyjących kuzynach bohaterów. Owe kuzynostwo zostało przez Pawła Pawlaka fantastycznie sportretowane na znaczkach pocztowych – tego jeszcze w tych atlasach nie było !

P.S. Dodać jeszcze muszę, że oprócz ilustracji Autorów są tam też kocie portrety wykonane przez Olę Iwanczewską

„Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2021

Ewa Kozyra-Pawlak „Ja, Bobik, czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2014

Tatry. Przewodnik dla dużych i małych

Tatry. Przewodnik dla dużych i małych

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: fakt !!!

Być może słyszeliście kiedyś o Morskim Oku, Kasprowym Wierchu albo Giewoncie. Wszystkie te tajemniczo brzmiące nazwy łączą się z jednym miejscem: z Tatrami. To najwyższe góry w Polsce, które od lat przyciągają tłumy turystów z całego świata. Tatry są także najwyższą częścią Karpat. Leżą na południu Polski, na granicy ze Słowacją. Niemal 78 procent, czyli zdecydowanie większa część Tatr, znajduje się na terenie Słowacji. Pozostała część leży w Polsce – i właśnie polskim Tatrom poświęcona będzie nasza opowieść. Zanim ją rozpoczniemy, warto też wiedzieć, że Tatry dzielą się na Zachodnie, Wysokie i Bielskie. No, to chyba tyle teorii… w końcu nie szykujemy się do klasówki w szkole, tylko na wesołą wycieczkę z mnóstwem przygód ! Gotowi do drogi ? Ruszamy !

Zanim jednak wyruszymy na szlak, musimy się na tę wycieczkę odpowiednio ubrać i spakować niezbędne rzeczy:

Aż trudno uwierzyć, że jest to (jak zapewniają Autorzy) pierwsza książka dla dzieci o Tatrach !!! A nawet jeżeli tak nie jest, to na pewno pierwsza napisana przez taki duet fachowców, bo znakomitej (i nie pierwszy raz o górach piszącej) pisarce towarzyszy były dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego i wieloletni ratownik TOPR. Efektem ich współpracy jest książka nie tylko pełna ciekawostek przyrodniczych i krajoznawczych, ale także ucząca szacunku dla gór i ich mieszkańców, pokazująca je w całej, często niebezpiecznej, krasie.

Dowiemy się z niej nie tylko co to jest grań, halny, jakie zwierzęta żyją w Tatrzańskim Parku Narodowym i z czego składa się strój góralski, ale przede wszystkim – jak zachowywać się w górach, aby pobyt tam był dla nas nie tylko przyjemny, ale też bezpieczny.

Ludzie są w Tatrach tylko gośćmi, a góry te są domem wielu zwierząt i dlatego powinniśmy szanować ich spokój. Nie tylko dla ich, ale także dla własnego dobra, bo spotkanie ze zdenerwowanym niedźwiedziem może być niebezpieczne. Paweł Skawiński opowiada tu parę historii, które naprawdę przydarzyły się turystom, którzy z niewiedzy bądź (nie bójmy się tego słowa !) głupoty, zaniepokoili zwierzęta i skłonili je do zachowań, które mogły się dla nich bardzo niemiło skończyć.

Ta książka uczy też ostrożności i uważnego obserwowania pogody. Historie największych tragedii, jakie się w Tatrach wydarzyły w ostatnich latach (piorun na Giewoncie i lawina pod Rysami), pojawiają się tu nie po to, żeby czytelników wystraszyć, tylko żeby zrozumieli, że z tymi górami naprawdę żartów nie ma. Dlatego tak ważne jest odpowiednie przygotowanie, zaplanowanie trasy i uważna obserwacja pogody, która może tam się zmieniać bardzo szybko.

Kreskę Adama Pękalskiego, który zilustrował tę książkę, znałam już wcześniej z leksykonów „Dawniej czyli drzewiej” i „Dzieje się je !” oraz z „Mamy Gęsi”. Wiedziałam już, czego się spodziewać i dlatego nie zdziwił mnie ani rozmach tych ilustracji, ani ich staranność, ani pewna zadzierżystość widoczna choćby w wyrazie twarzy (pyska) niektórych zwierząt.

Szczególnie zachwyciła mnie wyklejka przedstawiająca panoramę Tatr według rysunku Zbigniewa Korosadowicza. Jego nazwisko nie pojawia się w tekście książki, ale warto je wygooglać, bo to postać bardzo interesująca.

Mimo sporych rozmiarów „Tatry. Przewodnik dla dużych i małych” to książka, która oczywiście nie wyczerpuje tematu. Może jednak stać się początkiem pięknej przygody – i z górami, i z książkami o nich.

Barbara Gawryluk, Paweł Skawiński „Tatry. Przewodnik dla dużych i małych”, ilustr.: Adam Pękalski, wyd.: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021

Toffi

Toffi

Książka nominowana w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: tekst !!!


Prawie dwa lata temu, w początku marca 2020 roku wybrałam się odwiedzić Najstarszą z moich Córek w Oxfordzie. Spędziłyśmy tam razem cudowny czas, nie przypuszczając jeszcze, że jest to Ostatni Weekend Świata, Który Znamy. Ostatnia wystawa w muzeum zwiedzana bez maseczek 😉 afternoon tea w kawiarni na dachu Ashmolean Museum, różne miejsca związane z Lewisem Carollem, C.S.Lewisem czy J.R.R. Tolkienem, że o dziedzińcu, na którym Harry Potter uczył się latać na miotle nie wspomnę…
Latarnia, którą podobno kiedyś C.S. Lewis zobaczył w śniegu i pierwowzór Pana Tumnusa

Wędrując pomiędzy nimi wstąpiłyśmy na chwilę do księgarni, żeby odpocząć. Zauważyłam wtedy nieznaną mi książkę Sarah Crossan i zaczęłam ją podczytywać. Zainteresowała mnie na tyle, że nabrałam ochoty, aby się z nią zmierzyć w oryginale. To była właśnie „Toffi”.

Już w drodze na lotnisko przypomniałam sobie, że miałam przed wyjazdem wstąpić jeszcze do tej księgarni, żeby ją kupić, ale zapomniałam. Pocieszyłam się jednak tym, że na pewno niebawem ukaże się po polsku, a tymczasem musiałam na nią czekać aż półtora roku. W końcu doczekałam się.

„Tofii” to czwarta książka Sarah Crossan, która ukazała się po polsku, a trzecia z gatunku verse novel. W porównaniu z poprzednimi określiłabym ją jako bardziej fabularną. Jest w niej więcej akcji, zdarzeń, które autorka opowiada, a zdania/wersy i rozdziały są często dłuższe niż w poprzednich takich jej powieściach. Jednak historia, w niej opisana jest równie mocna i przejmująca. Znajdziemy w niej starość i samotność opuszczonej kobiety oraz samotność niekochanego, krzywdzonego dziecka.

Alison i Marla – nastolatka i staruszka, obie samotne na dwóch biegunach dorosłego życia, wyrzucone poza jego nawias. To sytuacja trochę podobna jak w „Stanie splątania” Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, ale życie Alison jest zdecydowanie trudniejsze niż było to w przypadku Leny, Marii i Miłosza. Jej Mama umarła zaraz po urodzeniu Alison, a ojciec w trudnych momentach chętnie sięga po przemoc. Dlatego dziewczynka uciekła, a jemu chyba jej nieobecność jest na rękę…

Marla natomiast, inaczej niż Bertand, Eldia i Jarmiła, mieszka we własnym domu, a nie ośrodku. Przychodzi do niej codziennie opiekunka, a syn odwiedza co jakiś czas, ale żadne z nich nie poświęca jej swojej uwagi, nie słucha, po prostu niezbyt chętnie spełniają swój obowiązek.

A tytułowa Toffi ? Tym imieniem, należącym do jej dawnej przyjaciółki, Marla nazwie Alison, kiedy się pierwszy raz spotkają, a ona schowa się za nim, bo tak będzie się czuła bezpieczniej.

Czy to wszystko może się skończyć dobrze ? O tym musicie przekonać się sami, ja tylko uprzedzę, że jak zawsze u tej autorki nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, Będzie bolało, ale warto.

W tegorocznym Plebiscycie Blogerów Lokomotywa, w którym głosować można do końca stycznia, „Toffi” została nominowana w kategorii: tekst. Dwa lata temu „Tippi i ja” – poprzednia verse novel Crossan zdobyła nominację za przekład. Nie znaczy to, że teraz nie doceniamy pracy tłumaczki Małgorzaty Glasenapp, a poprzednio nie doceniliśmy autorki, bo obie są tutaj równie ważne. Autor jest twórcą całej historii, bez niego nie byłoby książki – to oczywiste. Ale rola tłumacza, szczególnie w przypadku literatury dla czytelników niedorosłych, którzy raczej nie sięgną po wersję oryginalną, jest nie do przecenienia.

Sarah Crossan „Toffi”, przekł.: Małgorzata Glasenapp , wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2021

Lokomotywa 2021 ruszyła !!!

Lokomotywa 2021 ruszyła !!!

Mogę więc pokazać wczorajszy stosik od właściwej strony 🙂

Na ten stos składa się 28 książek, które razem stanowią 26 nominacji.

W tegorocznym Plebiscycie Blogerów Lokomotywa 2021 nominacji mamy 60 (po 10 w 6 kategoriach), ale składa się na nie aż 75 książek. Tak jeszcze nie było !!!

Na półkach Małego Pokoju z Książkami stanęło dotychczas 12 książek z 11 nominacji i niebawem przybędą następne. Do półki z tegorocznymi nominacjami zapraszam —>>> tędy 🙂

Nominacje w naszym plebiscycie to pula najlepszych tytułów, które ukazały się w Polsce i po polsku w ostatnim roku (a dokładniej – od 1 grudnia do 30 listopada) po raz pierwszy. Za każdą z tych nominacji stoi konkretna osoba i jej zachwyt tą książką. Wszystkie są warte przeczytania !!!

A więc – czytajcie, zachwycajcie się… i głosujcie na stronie Plebiscytu . Nie trzeba głosować we wszystkich kategoriach i nie trzeba też się nigdzie logować.

Już za chwileczkę…

Już za chwileczkę…

już za momencik, Lokomotywa zacznie się kręcić…

18 stycznia rozpocznie się kolejna, czwarta już Lokomotywa czyli Plebiscyt Blogerów – Książka dla Niedorosłych. Jak co roku – dziesiątka blogerów nominuje książki w sześciu kategoriach, a internauci głosują na stronie Plebiscytu czyli —>>> tutaj . Nie trzeba głosować we wszystkich kategoriach, a od tego roku nie trzeba mieć konta Google.

Ten stosik to 26 z 60 nominacji – a więc mniej niż połowa 🙂

Niezależnie od tego, które z nich zostaną laureatkami, WSZYSTKIE nominowane są znakomite i warte poznania. IMO to właśnie ta pula sześćdziesięciu tytułów zauważonych przez blogerów jest największą wartością Plebiscytu.

P.S. A jeśli ktoś jeszcze nie wie, o co w tym wszystkim chodzi, wyjaśnienie, jak wsiadłam do Lokomotywy, znajdzie —>>> tutaj

Powietrzny żeglarz

Powietrzny żeglarz

czyli drugi (po „Królu myszy”) tom cyklu „Uczeń sztukmistrza”. Oba zostały wyróżnione w konkursie Książka Roku 2021 Polskiej Sekcji IBBY

oraz nominowane w Plebiscycie Blogerów LOKOMOTYWA 2021 w kategorii: tekst !!!

„Uczeń sztukmistrza” to cykl rozpisany na trzy tomy. W takich sytuacjach najczęściej pierwszy służy zawiązaniu akcji i przedstawieniu głównych jej uczestników, a w trzecim wszystkie wątki znajdują swoje rozwiązanie. Drugi tom jest takim pomostem miedzy nimi, rozwijającym zaczęte wcześniej wątki, ale tak, aby niczego nie dokończyć. Tak jest także i tutaj, choć nie można powiedzieć, że w tej części nic się nie dzieje !!!

Już w pierwszej scenie znany dobrze czytelnikom z poprzedniego tomu Antoni Magier znajduje na lodzie pod mostem zwłoki i nie jest to jedyna tajemnicza śmierć, z jaką mamy tu do czynienia. W dodatku wiele wskazuje na to, że te morderstwa są ze sobą w jakiś sposób powiązane…

Na kartach tej części spotykamy oczywiście wszystkich najważniejszych bohaterów, których poznaliśmy w poprzedniej, ale w tle pojawiają się także nowe postaci historyczne. Jest rok 1805, Warszawę opuszczają Prusacy i wkraczają do niej Francuzi pod wodzą marszałka Joachima Murata. Zuzanna Orlińska swoim zwyczajem z rozmachem wplata w akcję osoby, które jej czytelnicy znają ze szkolnych podręczników, więc na końcu nie odmówiła sobie także….

Nie, nie zdradzę, kto się tam we własnej ośmioletniej osobie pojawia. Musicie przeczytać sami 😉

A kim jest tytułowy powietrzny żeglarz ? To znany nam również z pierwszego tomu (i ku mojemu zaskoczeniu będący postacią autentyczną) Jordaki Kuparenko, który naprawdę był pionierem lotów balonowych na ziemiach polskich. Czytelnikom tych książek trudno sobie nawet wyobrazić jakie to wówczas miało znaczenie ! Większość ludzi żyjących w początku XIX wieku nie wspięło się wyżej niż na pierwsze czy drugie piętro budynku, a w najlepszym razie na wieżę kościelną, nie znali więc w ogóle widoku z wysokości. Przypomniała mi się przy tej okazji scena z mojego ukochanego „Pożegnania z Afryką”, w której Karen wspominając pierwszy lot samolotem mówi, że zobaczyła wtedy ziemię, tak jak widzi ją Bóg. A obecnie nawet osoby, które nigdy nie leciały samolotem, doskonale wiedzą, jak wygląda widok z niego. Ba ! wszyscy doskonale wiemy, jak wygląda Ziemia z kosmosu, a przecież tylko nieliczni tam byli. 😉

Dla współczesnych nastolatków, dla których lot samolotem nie jest już niczym szczególnie ekscytującym, ciekawie będzie dowiedzieć się, z jakimi niebezpieczeństwami musieli mierzyć się pierwsi powietrzni żeglarze. I tylko tak się zastanawiam – czy owieczka Jordakiego jest też postacią autentyczną ? Bo jej rola w rozwoju sztuki awiacji jest nie do przecenienia.

No i jak to się wszystko skończy ??? Tajemnic w tej książce wiele, żadna nie doczekała się jeszcze rozwiązania, ale na szczęście ostatni tom cyklu jest już przez wydawnictwo zapowiadany na wiosnę 🙂 (

Edit: już się ukazał i jest opisany –>>> tutaj

A ! I dodam jeszcze, że wyklejka, której autorem podobnie jak w poprzednim tomie jest Marcin Minor, mimo że wygląda na tę samą, tylko różniącą się kolorem tła, przy bliższym zapoznaniu okazuje się być zupełnie inna 🙂

Zuzanna Orlińska „Powietrzny żeglarz” (cykl: „Uczeń sztukmistrza” t.2), wyd.: Literatura, Łódź 2021

Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna

Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna

Książka wpisana na pokonkursową Listę BIS Polskiej Sekcji IBBY

Gdzie Dobroć, Miłość, Litość mieszka, tam Bóg ma swe mieszkanie…

Ten wiersz Wiliama Blake’a w przekładzie Stanisława Barańczaka, który znam dzięki „Noelce” Małgorzaty Musierowicz, przypomniał mi się, kiedy czytałam „Pięć choinek w tym jedną kradzioną”. Nie ma w tej książce żadnych odwołań religijnych w sensie, nazwijmy to, kościelnym, ale są tam właśnie Dobroć i Miłość, i Litość w dużych ilościach. Blake napisał tam jeszcze, a Barańczak nam to spolszczył, że żadnej zbłąkanej ludzkiej duszy te cnoty nie zawiodły i bohaterowie Barbary Kosmowskiej są tego przykładem.

Mam jeszcze jedno intertekstualne skojarzenie – konstrukcja tej książki przypomina mi film „Love actually”, którego akcja także umieszczona jest w okresie przedświątecznym. Podobnie jak w tym filmie, tu także nie ma jednego głównego bohatera i dominującego wątku. Mamy grupę pozornie przypadkowo dobranych ludzi żyjących w kilku miejscach w Polsce oraz w Nowym Jorku, których ścieżki życiowe krzyżują się w różnym sytuacjach, a w dodatku okazują się oni w rozmaity sposób powiązani więzami pokrewieństwa, przyjaźni czy dawnej znajomości. W ich codziennym zabieganiu nie dzieją się rzeczy niezwykłe, ale rozwiązując codzienne, zwyczajne problemy odruchowo czynią Dobro, kierując się Miłością i Litością. Nawet tytułowa kradzież choinki, z jakiej perspektywy by na nią nie spojrzeć, okazuje się wszechstronnie dobrym uczynkiem 😉

Bardzo podobają mi się ilustracje Joanny Rusinek, które towarzyszą tekstowi. Są takie miło świąteczne, ale nie przesłodzone i absolutnie nie kiczowate. Sympatyczna wyklejka ze świątecznymi akcesoriami, czerwona wstążka jakby z rozpakowanego (albo dopiero pakowanego ?) prezentu, która wije się dołem kolejnych stron, małe obrazki na początku każdego rozdziału (a każdy inny !) i sześć (a z okładkową – siedem) dużych, całostronicowych ilustracji – to wszystko tworzy atmosferę tej książki.

Ze wszystkich bohaterów, którzy się na jej kartach pojawili, najbliższa jest mi chyba Magda, zagoniona przedświątecznie mama trójki dzieci. Zobaczyłam w niej siebie sprzed lat, kiedy moje córki były młodsze, a ja tak bardzo chciałam, żeby Święta w naszym domu były może nie perfekcyjne, ale fantastyczne, choć czasem mi na to sił nie starczało. Potem córki dorosły i włączyły się w te przygotowania, a teraz przed nami pierwsze Święta, na których wszystkie trzy będą gośćmi, bo już z nami nie mieszkają. I choć jakoś tam się w te przygotowania włączą, to trochę mi szkoda, że w tym roku już nie uda nam się razem posiekać składników sałatki miło przy tym plotkując, każda nad swoją deską…

P.S. Z radością stwierdzam, że jest to kolejna publikacja świąteczna, w której prezenty nie stanowią sedna Świąt 🙂

Barbara Kosmowska „Pięć choinek w tym jedna kradziona. Opowieść świąteczna”, ilustr.: Joanna Rusinek, wyd.: Literatura, Łódź 2021

Jak ratowaliśmy Wigilię

Jak ratowaliśmy Wigilię

Od ośmiu lat Wydawnictwo Zakamarki co roku wydaje kolejny książkowy kalendarz adwentowy. Nie wszystkie przypadły mi do gustu, większość odbiegała od moich oczekiwań związanych z takimi książkami. „Jak ratowaliśmy Wigilię” ukazało się przed rokiem, ale w pandemicznym zamieszaniu dotarło do mnie już za późno, żebym go przed świętami umieściła na półce Małego Pokoju z Książkami. A szkoda, bo akurat ten podoba mi się bardzo.

Dziś jest pierwszy grudnia!

Czekałem, czekałem i w końcu jest. Pierwszy dzień świątecznego miesiąca ! Nareszcie zaczynają się światełka, przyjemności, tajemnice, pieczenie, dekorowanie.

Mnóstwo ludzi lubi Boże Narodzenie, jednak nikt nie kocha tych świąt tak bardzo jak ja. Bo ja uwielbiam wszystko, co się z nimi wiąże !

W zerówce Tima od pierwszego grudnia codziennie będzie losowane dziecko, które zerwie z magicznego kalendarza kolejną kartkę. Chłopiec bardzo chciałby, żeby na niego wypadła kartka wigilijna, która ma być zerwana ostatniego dnia przed feriami. Pani powiedziała, że ten, komu przypadnie Wigilia, będzie musiał bardzo pilnować swojej kartki aż do momentu, kiedy Boże Narodzenie zostanie porządnie odświętowane. A co jeśli kartka się zgubi ? Pani powiedziała ze śmiechem, że wtedy nie będzie Wigilii.

Warto czasem zastanowić się nad żartami, które mówimy w obecności dzieci i do nich, bo nie zawsze rozumieją przenośnie czy humor absurdalny. Od tego (w przekonaniu ich wychowawczyni Ammi – niewinnego) żartu, który dzieci potraktowały absolutnie poważnie, bierze się wszystko, co wydarzy się potem. Tim postanawia zaopiekować się wigilijną kartką, a kiedy ją traci, zaczyna razem ze swoją przyjaciółką Esme zastanawiać się, co mogą zrobić, żeby uratować Święta…

Mam na ogół opory przed sięganiem po książki i filmy, które mają w tytule ratowanie świąt. Na ogół chodzi w nich o jakieś problemy z dostarczeniem prezentów na czas, tak jakby tylko o nie chodziło w tych świętach. A tutaj w ogóle nie ma mowy o prezentach, ani o tym, kto je przynosi ! Dla Tima najważniejsze w czasie Świąt jest to, że jest to jedyny moment w roku, kiedy jego rodzina jest razem, bo przyjeżdża wtedy jego starsza, mieszkająca na stałe w Australii siostra Ewa. Tymczasem zaraz po tym, jak zginęła wigilijna kartka z kalendarza, Ewa zadzwoniła, żeby powiedzieć, że nie przyjedzie, bo nie dostała urlopu.

Czy Timowi i Esme uda się mimo wszystko uratować Święta ???

„Jak ratowaliśmy Wigilię” zostało przetłumaczone przez Annę Czernow – zwróćcie uwagę na jej przeróbkę kolędy, dopasowaną do znanych polskim czytelnikom realiów ! Ta książka skojarzyła mi się z obejrzanym parę dni temu na Netflixie nowym polskim filmem „Dawid i elfy”, który bardzo mile mnie zaskoczył. Jest równie dowcipny co wzruszający, a w dodatku (mimo że akcja toczy się wokół Świętego Mikołaja i jego elfów) też nie chodzi tam o prezenty, a o miłość i spotkanie z najbliższymi. To dobry pomysł na adwentowy albo świąteczny rodzinny wspólny seans filmowy 🙂

Ellen Karlsson (tekst), Cecilia Heikkila (ilustr.) „Jak ratowaliśmy Wigilię”, przekł.: Anna Czernow, wyd.: Zakamarki, Poznań 2020

Święta na świecie

Święta na świecie

„Święta na świecie” to książka bardzo podobna do „Wszyscy świętują” zarówno w pomyśle, jak i w układzie. Różni je tylko jeden szczegół. We „Wszyscy świętują” mamy opis rozmaitych świąt z całego świata i z całego roku, ale z wyjątkiem Bożego Narodzenia, natomiast „Święta na świecie” opowiadają wyłącznie o zwyczajach bożonarodzeniowych. No, niezupełnie wyłącznie, bo na końcu są jeszcze strony poświęcone przypadającym w tym samym czasie świętom innych religii.

24 kraje z całego świata ułożone alfabetycznie – od Anglii po Włochy (i Polskę na końcu) przez Australię, Etiopię, Filipiny czy Islandię. Z każdego rozdziału dowiadujemy się, jak w tym kraju obchodzone jest Boże Narodzenie. Co się wtedy je i którego dnia ? Kto przynosi tam prezenty i jakim sposobem przybywa ? Czy ubiera się choinkę, czy może stawia w domu szopkę ? I wreszcie – jak w różnych językach mówi się Wesołych Świąt ?

„Święta na świecie” to nie jest lektura od jednorazowego przeczytania i odstawienia na półkę. To kompendium świątecznej wiedzy, do którego będzie się wracać co roku, jeśli tylko będzie pod ręką. Może też być kalendarzem adwentowym – taką przedświąteczną podróżą dookoła świata niekoniecznie w kolejności alfabetycznej, unaoczniającą, jak pięknie możemy się różnić świętując to samo.

Sofie Maria Brand „Święta na świecie”, ilustr.: Rasmus Juul, przekł.: Edyta Stępkowska, wyd.: Znak Emotikon, Kraków 2021