Smoczy jeździec

Smoczy jeździec

Wpis z 4 grudnia 2007 roku:

„Smoczy jeździec” był trzecią po  ”Atramentowym sercu” i „Królu złodziei” książką Cornelii Funke, która ukazała się w Polsce. Tamte dwie bardzo się spodobały się Najstarszej z córek, więc czekała na nią niecierpliwie. Żeby ją dostać na Mikołajki dwa lata temu, musiałam urządzić niemal polowanie z nagonką, ale udało się ! I tu niestety nastąpiło rozczarowanie 😦 Okazało się, że jest ona adresowana do czytelnika zdecydowanie młodszego, więc nie bardzo przypadła Najstarszej (wówczas trzynastoletniej) do gustu. Za to dwaj znajomi, niespełna dziesięcioletni chłopcy byli nią zachwyceni.

Nauczona tym doświadczeniem zabrałam „Smoczego jeźdźca” na zeszłoroczne wakacje i zaczęłam czytać Najmłodszej – podówczas sześcioipółletniej. Tym razem książka odniosła zasłużony sukces 🙂 Wystarczyło nam czytania na całe dwutygodniowe wczasy – w końcu to ponad 400 stron. Po jakimś czasie wróciłyśmy do niej, a dziś skończyłyśmy czytanie trzecie 🙂

„Smoczy jeździec” to powieść drogi. Razem ze srebrnym smokiem Lungiem, koboldką Siarczynką i chłopcem Benem odbywamy podróż ze Szkocji w Himalaje w poszukiwaniu Skraju Nieba – mitycznej ojczyzny smoków i miejsca, gdzie będą mogły ukryć się przed wszechobecnymi ludźmi. Jest to podróż przez świat, jakiego istnienia nawet się nie domyślamy. Wędrowcy musieli unikać ludzi (gdyby było inaczej pewnie nie dotarliby do celu), za to spotkali wiele baśniowych stworzeń – mniej i bardziej sympatycznych. Bazyliszek, Dżin o Tysiącu Oczu, Wąż morski – to tylko nieliczne z nich (że o gadającym szczurze – kartografie i jego kuzynce pilotce nie wspomnę 😉 ).

„Smoczy jeździec” to opowieść o przyjaźni, lojalności i współpracy. Tylko dzięki nim wędrowcom udało się nie tylko odnaleźć Skraj Nieba, ale również pokonać Parzymorta Złotego – odwiecznego wroga smoków.

Złoto będzie mniej warte niż srebro, gdy powróci Smoczy Jeździec– tak głosiła przepowiednia powtarzana w legendach i tak się stało. – Ale to nie opowieści go pokonały – powiedział Ben.   – Prawda, my to zrobiliśmy – krzyknęła Siarczynka, rozkładając szeroko ramiona. – My wszyscy razem. Koboldy, smoki, człowiek, homunkulus, krasnal i szczur. Niezła z nas mieszanka rozpuszczająca !

Smoczy jeździec” to także opowieść o przeznaczeniu – to co nam jest pisane, wydarzy się, jeśli tylko odważymy się podążyć za jego głosem, nawet gdyby wydawało się to nierozsądne. Jeśli Ben zachowywałby się rozsądnie, to uciekłby ze starego spichrza w którym spotkał Lunga i Siarczynkę, a juz na pewno nie wsiadłby na smoka i nie wyruszył w podróż w nieznane. Gdyby zachował się rozsądnie… nie dowiedziałby się, że jest Smoczym Jeźdźcem, nie zyskałby dozgonnej przyjaźni homunkulusa i nie znalazłby rodziny.

Czasem w życiu warto zaryzykować – ale czy naprawdę było warto, wiedzieć będziemy dopiero wtedy, kiedy to zrobimy 😉

Cornelia Funke „Smoczy jeździec” (ilustrowała Autorka), przekł.: Anna i Miłosz Urban, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2005

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s