Wpis z 20 września 2012 roku. Książki już, zdaje się, kupić nie można, ale biblioteki są znowu otwarte 😉
„Świat według Vanessy” to pamiętnik licealistki – posiadaczki tego wyszukanego imienia. Jego autorka wychowała się w kiosku z prasą prowadzonym przez jej Mamę i czytać nauczyła się na kolorowych czasopismach. Są one jej główną lekturą i źródłem wiedzy o świecie, dlatego swój pamiętnik ubrała również w formę takiego magazynu.
Każdy numer „Świata według Vanessy” podzielony jest na działy tematyczne: LUDZIE, MODA, KARIERA, PORADY, ZWIĄZKI, WNĘTRZA etc.
Środkowa z moich córek (podówczas piętnastoletnia) czytała tę książkę podczas wakacji i co jakiś czas jęczała głośno „O rany, jak mnie wnerwia ta laska !!!” 😉
Nie dziwię jej się za bardzo, bo Vanessa rzeczywiście (przynajmniej na pierwszy rzut oka) nie jest postacią z jej bajki i trudno byłoby mi sobie wyobrazić przyjaźń między nimi. Mimo że tamta jest o rok starsza, to w porównaniu ze Środkową i jej przyjaciółkami wydaje się być… żeby użyć dobrego określenia… ciut ograniczona ?
No, ale zastanówmy się – kto miałby jej te horyzonty rozszerzyć ? Matka, której ambicje nie obejmują matury, a świat ogranicza się do kiosku, kolorowych pism i solarium ? Ojciec wykładający na półki towar w supermarkecie gdzieś w Anglii ? Szkoła ucząca głownie kompilowania wypracowań z cytatów ? Pisma, które czyta, a które robią wrażenie jakby były pisane dla idiotów przez idiotów (a spotkany przez nią dziennikarz tylko to wrażenie potwierdza) ?
Ludzie, z którymi styka się Vanessa, szufladkują ją natychmiast na podstawie jej wyglądu. Trudno przecież przypuszczać, że spalona w solarium nastolatka, z rozjaśnionymi włosami i tipsami, snująca się po galeriach handlowych i pachnąca drogimi perfumami, którymi spryskuje sie w drogeriach, może kryć w sobie interesującą osobowość 😉 Co gorsza – także ona sama widzi siebie jedynie poprzez pryzmat tej szuflady.
Na szczęście los stawia na jej drodze pewną starszą panią, która z racji wieku i życiowego doświadczenia umie zobaczyć w niej coś więcej…
Katarzyna Majgier „Świat według Vanessy”, wyd.: Akapit Press, Łódź 2012
Przypominam go dopiero teraz, bo w czasie przenosin zawartości bloga z dawnej miejscówki przepadła mi gdzieś recenzja pierwszej części. Udało mi się ją wreszcie odzyskać i proszę !!!
Cykl zasadniczy stanowią części pierwsza, trzecia, czwarta i piąta napisane w formie pamiętnika Ani Szuch. „Marzycielki” są trochę obok, ale warto mimo to czytać te książki w kolejności.
„Trzynastka na karku” należała do ulubionych książek Najstarszej z moich córek. Pamiętam, że na targach książki podsunęłam pani Katarzynie Majgier do podpisu nasz nieco sfatygowany egzemplarz, tłumacząc, że wygląda tak, bo córka czytała w wannie i wpadł jej do wody. Pani Katarzyna odpowiedziała, że taki stan zaczytania książki jest największym komplementem dla autorki 🙂
Wpis z 1 października 2006 roku:
Spadło mi toto jak z nieba tuż przed trzynastymi urodzinami Najstarszej z córek. Właśnie zostałam na lodzie – bez prezentu dla niej, bo premierę „Atramentowej krwi”, na którą niecierpliwie czekałyśmy obie, przesunięto o pół roku. Kupiłam w desperacji – głównie z powodu tytułu i trochę dlatego, że bohaterka jest imienniczką Najstarszej. Zakup okazał się strzałem w dziesiątkę znalazłam to, czego od dawna szukałam i na co już straciłam nadzieję: dobrą, współczesną powieść obyczajową dla młodzieży, mocno osadzoną w polskich realiach. Autorka konsultowała się z nastolatkami, piszącymi na prowadzonym przez Nią (edit: dziś już nieistniejącym) forum Junior Reporter – miała więc z pierwszej ręki informacje o tym, co lubią i czym się zajmują obecne trzynastolatki.
Ania z tej książki jest typową przedstawicielką swojej grupy wiekowej, może tylko trochę inteligentniejszą i bardziej oczytaną niż norma przewiduje. Z nieubłaganą logiką dostrzega wszystko, co dorośli chcieliby ukryć, i konsekwentnie punktuje każdą ich niekonsekwencję. Czasem jest nad wiek dojrzała i rozumie więcej niż, jak się wydaje, powinna rozumieć, a chwilę później reaguje w sposób godny przedszkolaka. Taki wiek… Mam podobny egzemplarz w domu, to wiem 😉 Problemy też ma typowe dla swojego wieku trądzik, biust (a właściwie jego brak), szkoła, rodzice i młodsze rodzeństwo. Jej rodzice dostrzegają w niej wyłącznie wady, podczas gdy u cudzych dzieci widzą same zalety i stawiają ich córce za wzór. Co gorsza stawiają za wzór również samych siebie, kiedy byli w jej wieku 😉
Dużo ważniejszym niż rodzice punktem odniesienia dla trzynastolatki są już jednak rówieśnicy. Anka ma przyjaciółki z tej samej klatki, z którymi zaprzyjaźniła się jeszcze w wieku przedszkolnym, a teraz chodzą do tej samej klasy. Z piaskownicy już wyrosły wszystkie ważne sprawy omawiają przy śmietniku, co czasem skutkuje rzeczą niezwykłą – szlabanem na wynoszenie śmieci. Bohaterka mieszka w bloku, tak jak pewnie ponad połowa jej rówieśników w tym kraju. Na hasło bloki wszyscy na ogół myślą o blokersach, ale ich mieszkańcy stanowią pełen przekrój społeczeństwa. W nowohuckim bloku z tej książki – tata Ani jest naukowcem, rodzice Marii z parteru są lekarzami, a rodzice Niki pracują w agencji reklamowej. Najbliższa blokowym stereotypom jest rodzina Blondi, a szczególnie jej brat Shrek i jego ziomy, ale znajomość z nimi nie musi od razu prowadzić na margines. Nie trzeba chodzić do prywatnej szkoły, żeby mieć poukładane w głowie. Mieszkając w zwykłym bloku i ucząc się w rejonowej podstawówce też można uzyskać 40 punktów (czyli maksimum) na teście kompetencji. Blok to nie wyrok.
Moje życie jest nudne: szkoła, dom, zwyczajne kumpelki, zwyczajna rodzina może trochę bardziej zakręceni niż większość społeczeństwa, ale każdy ma jakichś ekscentryków w rodzinie albo wśród przyjaciół, więc pewnie niczym się nie wyróżniam. I nigdy nic się nie dzieje…
No, jak na to, że nic się nie dzieje, to dzieje się całkiem dużo i naprawdę fajnie się o tym czyta 😉
Katarzyna Majgier „Trzynastka na karku” ilustr.: Karina Znamirowska, wyd.: Akapit Press Łódź 2006
Wpis z 2 kwietnia 2007 roku:
Kontynuacja ”Trzynastki na karku” i jeśli jednak ktoś, tak jak Najstarsza z moich córek, liczy na ponowne spotkanie z Marią z parteru (która okazała się być jej idolką 😉 ), to się trochę rozczaruje, bo pojawia się ona tylko przelotnie. Większość akcji w ogóle nie dzieje się w bloku, ani nawet w Nowej Hucie…
Nika Rosińska wraz z rodzicami wyprowadziła się do domku na przedmieściach, a do jej mieszkania wprowadzają się Monika i Liliana z Mamą. Początkowo miała zamieszkać z nimi jeszcze Kaśka z Zielonymi Włosami ale… A zresztą, co Wam będę mówić – przeczytajcie sami 😉 Dotychczas, czyli do rozwodu rodziców, mieszkały w miasteczku Jasne, w eleganckiej willi przy snobistycznej ulicy Kasztanowej. W Jasnem wszystko było jasne 😉 i wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli. Wiadomo było, kto należy do dobrej, a kto – do nieco gorszej rodziny i to tworzyło klucz przyjaźni i kontaktów towarzyskich. Rodzina Moniki i Liliany zaliczała się do tych lepszych – rozwód i przeprowadzka wyrzucają je poza nawias tej skostniałej społeczności i powodują, że Monika zaczyna postrzegać świat zupełnie inaczej niż dotąd.
Autorka tych książek pisze na swojej stronie (edit: a raczej – pisała, bo teraz tego odnaleźć nie mogę) ze zdziwieniem: raz po raz dowiaduję się, że moje książki „walczą ze stereotypami rodziny w bloku (a nawet czasem owe stereotypy obalają)”. Zauważa również: Wychowałam się w Nowej Hucie, mieszkałam w dziesięciopiętrowym „mrowiskowcu”, a co więcej – teraz też mieszkam w bloku. (…) Większość moich znajomych też mieszka w blokach i w blokach się wychowała. Nikt z nas nie jest bandziorem, dresem, tipsiarą, blacharą itp. Nie ganiamy z bejsbolami i nie wyrywamy sobie szalików, ani nawet nie kradniemy fur. Ani komór.
Skąd to zdziwienie, pani Katarzyno, skoro Pani własna bohaterka – Monika, na początku postrzega swoje nowe miejsca zamieszkania właśnie przez pryzmat tych stereotypów ? Nie rozwód, który obie z siostrą przyjęły ze spokojem, tylko właśnie przeprowadzka wywraca jej widzenie świata do góry nogami. Stwierdza ze zdziwieniem: wierzyłam, że patologiczna rodzina to taka, która nie składa się z mamy, taty i dzieci i nie mieszka w zadbanym domu. Żadnej z nas nie przychodziło do głowy, że właśnie takie rodziny bywają jeszcze bardziej patologiczne, wystarczyło spojrzeć na nas same.W Jasnem wszystko było jasne, a w bloku trudno przewidzieć, co się kryje za jednakowymi drzwiami mieszkań i czego można się spodziewać po sąsiadach.
Ja również wychowałam się w bloku i w moim bloku też wyrósł jeden pisarz. Blok zresztą blokowi nierówny. Są bloki małe, kameralne, zatopione w zieleni – bloczki właściwie ;-), gdzie na jednej klatce jest najwyżej kilkanaście mieszkań. Są też bloki – monstra, w których w pionie mieszka tyle ludzi, ile w poziomie zamieszkiwałoby dużą wieś czy niewielkie miasteczko. Takie bloki stoją w poprzek struktur społecznych. W miasteczku, w którym wcześniej mieszkały Monika i Lilianna, te struktury były bardzo sztywne, a pozycję w nich w dużym stopniu wyznaczało miejsce zamieszkania. W bloku, obok siebie, drzwi w drzwi żyje pełen przekrój społeczeństwa. W tym moim przed laty dyplomata z dalekiego kraju i profesor zwyczajny sąsiadowali przez ścianę z miejscowym pijaczkiem zwanym przez lokatorów Marginesem. W nowohuckim bloku z tych książek obok zupełnie normalnych ludzi ( i normalnych Pipścińskich 😉 ) można spotkać osoby tak zaskakujące jak Przystojny Harleyowiec czy mama Desmonda, a rodziny pozornie patologiczne okazują się zadziwiająco normalne.
Jakość życia nie zależy od jego poziomu materialnego. Można wegetować mając: duży, piękny dom, dwa samochody i trzy telewizory, w tym dwa plazmowe. Można też znaleźć spełnienie w małym mieszkanku w bloku. Trzeba tylko zrozumieć, co tak naprawdę jest w życiu ważne i odważyć się spełnić swoje marzenia.
Katarzyna Majgier „Marzycielki”, wyd.: Akapit Press, Łódź 2006
Wpis z 15 listopada 2008 roku:
Najstarsza z moich córek, wielbicielka poprzednich części (ze szczególnym uwzględnieniem Marii z Parteru) rzuciła się na tę książkę z wielkim entuzjazmem. Przeczytała i stwierdziła ze smutkiem: Chyba już wyrosłam z tych książek 😦 Faktycznie – kiedy czytała „Trzynastkę na karku”, była dokładną rówieśniczką jej bohaterek. Od tego czasu w ich życiu minęło jakieś pół roku, a w jej – dwa i pół. One właśnie przeżywają początek nauki w gimnazjum, ona – głowi się już nad wyborem liceum.
No i piknie, jak mawia moja kochana prababcia. Za cztery dni idziemy do szkoły, a wszystkie moje przyjaciółki powariowały. Z pozoru nic się nie zmieniło – trochę urosły przez wakacje, do szkoły wchodzą innym wejściem, bo są już w gimnazjum, ale nadal ich ulubionym miejscem spotkań jest ławka przy śmietniku. Z pozoru nic się nie zmieniło, tylko ich rozmowy stały się jakby monotematyczne i wszystko kręci się wokół miłości. Ania (ta książkowa, nie moja 😉 zupełnie ich nie rozumie…
„Po co mi chłopak ?” to (podobnie jak „Trzynastka”) pamiętnik Ani Szuch, a ona zdołała się tej monotematyczności oprzeć i dzieki temu sporo się w tej książce dzieje.
Znalazłam tam też echo mojej wiosennej rozmowy jej autorką (edit: czyli wywiadu, który niestety odpłynął w niebyt razem z portalem, dla któreg go przeprowadzałam). Na pytanie: czym różni się dorastanie w czasach internetu od tego, które było udziałem dzisiejszych rodziców ? pani Katarzyna odpowiedziała: Dawniej młoda osoba o nietypowych zainteresowaniach była w swoim środowisku osamotniona, trudno było jej znaleźć kogoś, z kim mogła dzielić tę pasję. Dziś – bez problemu może znaleźć w sieci odpowiednie forum i spotkać tam podobnych do siebie „maniaków” w różnym wieku. Dzięki obcowaniu ze starszymi od siebie (czasem o kilka lat, a czasem wręcz dorosłymi) internautami, nastolatki rozwijają się, poszerza im sie zasób słownictwa, „podciągają się” intelektualnie. Największy problem książkowej Ani polega na tym, że jej rodzice tego nie rozumieją, za to wiele słyszeli o zagrożeniach jakie czekają na nastolatki w sieci.
Ta książka nie powstałaby bez nastolatków z Forum Juniora, dzięki którym mam wyobrażenie, jak wygląda ich świat… – napisała autorka w dedykacji na pierwszej stronie tej książki. Niedawno z portalu Junior Reporter wypączkował kolejny – przeznaczony dla nieco starszych nastolatków, który już zaczęli z tamtego wyrastać. Nazywa się ”Amanita” (ale nie pytajcie mnie, dlaczego, bo nie wiem 😉 ) i jest bardzo sympatycznym miejscem dla myślących i czytających nastolatków. Znajdziecie tam sporo (w tej chwili 135, ale niewątpliwie będzie więcej) recenzji książek – w większości są opinie z pierwszej ręki, bo pisane przez ludzi kilkunastoletnich. Jest też forum – na razie jeszcze niezbyt tłumnie odwiedzane.
W słowie wstępnym do „Amanity” pani Katarzyna Majgier wyraża nadzieję, że wokół niej zgromadzi się duże grono fantastycznych osób z fantazją i pomysłami. I że tak jak Junior będzie rozwijana przy udziale użytkowników.Życzę tego serdecznie nowemu serwisowi i jego twórcom 🙂
Edit: oba te miejsca już nie istnieją. W ogóle – w ciągu kilkunastu lat, które upłynęły od czasu, kiedy to pisałam, fora internetowe też stały się przeszłością. Zastąpiły je grupy na Facebooku oraz… inne miejsca i formy aktywności w internecie, których ja już nie ogarniam.
Katarzyna Majgier „Po co mi chłopak ?”, wyd.: Akapit Press, Łódź 2008
Kolejne części pamiętnika Ani Szuch to „Miłość Ci wszystko wypaczy”
Wpis z 28 lutego 2007 roku. W 2014 wznowiło tę książkę wydawnictwo Akapit Press i ta wersja ma okładkę zdecydowanie przyjemniejszą dla oka 😉
Życzenia wypowiadane nad tortem urodzinowym mają niezwykłą moc. Zdmuchując dziesięć świeczek ze swojego tortu Amelka pomyślała, że chciałaby zostać słynną aktorką. W jej wieku to zupełnie normalne – moje córki też mają takie marzenia. Dla dziesięciolatki z Bolków Małych wydawać by się one mogły niemożliwe do spełnienia (a w każdym razie nieprędko), a jednak…
….w
jej wsi zjawiła się ekipa filmowa kręcąca ekranizację
„Panny z mokrą głową” !!! Nastoletnia gwiazda, która miała
grać rolę tytułową, niespodziewanie zrezygnowała i Pani Reżyser
zdecydowała się szukać zastępstwa na miejscu. Do castingu
przystąpiły wszystkie dziewczynki ze wsi i okolic, ale to właśnie
Amelka – elokwentna i oczytana, a przy tym najstarsza z szóstki
rodzeństwa i cała w siniakach od łażenia po drzewach – dostała
tę rolę. Wkrótce okazało się, że zadania aktorskie nie będą
wcale najtrudniejszą z rzeczy, które ją czekają. Dużo
trudniejszy był późniejszy powrót do szarej codzienności i
szkolnych obowiązków. Musiała też sprostać ciężarowi sławy i
stawić czoła zazdrości rówieśników. Na szczęście udało jej
się w końcu odróżnić popularność od prawdziwej przyjaźni –
być może dzięki życzeniu pomyślanemu przez kogoś nad innym
tortem 😉
Amelia, Tycjan, Oktawian, Lukrecja, August, Emma. Kiedy spotykamy się z takim zestawem (i ilością !) imion w rodzinie, szczególnie wiejskiej, natychmiast wyobrażamy sobie dom ocierający się o patologię i niewydolny wychowawczo. Nie wiem, czy celem twórczości pisarskiej pani Katarzyny Majgier jest obalanie stereotypów związanych z wielodzietnością, czy wychodzi jej to „przy okazji”, ale po rodzinie z bloków w ”Trzynastce na karku” w tej książce upada stereotyp wielodzietnej rodziny wiejskiej. Rodzice Amelki nie są bezmyślnymi dzieciorobami z marginesu – tworzą w pełni wydolną wychowawczo i kochającą się (choć niezamożną) rodzinę. W dodatku czytają książki, co w ich środowisku nie jest takie częste. Ich marzenia tez są z książkami związane: Mamusia marzy o dużej bibliotece pełnej książek, bo lubi czytać. Tatuś marzy o ciekawej pracy, w której mógłby zarabiać tyle, żeby wyremontować nasz dom i kupić książki, o których marzy mamusia. 😉 Równocześnie poznajemy zamożne rodziny w których kuleje wychowanie jedynaków. Może trochę szkoda, że autorka wpada z jednego stereotypu w drugi – chyba, że zostawia sobie temat do następnych powieści. Kiedy już wyczerpie jej się tematyka wielodzietności, wtedy rozprawi się ze stereotypami jedynaków 😉
Jedyną rzeczą, która mi się w tej książce nie podoba, są ilustracje. Kojarzą się z najgłupszymi kreskówkami na Cartoon Network 😦 Za każdym razem, kiedy mam okazję poobcować trochę z tymi filmami, zastanawiam się – w czyim umyśle mogą powstać takie idiotyczne pomysły ? Doszłam wreszcie do tego, że ich twórcami są zapewne ludzie, którzy sami wychowali się już wyłącznie na kreskówkach. Jak będą wyglądały dzieła tych, którzy wyrosną na ich twórczości ? Boję się nawet pomyśleć.
Jeśli jednak te piękne inaczej ilustracje, zachęcą do lektury „Amelki” klientelę Cartoon Network, to niech już sobie takie będą. Czasami cel uświęca środki. Dzieciom o bardziej rozwiniętych gustach jednorazowy kontakt z tą poetyką nie zaszkodzi. Środkowa z moich córek oprócz „Amelki” znalazła pod choinką jeszcze piękny album ”Sztuka nie tylko dla dzieci” wydany przez „Znak”. Tak na wszelki wypadek 😉
Katarzyna Majgier „Amelka” (seria: Magnes), ilustr.: Wojciech Stachyra, wyd.: Egmont, Warszawa 2006