Wybór wierszy Natalii Usenko

Wybór wierszy Natalii Usenko

Kiedy moje córki były małe, a wybór książek na rynku był bez porównania mniejszy niż teraz, do ich ulubionych należały takie małe, kwadratowe, sztywnostronicowe, a każda zawierała jeden wiersz. Wydawało je chyba wydawnictwo Wilga, ale tego nie jestem pewna, a nie udało mi się teraz znaleźć tej informacji. Ilustracje miały… mówiąc oględnie – takie sobie, ale to nie były czasy, w których można było mieć przesadnie wysokie wymagania 😉 Była wśród ich oczywiście klasyka klasyk czyli Konopnicka, Brzechwa i Tuwim, ale także poetki bardziej współczesne, a wśród nich – Dorota Gellner z naszą ukochaną „Piłką”, która do dziś umiem na pamięć oraz Natalia Usenko.

W jej wierszach często pojawiała się rodzina w składzie: Mama, Tata, Kacper i pies Pucek. Ostatnią trójkę najlepiej pamiętam z wiersza „Bałwanki” zaczynającego się od słów Do przedszkola szły przez skwerek trzy bałwany… Te wiersze były takie zwyczajne – sympatyczne i ciepłe, ale bez morału, bez przesłania – można powiedzieć, że w sumie po nic 😉

Teraz po latach, kiedy toniemy wręcz w klęsce urodzaju książek pięknych, wartościowych, mądrych, pełnych wiedzy i niosących głębokie przesłania, dochodzę do wniosku, że bardzo brakuje mi wśród nich takich, które właśnie byłyby po nic. I dlatego z taką radością przyjęłam ten „Wybór wierszy” Natalii Usenko.

Bo powiedzcie – jaką przydatną w szkole wiedzę można wynieść z wiersza o kotku, który uwielbiał patrzeć w księżyc, albo o tycich kosmitach spóźnionych na Zjazd Kosmiczny, albo z mojego ulubionego – Czarodzieju i jego czterech smokach ? Żadną, ale czy to znaczy, że takie wiersze nie są w życiu potrzebne?

Są potrzebne i to jeszcze jak ! Do czego ?

Na przykład do przewietrzenia czasem umysłu bombardowanego wciąż wiedzą konieczną i niezbędną (głównie do tego, żeby zdać egzaminy i skończyć wreszcie szkołę 😉 ).

Są potrzebne do tego, żeby puścić wodze nieprzyzwyczajonej do tego wyobraźni.

I wreszcie – do kompletnie nieutylitarnego poobcowania z pięknem.

Towarzyszące im ilustracje Marianny Jagody bardzo dobrze wpisują się w ten klimat i znakomicie go współtworzą. Są trochę baśniowe, trochę naiwne, trochę zwariowane i po prostu piękne.

Warto wejść w ten świat – tak po prostu po nic. Spróbujcie tylko, a zobaczycie, jakie to przyjemne 🙂

Edit: Już po tym, jak napisałam wszystko, co powyżej, Małgorzata Narożna, twórczyni szczecińskiej księgarni FIKA, przypomniała mi cytat z „Gry na wielu bębenkach” Olgi Tokarczuk:

– Musimy, droga pani, robić rzeczy bezcelowe. Inaczej nasze życie byłoby płaskie i nijakie (…) – Potrzeba irrealna jest tym, co różni nas od zwierząt. Nie nasze myślenie, nie mądre książki. Musimy robić rzeczy niepotrzebne, nieprzydatne, których żywot jest krótki, lecz olśniewający, rzeczy, które zadziwiają, nawet jeśli zaraz się je zapomni. Nasze istnienie musi być pełne takich fajerwerków. Inaczej popadlibyśmy w niepokój i stali się bezpłodni.

Bardzo mi on pasuje do tego co napisałam o wierszach Natalii Usenko 🙂

Natalia Usenko „Wybór wierszy”, ilustr.: Marianna Jagoda, wyd.: Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki 2022

Wierzbowa 13

Wierzbowa 13

Zastanawiałam się, jaką książkę wstawić teraz na półki Małego Pokoju, ale kiedy dowiedziałam się, że dziś mija 20 rocznica śmierci Danuty Wawiłow, wybór mógł być tylko jeden.

Wpis z 19 marca 2006 roku:

Przy ulicy Wierzbowej stoi sobie blok – pozornie całkiem zwyczajny, taki, jakich wiele dookoła nas. Normalne ponure korytarze z pobazgranymi ścianami, normalna skrzypiąca winda, śmierdzący zsyp i lokatorzy też wydawałoby się zupełnie przeciętni. Od innych bloków odróżnia go tylko to, że oprócz zwykłych ludzi mieszkają w nim najrozmaitsze Straszydlaki rodem z odchodzących w zapomnienie podań ludowych – strzygi, nocnice, rusałki, wilkołak, bazyliszek.

Straszydlaki, tak jak w starej ludowej piosence: dobrym ludziom pomagają, a złym ludziom narobią szkody. Czasem trzymają się ich głupie żarty – nastraszą listonosza albo zaplotą w nocy warkoczyki wszystkim i na czym tylko się da. Z miłymi i sympatycznymi mieszkańcami potrafią się zaprzyjaźnić, a nawet uznać ich nieprzyjaciół za swoich. To za ich sprawą w terroryzującej sąsiadów nauczycielce matematyki Immogenie Gębockiej zachodzi przemiana i porzuca ona matematykę (oraz gnębienie uczniów) na rzecz Sztuki.

Dawniej na miejscu bloku była wieś i tam Straszydlaki były u siebie. Żyły sobie w opowieściach snutych podczas darcia pierza i opowiadanych dla zabicia czasu w długie zimowe wieczory. Dzisiejsze dzieci nie znają już tych historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie – one oglądają dobranocki albo słuchają trzydziestej trzeciej uwspółcześnionej wersji bajki o Czerwonym Kapturku. Znikają też z ich świadomości magiczne miejsca, gdzie żyli bohaterowie starych podań – rosochate wierzby na rozstajach dróg, zagracone strychy, kominy i studnie.

W czasach kaloryferów, wind i zsypów na śmieci Starszydlaki musiały znaleźć sobie inne miejsce do życia. Okazało się, że w bloku na Wierzbowej mogą się zadomowić równie dobrze jak w wiosce Wierzbowo, która była wcześniej w tym miejscu. Diabeł wietrzny przekwalifikował sie na Windziora i opowiada dzieciom bajki dostosowane do blokowych realiów. Rusałki kapią się tam w pralkach a Dytko pod nieobecność lokatorów wydzwania do Zegarynki, bo się w niej zakochał.

Kiedy moja Najstarsza chodziła do zerówki, właśnie ta książka była naszym dyżurnym prezentem urodzinowym dla dzieci z jej grupy. Przedszkole mieściło się na ponurym blokowisku – później dowiedziałam się, że mieszkała tam też Danuta Wawiłow (być może także z córką – Natalią Usenko), a więc tamtejsze bloki były zapewne pierwowzorem Wierzbowej.

Moje córki nigdy nie zaznały życia w bloku, ja – owszem. Pamiętam strach, jakim napawało mnie zejście do piwnicy i obawę, że coś wyskoczy na mnie ze zsypu. Dziewczyny znają bloki tylko z wizyt u dziadków i kolegów. Początkowo bały się jazdy jęczącą i skrzypiącą windą, ale po przeczytaniu “Wierzbowej 13” zaczęły każdy jej zgrzyt witać niemal jak pozdrowienie od Windziora.

Ta książka pomaga oswoić smutną blokową rzeczywistość, także dzięki wesołym ilustracjom Pawła Pawlaka. Nowsze wydanie “Naszej Księgarni” ma już inne obrazki, jednak robią takie wrażenie, jakby ich autor zapatrzył się na tamte. Jeśli można wybierać – my wolimy“Wierzbową 13” w wersji wydawnictwa “Plac Słoneczny 4”, ale także ta z obrazkami Żejmy warta jest przeczytania nie tylko przez dzieci z bloków.

Świat rusałek, utopców i innych Straszydlaków odchodzi powoli w zapomnienie. W kulturze masowej globalnej wioski nie ma już dla nich miejsca.

P.S. Przygotowując się do wstawienia tego wpisu dogrzebałam się informacji, że były jeszcze co najmniej dwie inne edycje tej książki nakładem wydawnictwa Egmont. Nie udało mi się znaleźć informacji o autorach ilustracji, ale widok okładek nie był specjalnie zachęcający 😦

Danuta Wawiłow, Natalia Usenko “Wierzbowa 13”, ilustr.: Paweł Pawlak, wyd. Plac Słoneczny 4, Warszawa 1996

Danuta Wawiłow, Natalia Usenko “Wierzbowa 13”, ilustr. Żejmo, wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 2004

Edit: Paweł Pawlak został nominowany do Nagrody ALMAAstrid Lindgren Memorial Award gratulacje !!!