Mama zawsze wraca

Mama zawsze wraca

Zosię poznałam dawno. Podczas pierwszego, a może drugiego przyjazdu do Izraela, chyba w połowie lat dziewięćdziesiątych – napisała w posłowiu do tej książki Agata Tuszyńska. (…) Dotykałam losu okupacyjnych dzieci – wychowanków sierocińców, klasztorów, ulicy. Mierzyłam się z ich lękiem.

Wysłuchałam wielu dramatycznych historii. Z pokorą i rozpaczą. (…) Na ich tle historia Zosi była szczególna. Nie tylko dlatego, że jej bohaterka urodziła się w maju 1939 roku i tak wyraziście zapamiętała swoje przeżycia, ale także z uwagi na sposób, w jaki o nich opowiadała

Połączenie języka i wrażliwości dziecka z okrucieństwem tej relacji sprawiło, że wówczas przerosła mnie ta opowieść. Zamknęłam ją na długo na dnie pamięci. Otworzyłam po latach, silniejsza…

„Mama zawsze wraca” to historia, która kojarzy mi się z przejmującym filmem „Życie jest piękne” Roberto Benigniego. Podobnie jak ten film, ta książka nie jest przeznaczona dla dzieci, mimo że może budzić skojarzenia z serią Wojny dorosłych – historie dzieci Wydawnictwa Literatura. Podobnie jak ojciec w tym filmie, mama Zosi stworzyła dla niej w piwnicy świat zupełnie odrębny od koszmarnej rzeczywistości poza kryjówką, świat utkany z wyobraźni. Podobnie jak ojciec w tym filmie, mama Zosi zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby jej dziecko nie tylko przeżyło, ale także aby jak najdłużej nie musiało się zetknąć z koszmarem tamtych czasów.

Ta historia wydarzyła się naprawdę, mimo że nam, współczesnym rodzicom może nie mieścić się w głowie pozostawienie dwu czy trzyletniego dziecka samego w takich warunkach nawet na parę godzin. Zosia spędziła tam całe miesiące sama, bo Mama, jak opowiada: Czasem zostawała ze mną na noc, ale zwykle tylko na godzinę lub dwie. Schowała mnie i wychodziła. Opowiadała o świecie na zewnątrz, którego jej córeczka nie znała, czasem coś przynosiła – jesienne liście czy wełnę, którą Zosia potem bawiła się w haftowanie – czasem coś jej rysowała w kurzu na podłodze, ale zostać nie mogła, jeśli chciała, żeby przeżyły. Niebezpieczeństwo czyhało i na zewnątrz, bo, wbrew zapewnieniom, mogła któregoś razu jednak nie wrócić, albo ktoś mógł odkryć kryjówkę, i wewnątrz, bo mała dziewczynka sama w piwnicy mogła sobie przecież zrobić jakąś krzywdę. Nam, współczesnym rodzicom może nie mieścić się w głowie pozostawianie dziecka bez opieki tak długo, podobnie, jak trudno nam wyobrazić sobie noszenie go w worku pod węglem, a jednak takie to był czasy…

Opowieści Zosi Zajczyk, która w Izraelu nazywa się Yael Rosner, spisanej przez Agatę Tuszyńską towarzyszą ilustracje Iwony Chmielewskiej. Tak o nich napisała na stronie Wydawnictwa:

Moim zadaniem było dopełnić ten wstrząsający i zachwycający tekst obrazami, które (to jedyne, czego byłam pewna) nie będą ilustrowały go w tradycyjnie pojmowany sposób. Jak to zrobić, żeby książka symbolicznie otwierała się i zamykała przed odbiorcą, jak tamta ciemna piwnica ? Jak zachować i pokazać sakralny wymiar tego miejsca ? Jak je oświetlić, wydobyć z tamtych czasów i przenieść jak najdelikatniej do dzisiejszego świata ? I pamiętać, żeby swoją zbyt narzucającą się wizją nie przeszkadzać odbiorcy w osobistym, intymnym przeżyciu ? Przecież każdy ma na swój sposób obcować z tą tajemnicą. Obraz ma tu milczeć, ma być w pewnym sensie niewidzialny, a jednak ważny i dotkliwy.

Te ilustracje właśnie takie są, ale zanim je zobaczymy, książka trafia w ręce czytelnika zamknięta opaską. Mimo że nie ma na niej Gwiazdy Dawida, oczywiste jest tu skojarzenie z opaskami noszonymi przez Żydów w czasie okupacji. Są na niej wyhaftowane kwiaty, bo właśnie haftowania Zosia nauczyła się siedząc w kryjówce, a największym jej skarbem były przyniesione przez Mamę kłębuszki kolorowej wełny. Haftowanie pozostało jej ulubionym zajęciem także po wojnie.

Odwrotnie niż opaski noszone wtedy przez Żydów, które miały ich wyróżniać i piętnować, ta stworzona przez Iwonę Chmielewską chroni tę historię przed przypadkowym wzrokiem, zamyka ją, ukrywa. Żeby ją poznać, trzeba opaskę zdjąć, co nie jest takie proste. Raz zdjętej nie da się już założyć z powrotem, podobnie jak nie da się tej historii już poznanej zapomnieć, odsunąć od siebie.

Przeglądam się w lustrze tej historii – napisała Agata Tuszyńska. Historii miłości i nadziei. Historii, która pozwala wierzyć w moc słowa.

Agata Tuszyńska (tekst), Iwona Chmielewska (ilustr.) „Mama zawsze wraca”, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2020

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s